Zjazd

Byliśmy w zeszłym tygodniu na tym zjeździe w Warszawie. Drogą powrotną, przed wyjazdem, skoczyliśmy z mszetem do butiku pozwiedzać. Wracamy na peron, a tam przy Tobku jakaś wielka waliza stoi, a Tobek stoi koło tej walizy i jakiś taki nieswój.

-Co to? pyta msz.
-A diabli wiedzą, mówi Tobek.
-Jak? mówię. To skądeś to wytrzasnął?
-Taki jeden postawił i poszedł.
-Jaki jeden?
-Taki jeden.
-Jaki jeden?
-W płaszczu.
-I co? Zostawił i poszedł? I nic nie mówił?
-Mówił, mówi Tobek.
-Co mówił?
-A tak jakoś…
-Jak?
-Tak jakoś…
-Ty, kurde, mówi msz, nie kombinuj, tylko gadaj, komuś to zaiwanił.
-To przecie mówię! Taki jeden w płaszczu zostawił. A gadał tak jakoś… Bą…
-Bą?
-Co bą? mówię.
-Bą…
-Bą…?
-Bą…
-Bą-ba, mówi msz.
-Bą-ba? mówi Tobek. I odsunął się dwa kroki do tyłu. A my za nim.
-Bą-ba? mówię.
-Najprędzej bą-ba, mówi msz. Bo co więcej?
-Cholera, mówi Tobek. I co tera?
-Co?
-No.
-Co?
-Bą-ba.

-To co robimy z tą bą-bą?
-Ten facet nie gadał, gdzie idzie?
-Mówił tylko bą…
-Bą-ba.
-Bą…
-Bą-ba.
-Bą…

To co robimy z tą bą-bą?
-Trzeba by chyba zawiadomić policję, mówi msz.
-Żeśmy bą-bę znaleźli?
-Ta. Trzeba zadzwonić i powiedzieć, że na peronie jest bą-ba, czyli ładunek wybuchowy.
-A jak nie?
-Co?
-A jak nie?
-Co?
-Jak to nie bą-ba?
-To będzie fałszywy alarm bą-bowy.
-To karalne?
-E, chyba nie. W końcu wywołamy go bą-a fide.
-Ta, mówię, bą-a fide.

-To co robimy z tą bą-bą?
-Nie poznałeś, skąd ten facet mógł być?
-Nie. Ale pewno z Bą-baju.
-No, mówię. I przyleciał bą-bowcem.
-A co?! postawił się Tobek.
-A nic.
-Na pewno bą-ba, mówi msz. Co więcej mogłoby w takiej walizie być…
-A bą-bonierka, mówię.
-Ta, ciekawe, taka duża?
-A czego nie? Wielopoziomowa.
-Etam.
-To może bą-bardon…
-Co?
-Bą-bardon.
-Co?
-Bą-bardon.
-Co to?
-Taka trom-ba. Widziałem w filharmonii kiedyś.
-To prędzej, mówi msz. Bą-bardon. W takim razie ten facet to musiał być bą-bard.
-Kto?
-Bą-bard.
-Kto?
-Bą-bard. Taki gość, co trom-bi w czasie bą-bardowania.
-Może i być…
-Mnie to się widzi, mówi Tobek, że w czasie bą-bardowania to syreny wyją.
-Cicho bydź, mówię. Co się wtrącasz, kiedy inteligenty dyskutują?

To Tobek chciał się znowu postawić, ale coś koło nas bzykło, aż mszet machnął ręką koło nosa.

-Co?
-Bą-k.
-Bą-k?
-Bą-k.
-Ugryzł cię?
-E.
-To dobrze, bobyś miał bą-bla.

-To co robimy z tą bą… Ale Tobek mi przerwał, pokazując głową drzwi.
-Ten facet w płaszczu idzie…

I faktycznie, podzszedł do nas taki gość w płaszczu i w kapeluszu, rozdziawił gębę i:
-Bążur.
Zabrał walizę i poszedł.

-Widzieliście? mówię. Żul.
-A gdzie, mówi msz. Nie żul, tylko w tej pace ma żur.
-A ha.

55 Responses to “Zjazd”

  • komerski :: 11-03-2008 :: 08 : 52

    A małe paryżaneczki wołają bą-bą widząc cukierki :)

  • PAK :: 11-03-2008 :: 09 : 48

    Śliczne te bon moty ;) że tak bąknę sobie z rana bombowym bombardując nastrojem.

  • Dora :: 11-03-2008 :: 10 : 39

    Dobry żur :witam:

  • mt7 :: 11-03-2008 :: 12 : 13

    Niezły :mlask:

    Moje akcje idą w górę. 17! Kto da więcej?

  • Teloch :: 11-03-2008 :: 13 : 16

    Nazywam się James. James Bą-d.

