Zapachy
Maliny
Ale nie te ze straganu i nie te z długich rzędów plantacji: te dzikie, na których kępę można trafić gdzieś przy polnej drodze lub na skraju lasu, mizerne i niepozorne; i tylko, przygrzane słońcem, dają znać o swoim istnieniu zapachem - jakże innym niż ten z plantacji. Zapach to gęsty, nasycony mnóstwem odcieni, mieniący się refleksami znaczeń. A gdy tych malin skosztować, okaże się, że smak mają tak samo inny, tak samo egzotyczny, bez cienia tej uładzonej słodkości owoców oswojonych.
Smak dziki jak zapach: nabrzmiały niuansami, ulotnymi skojarzeniami, które pryskają, nim jeszcze zdążymy je sobie uświadomić… Szum ulewy, śpiew ptaków, rechotanie żab, cisza skwaru, wszystko to zaklęte w jednej chwili, materializującej się za sprawą słodko-cierpkiego skojarzenia.
Jabłko
Jabłoń wśród pól. Gałęzie skłonione pod ciężarem owoców, zielonych, zielonkawych, z przebłyskującymi gdzieniegdzie czerwonymi prążkami. Jedno: czerwone. Zerwiemy je. Lecz nauczeni doświadczeniem, nie zatopimy w nim zębów, nie pójdziemy na całego. Bo nawet jeśli nie będzie to ten podstępny gatunek wywołujący natychmiastowe (choć odwracalne) zniekształcenie twarzy, to i tak taki wczesny owoc może nie posłużyć naszym zębom, nadwyrężonym przez rozmaite polne przysmaki. Jabłko należy potrzeć, mocno, mocno, aż skórka zacznie błyszczeć w słońcu, niby wypolerowana. I wtedy przystawiamy owoc do nosa i głęboko wciągamy powietrze. Jeśli akurat idziemy, zatrzymajmy się pierwej, gdyż w głowie może się zakręcić…
Choć różnica między tym jabłkiem polnym a tymi, które rosną koło domu, nie jest aż tak zasadnicza, jak w przypadku malin. Też dlatego, że kilka z tych przydomowych jabłoni to drzewa stare, stare gatunki, których protoplaści zasiedlali pola i lasy, gatunki pamiętające w swych genach zapachy, o jakich nowoczesnym owocom się nie śniło. Różnica jest jednak i tutaj, subtelna. Efekt tych wiatrów śródpolnych i nocy czystych, i pszczół dzikich… Więc pociągnąwszy nosem jeszcze raz i drugi, ruszamy drogą pośród łanów zboża, i przełykamy ślinę, i powstrzymujemy się ostatkiem woli przed zatopieniem zębów w nęcącej skórce jabłka… A słonko grzeje, grzeje…
*

*
Obraz: Iwan Szyszkin



A ja to jak zerwę dużą, dojrzałą i nagrzaną słońcem poziomkę gdzieś w lesie, zawsze myślę, że to smak szczęścia
Taaa… Nie raz i nie dwa przeciągało się moment ugryzienia jabłka po wypolerowaniu. Ten widok… Ten zapach…
A ja najbardziej lubię smak i zapach zółtych melonów… :mniam: Poziomki są rozczulające, takie mikre a tak dzielnie konkurują z malinkami!
Mniam się nie udało! Buźka miała się oblizywać! Już wiem! To powiniem być
Do mnie najbardziej jednak przemawia magiczna, ociekająca smakiem, wlewająca się do umysłu z siłą stada antylop, zniewalająca kubki smakowe niczym orientalny nabab swoje nałożnice, słodka woń zroszonej szczodrze musztardą golonki.
Komerski!
Jaką siłę ma stado antylop? Taką sobie. Stado bawołów - to rozumiem. Albo słoni.
Torlin,
Zależy od antylopy. Taka eland dochodzi do tony wagi, rogi ma ponad półmetrowe. Zapewniam cię, że pięćdziesiątka takich zwierzątek, potrafiłaby namówić do golonki nawet dalajlamę.
Komerski (5:52) wzbił się na absolutne wyżyny poezji (albo - wyżyny poezji absolutnej)
A capella,
Ja bym uważał z tymi zachwytami, bo się rozkręcę
BTW Istnieje forma “gotówem”? Gotówem się rozkręcić?
Gotowości wszelakie najlepiej wprowadzać w czyn…
komerski,
golonkę też na tym spacerze spotkałem - pod postacią saren, musztardy akurat pod ręką nie było, ale jakiś chrzan by się pewnie w krzakach znalazł…
A poziomki są ulotne… nie to co golonka…
Ale jak zjesz, człowieku, poziomkę czy dziką malinę z wpisu, to napiszesz tomik poezji z niedosytu


