Warszawska Jesień

(okiem sceptyka)

Byłem w filharmonii. Nie, żebym miał za to płacić. Msz, rozumiesz, dostał z radia wejściówkę. Dwuosobową. W rozmaitych audycjach często te wejściówki rozdają, a on na takie okazje narwany. I jak pojechał jednego razu na wieś, to mu matka porządki w pokoju robiła i coś niechcący przestawiła radio, że odbierało inną falę. Msz słucha jednym uchem, to nawet z razu nie zauważył. A jak usłyszał, że rozdają darmowe wejściówki, łap za telefon, gadu gadu, i już wejściówka jest. Ino że nie na Metallikę, a na Warszawską Jesień.

Ale co by nie było, jak za darmo, to szkoda nie skorzystać, darowanemu koniowi w zęby się nie patrzy. To msz namówił Staśka Wróbla, bo ten w tych sprawach obyty, i obaj mieli jechać. Nasamprzód msz planował nawet zabrać swoją pannę, ale, mówi, nie wiadomo, co tam będzie, jeszcze się kobieta przestraszy i potem problem. Jak będzie klawo, to ją zabiorę na drugi rok. Ktoś mu doradził, ażeby sobie łolkmena wzięła, jak nie będzie jej się podobać, to niech se słucha z tamtego. Ale Wróbel mówi, że z łolkmenami do filharmonii nie wpuszczają.

I mieli jechać, ale akurat na dwa dni przed, mszetowi nawalił wyrostek robaczkowy. No to przecie zara po operacji nie pojedzie, bo musi być na głodno i takie tam. To dał to drugie zaproszenie Wróblowi, ażeby ten se kogo innego dobrał. No i padło na mnie. Z początku wcale mnie się to nie widziało, bo co się będę po bożem świecie włóczył, jakbym u siebie przed chałupą jesieni nie miał. Ale Wróbel mnie namawia, mówi, do stolicy niedaleko, to co ci szkodzi, samemu trochę strach, a we dwóch będzie nam raźniej. I w końcu już się nawet zgodził, ażeby mi bilet zafundować w jedną stronę. Myślę se, a niech tam, w sam raz tę marynarkę przewietrzę, co ją mam na pochówek. Bo nie wietrzona już musi z pięć lat, od Farcikowego wesela. No iśmy pojechali.

Siedliśmy se w tej filharmonii, elegancko, nie powiem, kultura na każdem kroku, i czekamy, aż zaczną grać. W końcu zaczęli, ale z początku to tak się odezwało, jak chory kot. Ino że głośniej, bo kocina, jak ducha oddaje, to go ledwo co słychać. To się pytam Wróbla, czy przez cały czas będą tak pitolić, ale mi mówi, ażebym był cicho, bo to jest dopiero strojenie instrumentów. Na początku zawsze jest strojenie instrumentów, żeby potem nie było fałszowania. Ano chyba że tak. To tak mi mów. To czekam cierpliwie i w międzyczasie przyglądam się tym muzykantom, jak oni kombinują z tym strojeniem. Stroją i stroją i końca nie widać. Niektórym już nawet pot na czoło wystąpił, myślę se, ciężki kawałek chleba. Jak przy samem ino strojeniu trzeba się tyle namachać, to co mówić potem. Chyba że strojenie jest najgorsze, a dalej, kiedy instrumenta złapią ton, to już będzie z górki. To stroili musi ze dwadzieścia minut.

Ale wreszcie przestali, cicho się zrobiło, ludziska chrząkają, widać też niezadowolone takim długim strojeniem, też jem się już uprzykrzyło. To mówię Wróblowi, żeśmy się wreszcie doczekali i że to strojenie jest strasznie męczące. A on mi na to, żebym był cicho i nie przeszkadzał ludziom kontemplować, i że to była już pierwsza część utworu. Jaka pierwsza część?! pytam się, co ty mi tu opowiadasz, przecie cały czas stroili, chyba jeszcze widzę dobrze, nie? Ale wyjaśnienia żem się nie doczekał, bo jakiś brodaty facet z boku zaczął na nas fukać, to Wróbel wykonał ino gest milczenia i na tem się skończyło. Bite trzy kwadranse. A potem przez dziesięć minut musiałem bić brawo na stojąco.

28 Responses to “Warszawska Jesień”

  • Torlin :: 20-09-2007 :: 16 : 46

    Ja Ci dobrze radzę Hoko Poko, aby tego wpisu nie przeczytała Nasza Ulubiona Autorka Tekstów o Muzyce do Pewnego Poczytnego Tygodnika (NUAToMdPPT), bo Ci nogi z terenów podplecowych (nadudowych) powyrywa. Ja próbowałem być taki wyrywny, ale nie mam tyle odwagi.
    Ale saga, jak lud wybiera się do Filharmonii - znakomita (nie mylić z herbatą). Pzdr