  • Hoko :: 11-03-2008 :: 13 : 17

    mt7,
    więcej to już tylko 18 i 19, szansa trafienia jak 2 : 17 :)

    Teloch,
    kurcze, przegapiłem tego Bą-da…

    Komerski,
    to Ty się i na małych paryżaneczkach znasz?

  • komerski :: 11-03-2008 :: 14 : 27

    Hoko: Gdzieżby, widziałem tylko jak dwie takie biegły za takim tęgim, odzianym w biały fartuch, cukiernikiem i wołały “Mesje bą bą, mesje bą bą…” To było chyba w 1915… Vincennes… A może Epinay sur Seine?

  • a cappella :: 11-03-2008 :: 14 : 29

    W ramach południowej przerwy obiadowej (bą apetit Wszystkim) pozwoliłam się smakowicie sterroryzować pewną syla.

    Mam nadzieję, że do wieczora i horrory i terrory miną… ;-)

  • pajeczaki :: 11-03-2008 :: 15 : 26

    zul perwsza klasa, a nie rzucil ‘bon voyage’ na odchodnym? ;)

  • Dora :: 11-03-2008 :: 15 : 59

    Ten “żul” po prostu miał na imię Jules. :autorytet:
    Malewicza to też takiego nie znałam… :-D

  • hortensja :: 11-03-2008 :: 16 : 41

    : grin: :grin:

  • happyguy :: 11-03-2008 :: 17 : 08

    ochy i achy! i brawa! i czapki z głów!

    a czy Żules nie mógł być po prostu Pewnym Znanym Pisarzem, zataczającym zwyczajnie z francuska? osobiście języka nie znam :)

  • Dora :: 11-03-2008 :: 17 : 10

    np. Jules Verne :oko:

  • dru' :: 11-03-2008 :: 18 : 37

    Żul Żarł Roussoł…
    jakoś mi się skojarzyło… :)

  • Jolinek51 :: 11-03-2008 :: 23 : 22

    Wielkanoc niedługo to żur jak znalazł …. :rotl:

  • Dora :: 12-03-2008 :: 09 : 18

    A ja się tu zastanawiam nad nomenklaturą - “Ulissesa” przezwałam “literaturą hokową”, tzn. taką, z którą Hoko się utożsamia (jak było u dru’ o burych kotach, że są najbardziej hokowe), w odróżnieniu od literatury “hoczej”, czyli stworzonej przez Hoko, jak powyższy wpis. Może tak być? :oko: :lol:

  • komerski :: 12-03-2008 :: 10 : 59

    Literatura hocza, bardzo ładnie. Chociaż ja jakoś intuicyjnie, literaturę przez Hoko stworzoną, nazwałbym ‘hokowiańską’ a ‘hoczą’ tę, z którą się on utożsamia i którą ceni. Jest smok i łuski smocze - te od smoka. Oraz Zakopane i sztuka zakopiańska - te, która powstaje w Zakopanem…

    A ja tak jakoś żle rzuciłem okiem na komentarz Dory, że przeczytałem Dru O’Bury.
    Drew O’Bury
    Drew O’Burrie
    Drew O’Berrie
    Drew O’Berry

  • Hoko :: 12-03-2008 :: 11 : 18

    O, literatura hokowiańska - to jest to! “Hocza” to trochę takie mało dostojne, nie oddające głębi i ukrytych sensów… :rule:

    A żul to po prostu bą vivant

  • dru' :: 12-03-2008 :: 12 : 55

    Ehhhh…

    >Hoczahokowiańskahokowahoczahokowahocka< też bardzo mi się podoba.

    Komerski, a jeśli chodzi o Dru to tylko McBone. :D

  • dru' :: 12-03-2008 :: 12 : 57

    Gash. Właśnie zrozumiałem co zrobiłem. Ale mam nadzieję, że da się to wyciąć. :)

    Ehhhh…

    “Hocza”, to jest chyba gramatycznie poprawne, ale niesie ze sobą jakieś płaskie konotacje (pewnie przez te kacze i krucze…). Z drugiej strony słowo jest jak dla mnie bardzo ładne i szkoda by je zmarnować.

    I jak dla mnie “hokowiańska” powinno oznaczać coś Hoku zewnętrzne, zwłaszcza, że nie jest to twór prosty ale z dodatkiem “iań”. Chyba poprawnie to pochodzi to od słowa “hokon”.

    A “hokowa” to jest z tych słów najtrudniejsze do wymówienia.

    Mi osobiście intuicyjnie “hocza” pasuje na określenie charakteru danego przedmiotu lub zjawiska w tym sensie, że nosi on cechy Hoko. Nie koniecznie musi być to jego wytwór.

