Wierz we Mnie
Na blogu “Młodych Fizyków“, specjalizującym się w wyszukiwaniu rozmaitych paranaukowych absurdów, pojawił sie wpis cokolwiek niepokojący. Wynika bowiem z niego, że rozmaite hochsztaplerskie i wyssane z palca teorie zawitały również do polskich szkół - co po zastanowieniu przestało mnie jednak dziwić, w końcu kierujący polską oświatą mają ważniejsze sprawy na głowie. Ba, nawet jakby chcieli się tym zająć, to im pewnie i tak zdolności nie stanie - wnioskuję z tego, iż pola torsyjne mają w polsce zapewnioną doskonałą przyszłość. I już nawet wiem, co prezydent Kaczyński miał na myśli, zapowiadając w czasie kampanii wyborczej, że miast z biznesmenami zacznie się spotykać z ludźmi nauki i kultury. Kulturę, w publicznym radio zwłaszcza, szerzy pan Targalski, zaś nauką, jaką Polska będzie stała, będzie nauka Giertychów i Szypowów - a pewnie i innych jeszcze magików i wróżek.
Po szczegóły na temat pól torsyjnych odsyłam do Młodych Fizyków, natomiast by tej inteligentniejszej części Młodzieży, która tu do mnie zgląda, jakoś życie osłodzić, przytoczę jeszcze jeden fragment z Ulissesa (jako że Młodzieży bardzo się ta książka spodobała). I nie ukrywam, że wybrałem fragment bardzo perwersyjny, więc czytać proszę na własną odpowiedzialność…
(…) Lecz czy usłyszał w owym gromie głos boga Pójdźkumnie, czy też, jak rzekł Ukoiciel, łoskot Fenomenu? Usłyszał? Jakże to? Musiał przecie usłyszeć, jeśli nie zatkał rury Zrozumienia (czego nie uczynił). Ponieważ przez rurę ową ujrzał, że znajduje się w krainie Fenomenu, gdzie z pewnością musi pewnego dnia umrzeć, gdyż był jako pozostali przemijającym widowiskiem. A czy nie pragnął pogodzić się z tym, że jako pozostali zemrze i przeminie? W żadnym wypadku nie pragnął; pragnął czynić dalsze widowiska takie, jakie mężowie czynią z żonami i jakie nakazywał im czynić Fenomen w zgodzie z księgą Prawo. Czyżby nie wiedział o owej innej krainie, którą nazywają Wierz-we-Mnie, która jest ziemią obiecaną, a włada nią król Rozkoszny i będzie trwała po wiek wieków, a nie masz w niej ni śmierci, ni narodzin, ni żeniaczki, ni macierzyństwa, a wejdą do niej ci wszyscy, którzy w nią wierzą? Tak, Świętobliwość opowiadała mu o owej krainie, a Cnota wskazywała drogę, lecz idąc popadł w sidła pewnej kurwy miłej oku, której imię, jak mu rzekła, było Wróbel-w-Garści, i zawiodła go ona, sprowadzając z scieżki prawdy swymi pochlebstwy, które mówiła mu, a to, Hola, piękny mężu, jeśli zboczysz, ukażę ci prześliczne miejsce, a tak go podeszła pochlebstwy, że miała go w swej grocie nazwanej Dwoje-w-Krzakach lub, przez bardziej uczonych, Chucią Cielesną.
Tego właśnie cała ta kompanija siedząca pospólnie w owym Dworze Matek pożądała najbardziej, a jeśliby napotkali kurwę ową Wróbel-w-Garści (która kryła w sobie wszelkie plagi, potworności i diabelstwa), wytężyliby sił ostatek, byle jeno przybliżyć się do niej i posiąść ją. Gdyż, jeśli w grę wchodził Wierz-we-Mnie, był on niczym więcej, jeno wyobrażeniem, a nie umieli zrozumieć go, gdyż, po pierwsze, Dwoje-w-Krzakach, gdzie wabiła ich, była najprzedniejszą z grot, a najdowało się w niej poduszek czworo, a na nich bileciki, na których wypisano takie oto słowa: na Jeźdźca i Po Francusku, Język w Futerku i Buzia w Buzię, a po wtóre, jeśli rzecz tyczy owej plagi Wszechfrancy i inszych smoków, nie dbają o nie, gdyz Prezerwatywa dała im puklerz mocarny z jelita wołowego uczyniony (…)



Czy możesz obiecać, że jeśli przez lat kilka będę czytał Twojego bloga, do czego motywację mam dużą, to w końcu przeczytam całego Ulissesa (do czego motywacji mi brak
)
Ulisses jawi mi się nie jako książka, ale jako cała biblioteka.
Pola torsyjne jakoś źle mi się kojarzą
Dru: obiecać nie mogę, aczkolwiek nie wykluczam…
A porównanie z biblioteką jest jak najbardziej trafne - co więcej, w tej bibliotece są nie tylko książki, ale i rozmaite gazety, i sprawozdania, i Bóg wie co jeszcze…
Komerski: podejrzewam więc, że te pola kojarzą Ci się z tym samym co i mnie…
A propos “wierzenia”, to dyskutowałyśmy wczoraj z koleżanką Alme (http://wierszykialme.blox.pl) i doszłyśmy do wniosku, że zwykli ludzie nie mają specjalnie większych powodów wierzyć fizykom niż wróżkom. Bo dla zwykłego człowieka ścisłe dowody na nieistnienie pól torsyjnych są tak dalece niezrozumiałe, że równie dobrze mogłyby nie istnieć. Pozostaje mu więc wybór pomiędzy ślepą wiarę w specjalistów, a ślepą wiarę w “specjalistów”. Przy czym jednego od drugiego, na dobrą sprawę, nie potrafi odróżnić.
