Winnetou
W archiwach Karola Maya odnaleziono właśnie teksty, których pisarz z jakichś powodów nie włączył do swoich książek. Poniżej dwa z nich, są to niejako wersje alternatywne (albo pierwotne) zdarzeń, które miały miejsce w trakcie przyjmowania białego bohatera do indiańskiej społeczności.
*
A dnia tego wielkie poruszenie zapanowało w osadzie szlachetnych Apaczów, gdy oddział zbrojny pod przewodnictwem świetlistoczelnego Inczu-Czuny przekroczył granice miasta. A gdy zatrzymali się obok wielgachnej strażnicy, gdzie pomieszkiwało wodzostwo, tłum wiernych rozstąpił się przepuszczając przybyłych, a szablonosy wścibskooki szmerouchy Dzień-ni-karz nagryzmolił coś na kawałku papirusa. A gdy gościa zaproszono na pokoje, ten, wzorem innych, nie ściągnął błotemupaćkanych buciorów, którymi pierwej był wlazł w bajorko, i zafajdał kolistokręgi dywan ze skór najrzadszego, najszlachetniejszego źwierza, i całą podłogę, aż dziewczę niebywałej urody, wielkookie, czarnogrzywe, smukłonogie, gibkogrzbiete, ponętnouste, rumianolice, strzygouche, fajnonose, olimpijskowymiarowe, strojnie ubrane wybałuszyło gały i gdyby nie powaga sytuacji, przylałoby mu chochlą.
*
minęło wiele słońc
odkąd
nasi przodkowie
byli panami tej ziemi
budowali miasta sadzili drzewa
polowali na bizony
do nich należał
blask słońca
i deszcz
lasy i wielkie góry
mieli żony i córki braci
i synów
byli szczęśliwi
jednego dnia przyszli biali
przywieźli
broń ognistą
i wodę ognistą
bogów
kapłanów
zdradę
choroby i śmierć
ich języki były fałszywe
a noże ostre
Indianie
musieli oddać
kraj
w którym leżały groby ich ojców
wypędzeni
z wigwamów
i myśliwskich ostępów
zabijani bez miłosierdzia
biały
pod pozorem
przywłaszczył sobie ziemię
i
na krwi pomordowanych
zbudował
USA
niechaj będzie przeklęty
Inczu-Czuna skończył i podał fajkę Charleyowi. Ten powąchał cybuch, pokręcił nosem, po czy wrzasnął na cztery strony świata:
Niech ryczy ranny ktoś
Albo niech nawet beczy!
Przeminie każdy sen
Zwykła to kolej rzeczy.
Szczera i entuzjastyczna owacja, jaką licznie zgromadzeni słuchacze zgotowali Charleyowi na Green Place, przekroczyła najśmielsze oczekiwania i stała się powodem licznych komentarzy w miejscowej prasie. Zachwycony tłum wrzeszczał i wiwatował, bo każdy pragnął chociażby zobaczyć Wielkiego Mówcę, a już szczytem łaski było dotknięcie jego boskich mankietów. Nawet powściągliwy i małomówny zwykle wódz Inczu-Czuna podskakiwał i wołał bravo! bravo! a dzielny Winnetou wymachiwał swoim wspaniałym pióropuszem. Mówcy wręczono olbrzymie naręcze biało-czerwonych kwiatów, które ten przyjął z rąk kolorowo przystrojonego dziewczęcia, nie kryjąc wzruszenia. Potem ściskał kolejne delegacje wystawione przez najpoważniejsze plemiona i instytucje tej rozległej krainy: plemię Czarnych Stóp znad Rio Pepsi, plemię Bladych Stóp znad Misięsypie, plemię Żółtych Stóp znad Yangcy, Zrzeszenie Wszystkich Szczepów a Coli, Związek Zawodowy Niedźwiedzi Grizzli, Zakon Komanczów Bosych, sektę Wirakocza, ruch feministyczny Swawolna Indianka, ruch tradycjonalistyczny Przywiązani do Pala, związek dietetyków Solidarmoniechcemy, plemiona Da Kota znad Błota, organizację rolniczą Wszystkoobronach, Sojusz Prawiewszystkich Czerwonoskórych i inne.
Zwołane w trybie nagłym posiedzenie Starszyzny Międzyplemiennej po krótkiej dyskusji zatwierdziło przez deklamację przyznanie Charleyowi honorowego obywatelstwa Krainy Wiecznych Łowów, doktoratu honoris causa Komanczów Uniwersytetu Latajacego (KUL) oraz wieczystego prawa do używania przydomka Old Shatterhand, które to zawołanie wybrano spośród wielu zgłoszonych propozycji. M.in.: Super Shatterhand, Sex Shatterhand, X- Shatterhand, James Shatterhand, Shatterhand Bond, Shatterhand Band, Big Shatterhand, Wystrzałowy Shatterhand, Ti ti ti Shatterhand, Shatterhand Bizon, Shatterhand Wielki, Shatterhand Chrobry, Shatterhand Niedźwiedzie Serce, Shatterhand Jeleń… Dodatkowo mówca otrzymał stopień wodza drugiej klasy (na razie), a na dzień następny (zgodnie z pkt. 3 regulaminu o wydarzeniach wagi państwowej) wyznaczono termin pasowania go na wojownika z pominięciem procedur wstępnych. Po zakończeniu uroczystości wszyscy zebrani, którzy w liczbie prawie 2 000 000 zapełnili dolinę Yakotako do ostatniego niemal miejsca, odśpiewali jako tako hymn Nie rzucim prerii skąd nasz ród, nie damy zabrać Grizzlich, po czym zabrzmiało trzykrotne entuzjastyczne hura!
A potem była hulanka aż do samego ranka.
![]()