    A hokowiańska to jakiś szerszy nurt literatury, który mieści w sobie twórczość Hoko, ale i dzieła nim inspirowane.

    No i ta “hokowa” literatura to była by ta która w jakimś sensie nadała mu kształt. Ta która jest elementem jego struktury… :)

    Jest jeszcze słowo “hocka” też bardzo mi się podoba.

    Komerski, a jeśli chodzi o Dru to tylko McBone. :D

  • Dora :: 12-03-2008 :: 13 : 50

    A hokopokowiańska?
    A dzieła inspirowane Hoko: hokopokowiańczykiewiczowska.
    A hocza kojarzy mi się z: focza…
    :rotl:

  • zeen :: 12-03-2008 :: 13 : 54

    Hokowiańska zdecydowanie najdostojniej brzmi, C’est si bon …

  • foma :: 12-03-2008 :: 14 : 16

    A może hoczysta?

  • Hoko :: 12-03-2008 :: 15 : 00

    Stop! zmieniamy taktykę!

    to co ja piszę będzie się zwało “literatura hokorycka”, literatura inspirowana będzie “hokowiańska” (jako nawiązująca do Mistrza).

    “hokopokorycka” albo “hokopokowiańska” będą dozwolone w piśmie, jednak niezalecane jako zbyt długie i mało medialne.

    “hoczysta” to będzie kilka wybranych dzieł, stanowiących kanon literatury hokoryckiej (ale to w przyszłości…)

    kpw? :salut:

  • zeen :: 12-03-2008 :: 15 : 15

    Strzelił nagle frazą hokorycką,
    I zburzył dumną kolumnę dorycką
    Teraz wszędzie fraza hokowiańska
    Znaczyć będzie: fantazja ułańska…

  • foma :: 12-03-2008 :: 15 : 44

    A gdy wreszcie Hoka geniusz słów dopadnie
    napisze hoczyście, znaczy bardzo ładnie…

  • zeen :: 12-03-2008 :: 15 : 54

    Ja tam byłbym bardziej za tym
    Aby Hoko nie odmieniać
    Jego wszak już antenaty
    Były Hoko z urodzenia…

  • Dora :: 12-03-2008 :: 16 : 17

    Ach, czysta hoczysta,
    Jakże jest przejrzysta,
    Gdy nie ogranicza
    Hokopokowicza…

    Ale “hokorycka”
    Jest jakaś bandycka -
    Z tym jest jakaś ściema,
    Bo “r” w “Hoko” nie ma…

  • Dora :: 12-03-2008 :: 16 : 25

    …a poezję hocką
    lubię czytać nocką… :oko:

  • dru' :: 12-03-2008 :: 16 : 41

    Ależ to robienie pod publikę.
    Tutaj trzeba sie w Chomsky’ego intuicji grzebać! :lol:

    A hokopokowiańska odnosi się też do hokopokowiańczyków!
    Jeśli posłużymy się twoim nazewnictwem, to jak ja coś napiszę to co to będzie? Nic… :(

    :rotl:

  • a cappella :: 12-03-2008 :: 18 : 46

    A mnie się ‘hoczy’
    Rymuje ze ’smoczy’

    :mru: (nie ma tu jeszcze smoka?! :eek: )

  • zeen :: 12-03-2008 :: 21 : 05

    Jak to nie ma…. a to?

    http://smileys.sur-la-toile.com/repository/B%E9b%E9s/D_02BA%7E1.GIF

  • zeen :: 12-03-2008 :: 21 : 18

    Mieszkam na parterze wysokim w bloku. Wychodzimy z nim na spacer - na smyczy długiej, nie miałby biedny jak wrócić, gdyby sam poszedł. Często otwieramy okna kiciusiowi, by się przewietrzył. Siedzi wtedy dumnie i spogląda z góry na przechodzące psy, ptaki, ludzi, ale raz na jakiś czas…. wymknie się skubany i zasuwa parapetem gdzie oczy poniosą. Najdalej do końca bloku, ale on nie z tych, on w odwiedziny do otwartych okien lubi. Drań. Mówię Wam, koty to dranie. Przed chwilą taki mi właśnie numer wyciął. Moja zemsta na nim - cytat z A. Andrusa:

    Idą chłopi z pól pozbierać
    Bo obfite będzie żniwo,
    Kici, kici, dobry kotek,
    Chociaż mordę ma fałszywą.