Anuszka: ja bym się nie zgodził do końca - z polami torsyjnymi jest raczej tak, że one są, owszem, niezrozumiałe - ale istnieje przynajmniej teoretyczna możliwość, że KAŻDY weźmie do ręki podręczniki, wczyta się, zaczyta i w końcu zrozumie samodzielnie. Z wróżkami to nigdy nie jest możliwe.
Mi się nie spieszy. Już wiem że czytanie Ulissesa to żmudny, acz kształcący proces.
Czy to pole torsyjne to jest obszar pomiędzy ogrodzeniem a chodnikiem na drodze bar-dom?
“Zwykli ludzie” najczęściej wierzą w to, w co chcą wierzyć, a wiara we wróżki jest łatwiejsza - żeby się wczytać, trzeba sobie jednak zadać trochę trudu. Chociaż z drugiej strony ci wierzący w rozmaite “pola” ufo itp. częstokroć są w tych sprawach niezłymi “specjalistami” - dzięki wczytywaniu się w te durnoty. Myślę że przyczyną może być tu jakaś naturalna skłonność człowieka do poszukiwania ostatecznych (a przy tym prostych) rozwiązań.
Poza tym trzeba powiedzieć, że nauka też boryka się z wieloma problemami w zakresie uzasadniania swoich twierdzeń, przechodzenia od twierdzeń do fizyczności definiowania tego co naukowe itd. Na gruncie metodologicznym to wszystko jest potwornie skomplikowane i dla zwykłych ludzi w większości wypadków niedostępne. Wiara jest łatwiejsza niz rozumienie.
Komerski: status ontologiczny pół torsyjnych jest taki sam mniej więcej jak telekinezy i innych czarów stosowanych przez wróżki…
hmm co do Ulisses’a to też kiedyś po nią sięgałem, ale jakoś nie przekonałem się, ale za to wziąłem w rękę Cień wiatru ciekawe jak mi się będzie czytać
ps. co do wiary, to zgadzam się, że jest łatwiejsza od (z)rozumienia
“Cień wiatru” to książka niebezpiecznie wciągająca. Czyta się jednym tchem ale niezwykłych byków irlandzkich, rozważań w toalecie, wróbli-w-garści i kształcących uwag niestety tam nie uświadczysz.
dru’> ja nie wiem czego szukam w książkach, kiedyś szukałem zrozumienia, a teraz to czytam i czytam, w sumie, to długo nie czytałem, tylko podręczniki z racji matury, a że teraz mam dłuuugie wakacje, bo aż 4 miesiące to wracam do starych praktyk :):]
Hoko: Ja tak hasłowo te pola potraktowałem
a w zdanie:
“Wiara jest łatwiejsza niz rozumienie ” w życiu nie uwierzę. No chyba, że zrozumiem
Komerski: chodzi mi o to, że rozumienie wymaga pewnej pracy, a często i treningu. Natomiast wiara jest wg mnie czymś naturalniejszym i pierwotniejszym - powiedziałbym, że to rodzaj instynktu (ps: gra słów bardzo ładna
).
Maciej i Dru: Nie czytałem tego “Cienia…”, jak i większości tzw beletrystyki, która się obecnie ukazuje, ale z tego, co znalazłem w google (pono cos między Kodem Leonarda a Sto lat samotności…) może to byc znośne. Ale na moim stole piętrzy się stos do przeczytania - podręczników również, chociaz czytam je nie z jakiegoś musu, tylo dlatego że lubię. A jak mam dość, uczę się na pamięć Ulissesa
(Kubusia Puchatka już prawie umiem…)…
“Cień…” to przyzwoita książka na wieczór do poduszki, a i w autobusie człowiek nie musi się z nią wstydzić (nie to co z Kodem).
Hoko, jakie podręczniki czytasz?
A ja umiem na pamięć “Pchłę Szachrajkę”.
BTW czy wiara w ogóle zostawia jakąś możliwość wyboru? Albo się wierzy albo nie, nie da się chyba wybierać pomiędzy wiarą, a rozumieniem, bo wiara nie należy do rzeczy wybieralnych. Czyż nie…?
Hoko: Przypomnij sobie choćby “Wyznania” Augustyna, albo “O naśladowaniu Chrystusa” Tomasza a Kempis a potem “Ćwiczenia duchowe” Loyoli - toż to podręczniki treningowe - dokładnie takie, jakie czytują współcześni menedżerowie, tyle że im Jezusa Iacocca zastąpił…
Dru: racja, chyba nie należy, co nie znaczy, że nie wymaga wysiłku…
Jest wiara i wiara. Wiara religijna jest tu jakimś szczególnym przypadkiem, a jej podręczniki służą nie tyle wierzeniu, co racjonalizacji tego, w co się wierzy. I w tym sensie jakoś można “wybrać” sobie, czy będziemy wierzyć Akwinacie czy Ariuszowi. Natomiast ten akt najbardziej naturalny wiary jest rzeczywiście w znacznej mierze od nas niezależny - i podlegają mu w taki czy inny sposób wszyscy, szczególnie zaś ci, którzy nie czytają podręczników…
Dru: Genetyka. Krótkie wykłady; Kotarbiński: Elementy teorii poznania… ; Baryszew, Terrikorpi: Wszechświat; to tak przekrojowo…