A jak zjesz golonkę, to pójdziesz spać i będziesz głośno chrapał z przejedzenia…
Wolę ten pierwszy stan, zwłaszcza że golonki nie jadam
Hoko: Golonka jest bardzo ulotna. Ledwie do niej zasiadam, już jej nie ma. Znika jako ta kamfora na słońcu Sahary, jako ta kochanka od oblubieńca zbyt wcześnie do męża po całonocnych igraszkach wracająca, jako marzenia zbyt pochopnie spełnione… Gdzie tam lichym jagodom leśnym do jej wspaniałości, do krągłych kształtów, do wypukłości rozkosznych, do smaku jej skóry, do tych kropelek, którymi tak ślicznie wilgnie…
Dora: Poezja rzecz ważna, ale po zjedzeniu poziomki, czy dzikiej maliny, zaczynam rozglądać się za następną, a porządna golonka wystarcza na dłużej i wtedy można zasiąść do lektury nie myśląc o głodzie…
Panowie, panowie! Żadnych golonek! Golonka jako marzenie??? Czy ja dobrze czytam?! Kragłe kształty golonki i smak (jej) skóry?!! Jeśli już musi być element mięsny, to polecam melona z szynką serrano!

Gwałtu, rety! Salwuj się, kto żyw! Alla głodem morzy i królików z nas wyrabia!
:) 
oj, komerski, komerski, przecie Ty i tak na diecie jesteś (całkiem zapomniałem…), więc coś mi się zdaje, że te Twoje westchnienia do golonki to tylko żal za utraconym…
Dla mnie to jakaś dziwna ta dyskusja. Ja jestem i mięsożerny, i warzywożerny i owocożerny. Wszystko lubię. Golonka, tatar, befsztyk - super. A na koniec kopiasta miseczka czarnych jagód (uwaga - jestem warszawiakiem). Albo malin, jeżyn, poziomek.
Hoko: Na jakiej tam diecie - zgadnij, co właśnie ze sklepu przyniosłem
Torlin: Ależ to żadna specjalna dyskusja. Przecież ja też jadam owoce. A nawet i warzywa. To druga strona się na część rozkoszy podniebienia boczy
Komerski,
zgaduję!
Przyniosłeś zdobyczne:
Zioła w doniczce, płatki owsiane, otręby zbożowe, mleko odtłuszczone, marchewkę i słodzik na deser!
Gotowym przysiąść się
Gdy kol. Komerski je….
A potarta mocno-mocno malina to dopiero ma zapach…
Poziomkowe pola sprzed pięciu tygodni…
Ja tam bym nie jadł gdybym nie musiał, ale robi na mnie wrażenie twórczość Komerskiego.
Jeszcze kilka peanów na cześć golonki, a dołączy ona do innych skarbów narodowych: lipy, jagód…
…obrony Częstochowy…
…krzyża na Giewoncie…
Golonko Komerskiego! Skarbie narodowy!
Ile trzeba cię cenić ten tylko się dowie…
A co nie mniej ważne, Komerski sam sobie zorganizuje promocję w krajach niepolskojęzycznych, chociaż “golonka” nie jest trudna do wypowiedzenia…
Komerski wpisze się na stałe w nurt literatury: “read and eat”.

Golonka Komerskiego jak kotlet Pożarskiego…
Nie przepadam za golonką, wolę
Jak do tej pory tylko trzema potrawami gardzę:
wątróbka, żołądki, bób. Reszta - :mniam:
nigdy nie jadlam golonki do czego mozna porowanc jej smak?? :] a malinami zachwycam sie podobnie, uwagi wymaga ich jedzenie, bo czasami sa z wkladka: bialym wijacym sie robaczkiem… ale to drobiazg, przy odrobinie odwagi mozna ten fakt zignorowac…
No, golonka w smaku to prawie jak te robaczki, tylko bardziej tłusta…
…taka golonka z malinami… mniam
Białe, wijące się robaczki to ja widziałem, gdy w mej piwnicy kotek się zaklinował i tak dokonał żywota…

Zniknąłem na moment, a tu piszą do mnie:
Dru i pozostali - Cieszę się, że takie uznanie zyskały moje wypisy z kubków smakowych. Jak znajdę odpowiedni pretekst, napiszę o bigosie, boczku, kiełbasach, mielonym, kaszance, spaghetti, risotto, rybach, sałatkach…
pajęczaki - golonka jest dlatego tak cudowna, że składa się z dwóch rodzajów mięsa - takiego delikatnego, przypominającego trochę wyglądem, spoistością i fakturą udko kurczaka (ale z wyraźnym wieprzowym smakiem) i z grubej warstwy pysznego tłuszczu. Oczywiście zbyt gruba warstwa tłuszczu w stosunku do mięsa jest wadą…