  • Dora :: 12-03-2008 :: 22 : 25

    Miałam kiedyś taką puchatą (perską jakąś albo co) sąsiadkę z miną, jakby się octu napiła. Mieszkała na parterze dwa balkony ode mnie (ja też parterowa). Raz siedzę ja latem w domu przy kompie (drzwi balkonowe otwarte) i czuję, jak ktoś łypie na mnie złym okiem. A to sąsiadeczka z niezapowiedzianą wizytą na parapecie, wewnątrz mieszkania…
    Do niej by wierszyk Andrusa pasował. Ale już się wyprowadziła.
    PS. Jeszcze wymyśliłam “hokowski” i “hokowniczy” :taniec:

  • Dora :: 12-03-2008 :: 22 : 27

    O, zapomniałam, że tu się ingliszem posługują. To się poprawię :dance:

  • ralph.ellison :: 12-03-2008 :: 23 : 36

    ba! moze zamknal (ten zul) swoj zapach w tej wielkiej walizie

  • zeen :: 13-03-2008 :: 09 : 42

    Dora : : 12-03-2008 :: 16:17

    Ach, czysta hoczysta,
    Jakże jest przejrzysta,
    Gdy nie ogranicza
    Hokopokowicza…

    To wypisz wymaluj hymn na cześć czystej hoczystej…
    Hoczysta - świetna nazwa na wódkę :)

  • Dora :: 13-03-2008 :: 10 : 06

    To właśnie miałam w pewnym domyśle :oko:

  • Hoko :: 13-03-2008 :: 10 : 13

    Jaką znowu wódkę? Zaraz wprowadzę prohibicję…

    O własnie, miałem poszukać kufy gul-gul, a ciągle mi schodzi :)

  • zeen :: 13-03-2008 :: 10 : 21

    Jeszcze nam każe tu w ochraniaczach wchodzić, świętoszek jeden….
    Zamiast nalać każdemu, jak przystoi gospodarzowi, to on wypomina, a sam pewnie bimber pędzi po nocy. Bo gdzieby łaził tak wcześnie wieczorem jak nie do aparatury?
    :dance:

  • Dora :: 13-03-2008 :: 10 : 40

    O, 19! No to sobie pozwolę:
    JAKA ZNÓW PROHIBICJA? :wkufiony:

  • dru' :: 13-03-2008 :: 11 : 29

    A nie mogli byśmy “hoczysta” nazwać jakieś nalewki? Albo wino jakieś?

    A piwo mogło by być “hockie”.

    Gdy stukniesz wieczorem kufelek Hockiego.
    To jaźń swą oczyścisz i nerki do tego.

  • foma :: 13-03-2008 :: 11 : 43

    Wymyślając hoczystą bardziej miałem na myśli soczystość frazy, ale i ten szum w głowie po też nie był bez znaczenia :) Ale jak to z myśliwymi bywa, ogary poszły w las…
    Piwo hockie - jestem za!

  • Dora :: 13-03-2008 :: 12 : 23

    No bo tak:
    hokorycki - to od tajemniczego plemienia Hokorytów,
    hokowiański - od tajemniczych Hokowian, mieszkańców planety Hoko,
    hocki - od Hotów (jak: od Gotów czy Hotentotów),
    hoczy - od Hoka (w mianowniku Hok, jak smok),
    hokowy - podobnie (jak wzrokowy od wzroku).
    ??? :shock:

  • Hoko :: 13-03-2008 :: 12 : 39

    To jeszcze hokoladkowy :hokoladki:

  • dru' :: 13-03-2008 :: 13 : 28

    Dora, Hoko, to ja poproszę to piwo…

  • foma :: 13-03-2008 :: 14 : 01

    Zakładam, że te :hokoladki: mają w środku wodę hoczystą…

  • hortensja :: 13-03-2008 :: 14 : 40

    I ja się przylączam do prośby o piwo, na dokladkę poproszę hokoladkę, bo pyszna, a nie tuczy. :oko:

  • Dora :: 13-03-2008 :: 15 : 38

    To może jeszcze zapijemy to wszystko hokowitą? :rotl:

  • zeen :: 13-03-2008 :: 15 : 43

    hokowita :lol:
    Ale Gospodarz nas pogoni…

  • a cappella :: 13-03-2008 :: 17 : 35

    Nie pogoni…
    :mru:

  • hortensja :: 13-03-2008 :: 19 : 10

    hokowita? jeszcze nie próbowalam. :song: dolączę chętnie. :oko:

  • dru' :: 13-03-2008 :: 19 : 25

    No to mamy imprezę! :rubik:

    :hokoladki2:

  • Hokopoko :: 14-03-2008 :: 08 : 55

    Chyba pora na nowy wpis… :rotl:

  • Dora :: 14-03-2008 :: 09 : 59

    Na nowe hocki-klocki :rotl:

*
Dodaj komentarz

* * *

obrazy
Komentowane
foma: Skrzela
Dora: Skrzela
foma: Skrzela
hortensja: Skrzela
zeen: Skrzela
Hoko: Skrzela
Dora: Skrzela
dru': Skrzela

* * *

.