Nawet słabo czającym niektóre konteksty literackie się podoba (np. Winnetou znam tylko dzięki aksamitnemu barytonowi Jerzego Radziwiłłowicza z fal radiowych dobiegającemu).
Ja chcę dalszego ciągu alternatywnej wersji!

I tylko alternatywnej!
I tylko wersji!
Howgh!
Czy można jeszcze alternatywne relacje z przyjmowania białego bohatera do chińskiej Triady, Stowarzyszenia przyjaciół kangurów i plemienia Stóp Czerwonych Jak Roztopiona Stal? Pliz…
Czy widzę tutaj wyraźne wpływy spiżowego Jamesa co raz w roku śniadanie jada?
I jest zdecydowanie przyjaźniejsze w odbiorze.
“ruch feministyczny Swawolna Indianka, ruch tradycjonalistyczny Przywiązani do Pala,”
Dołączam się do chóru: Jeszcze! Jeszcze! Jeszcze!
foma,
z tego co mi wiadomo to Old Shatterhand nigdy nie był w Chinach ani wśród kangurów, chyba pomyliło Ci się z kimś innym
dru,
musowo, że wpływy
Dla takiego Old Shatterhanda co to za roblem skoczyć przez Pacyfik podczas zimowych blizzardów…
Old Shatterhand, czy ci nie żal,
Odchodzić od stron ojczystych
Old Shatterhand, czy ci nie żal,
Wracaj na prerię.
Pozwól Hoko, że się z tym nie zgodzę: taki wspaniały wpis, że dech w piersiach zapiera, a tu raptem siedem wpisów, z czego osiemnaście moich. Nie rozumiem. Przecież popełniłeś naprawdę wspaniałą rzecz, genialnej rzeczy dokonałeś - czyżby to onieśmieliło towarzystwo blogowe?
Zawsze tacy wygadani, a jak jest o czym rozmawiać, to morda w kubeł?
To może ja już sobie pójdę, sorry, że zawracam głowę….
Ja nigdy nie należalam do wygadanych.
Wolę przysluchiwać się dyskusji. 
Mistrzu_Z, czyżby poddał się Pan (tak w końcu świeżemu) terrorowi mentalnemu liczby komentarzy jako wyznacznika jakości tekstu?…
Doskonała rzecz czasem onieśmiela, jak Pan słusznie zauważył. Najważniejsze, że teksty Hoko są publicznie dostępne i można się nimi cieszyć (je analizować) gdy przychodzi ochota…
@Hortensjo, ale gdzieś ostatnio powiedziałaś (bodaj u Pani Doroty), że ‘też chciałabyś czasem zabłysnąć’… Więc nie ma, że boli - przez trudy do gwiazd! (A w ustronniejszym miejscu ćwiczenia stylu są bardziej komfortowe)…
Na początek proponuję zestawienie: “pięć powodów, dla których urzekł mnie tekst “Winnetou”‘.
czy to jest jakieś antydotum na tą nową książkę “Wielkiego Wyspiańskiego” naszych czasów …
mrau ….
A co to za jeden ten Wielki Wyspiański, bo w jakoś nie jestem na bieżąco…
a cappella,
Swięta racja, ale pięć powodów to za dużo jak na milczka. A poza tym, ja powiedzialam, że chcialabym blysnąć poezją.

A Winnetou najbardziej się zachwycalam gdy mialam lat chyba 13.
Hoko jak nie wiesz to się nie martw …. nic nie straciłeś ….
‘A poza tym, ja powiedzialam, że chcialabym blysnąć poezją.’
Hortensjo, wiele słówek i przebiegów prozatorskich trzeba w myślach ‘obrobić’ (biernie ale z czasem także i czynnie) by w końcu coś w miarę oryginalnego wyszło mową wiązaną (i mniej)
Zeen: Owszem, morda w kubeł, ale to wiesz - dlatego, że problem w tekście słabo zarysowany. Co więcej - jest tam nawet happy end.
Po trzecie wreszcie - jak coś ładne, to człowiek nie chce pisać, tylko przeczytać raz jeszcze…
Jeszcze, jeszcze, jeszcze!
Oto mój rzeczowy głos w dyskusji.
a cappella,
mową wiązaną nic mi nie wychodzi, żebym nie wiem jak się gimnastykowala, nie mam kompletnie w tym kierunku zdolności. A jeszcze ten upal…
U mnie dziś odchodzą wierszydła upałowe…
A Holendrzy leją Makaronich aż miło
Mam niejasne przeczucie, że kolega komerski kibicuje Holenderczykom…
Mój Tato zawsze, gdy nasi odpadali z jakiegoś turnieju a Holendrzy jeszcze byli w grze (albo jedni i drudzy byli, ale ‘niekonkurencyjnie’ na danym etapie), zasiadał przed meczem w fotelu, zacierał ręce i mówił “Pomarańczowi, życzę wam szczęścia!”

… i ja to przejęłam
… ale tak poza tym to kibicuję też Angolom i Niemcom (gdy mogę
)
… i Francuzom - gdy grają dobrze
P.S. Nie bijcie…
a capella - Ja normalnie Angolom, ale skoro okazali się gorsi nawet od nas i się nie załapali, to zostali mi Oranjes. Poza tym kibicuję niemal wszystkim drużynom, które grają przeciwko Niemcom, Włochom i Francuzom. A z pary Hiszpania i Portugalia - oczywiście wybieram Portugalię
Portugaleiros?
Never!!! 
A Francuzom - wciąż z miłości do Zizou

Aliści - warumkowo…
Ja tam z całego serca kibicuję Oranje, bardzo lubię ich futbol jeszcze z czasów, jak zdobywali wicemistrzostwa świata w 74 i 78 r. tacy piłkarze jak Jongbloed, Rijsbergen, Haan, Jansen, Neeskens, van Hanegem, Cruyff, Rensenbrink, R.van de Kerkhof.
A tak a propos tekstu podstawowego trzeba westchnąć:
Winne tou, Winne tam!
Tot ten ham, Tot tamten ham!
A ZYZ - nigdy!
No proszę, a zeen siał defetyzm, że niby komentarzowa norma nie zostanie wyrobiona
To kto wygrał? …bo jakoś mi umknęło…
PS
Przeglądam szuflady za tym ciągiem dalszym, chyba coś się znajdzie.
Miałem ci ostatnie ziarenko defetyzmu, nie chciałem, by się zmarnowało

Zastanawiam się teraz ile mam w zapasie mordowkublizmu
Lepsi Hoko, lepsi
Ja wiem, że lepsi - ale kto??
zeenie, a co to takiego ten “mordowkublizm”?
Komerski, ty też “przeciwko Niemcom, Włochom i Francuzom”?
Bracie!!!
Hoko, skoro mistrzostw nie oglądasz to możesz poświęcić trochę czasu na szukanie w szufladzie.
BTW też za Holendrami jestem zawsze. Młodość wypadła mi w czasach Marco van Bastena.
Choć potrafią wycinać takie numery, że serce się kraje. Jak z Włochami w 2000 roku.
dru, myślałem że za Markiem vB to dziewczyny wzdychały…
A Holendrzy rzeczywiście potrafią wycinać numery. Przyślą jakieś minimalne standardy oparte na ich Dutch Code i męcz się człowieku jak to wdrożyć w polskich warunkach…
Mordowkublizm - odwrotność kubłowmordyzmu…
czyli szczęka-nie-pęka albo pysk-nurzy-w-kałuży…
Dru - Bracie!!!!!!!!!!
Ja Marco van B miałem na piórniku biurkowym naklejonego! A obok Gullita.
A jakie w tej Holandii dziewczyny! A piwo jakie! A tulipany! Ech, żeby euro wprowadzili, to by człowiek się przeniósł…
Old Shatterhand wszedł do sklepu. Pilnie potrzebował broni. Ech… dalekowschodnie barachło — pomyślał rozglądając się. Jakieś katany, jakieś hoko i chińskie kałasznikowy… I z czym tu iść na Włochów, Niemców i Francuzów?
A czy Old Shatterhand nie jest przypadkiem Amerykańczykiem? Mundial dopiero za dwa lata…
foma:
Primo, wymieniłem identyfikacje negatywne, a raczej antyidentyfikacje.
Secundo, pozytywnych nie można wykluczyć. Na przykład może się identyfikować z poglądami komerskiego, a cappelli, czy dru’. Dlaczego tylko czytelnik ma się idenfytikować z bohaterem, a nie odwrotnie?
Shatterhand to zdaje się był Niemcem…
Hoko,
Junge Panzerfaust - Niemiec
Old Shatterhand - Amerykańczyk
PAK, tym mnie zastrzeliłeś…