  • zeen :: 20-09-2007 :: 19 : 25

    Narpiew żem córkę poprosił do dodawania, tera mogie pisać.
    Jakżem sie wybrał raz do filharmonii to była cała wyprawa. Trza było buty napastować, koszuli czystej szukać i kąpiel wziąć. Człek nienawykły do braku aury to głupio się czuł….
    A tam elegancja Francja, wszyscy wypicowani jak u Mietka na imieninach, śmierdziało Przemysławką naokoło, ja jeden miałem podebraną staremu Starkę. Jak się zaczęło, to żem zapytał sąsiada: jak ten facio przepiłuje tom skrzynkie to idziemy do domu? Spojrzał na mnie jakbym z Zielonki przyjechał i dalej z rozmodloną gębą siedział. Popatrzyłem se na damulki, niektóre nawet, nawet, tylko sztywne jakieś były.
    Dźwiękowo to by się z tym kotem zgadzało, tylko mój jak brał w skórę to fajniej piszczał. Jak już ten we fraku skończył pokazywać muzykantom jak mają grać, to wszyscy wstali dawaj brawo bić. To ja też i wreszcie otworzyli drzwi. Pierwsze to fajkę zapaliłem, bo chciało się niemiłosiernie a tam nikt nie palił, to ja też. Jakem się przeciskał do wyjścia, to słyszałem, że mają powtórke robić, widać im coś nie wyszło. Ja natentychmiast przyspieszyłem kroku, bo się bałem, że drzwi wejściowe zamkną. Zdążyłem i teraz mogie opowiadać. Się bywało…..

  • komerski :: 20-09-2007 :: 20 : 25

    A ja czuję się w obowiązku złożyć stanowczy protest. Proszę bardzo nie przeciwstawiać filharmonii/Warszawskiej Jesieni i Metalliki, gdyż są to rzeczy absolutnie do pogodzenia w ramach jednych uszu. Proponowałbym zmienić Metallikę na Dodę (choćby i teoretycznie).

  • zeen :: 20-09-2007 :: 20 : 56

    komerski, nie ma nic tu o awangardzie…

  • Azrael :: 20-09-2007 :: 22 : 23

    Hopoko. łojezu, tośmy byli na tym samym chyba… ale ja stopery wziąłem :-)

  • Hoko :: 21-09-2007 :: 11 : 46

    Sie, kurka, nabijacie, a to poważna sprawa :lol:

    Na Warszawskiej Jesieni bywają różne rzeczy i jak ktoś dobrze trafi, to rzeczywiście tylko stopery mogą mu pozostać :) Niemniej jeśli brać muzyke współczesną szerzej to osobiście więcej znajduję tu rzeczy, które mi się podobają, niż w nurcie romantycznym.
    Ale zeen trafił w dziesiątkę: do lasu “Zielonka” mam tak ze dwa kilometry (chodzę tam na jagody), zaś do miejscowości Zielonka trochę dalej, ale i tam od czasu do czasu bywam :D

    A Metalliki też w młodości słuchałem (a i teraz czasem sobie włączę), więc jak najbardziej jest to do pogodzenia. Doda odpada :)

  • zeen :: 21-09-2007 :: 13 : 10

    Żaden honor trafić w dziesiątkę wielkości Zielonki z przyległościami :(

    Komerski ma przedni pomysł w ramach jednych uszu…
    na lewe ucho WJ, na prawe Metalica a Doda….
    za choreografię niech robi wykonując Cage’a 4′33

  • Dora :: 21-09-2007 :: 13 : 13

    No dobra. To w takim razie dwa cytaciki (oba pomieszczam w mojej książeczce):
    “Stockhausen wyłożył nam zasady ideowe muzyki elektronicznej, upewnił, że tylko do niej należy przyszłość świata, po czym wycofał się za ustawiony na estradzie olbrzymi kwadratowy głośnik wysoki mniej więcej na dwa metry. Wonczas z głośnika jęły dobywać się syki i rzężenia, potem mu się odbiło, po czym miał dłuższą czkawkę, wreszcie ryknął, kwiknął i znów zaczął syczeć. A my - zgromadzone na sali stare bęcwały - słuchaliśmy tego w ciszy i skupieniu”. (Jerzy Waldorff, “Odra”, 1958 r.)
    “Bawiłem się prawie tak jak na imieninach wyja Wężyka na Szmulowiźnie. - No wie pan? Dlaczegóż to? - Bo u wuja także samo orkiestry nie było, tylko przyszedł niejaki Ziółek z gramofonem. […] Szwagier troszkie posłuchał i od razu powiedział: krajzega fałszuje - nienasmarowana, a w kowadło szewc bije, w ten deseń nawet głupiej flachajzy nie wykuje”. (Wiech, “Express Wieczorny”, po tym samym koncercie; felieton miał tytuł “Trrr…wrrrr….prrrr…”)
    Nie Hoko pierwszy i pewnie nie ostatni… ;-)

  • zeen :: 21-09-2007 :: 13 : 40

    A mnie się przypomina znów Vonnegut: wyladowali marsjanie, którzy porozumiewali się za pomocą popierdywania i stepowania.
    Tylko wtajemniczeni wiedzieli o co chodzi.

  • Hoko :: 21-09-2007 :: 14 : 25

    Atam, antropomorfizm… :lol:

    Dora: no to tymi cytatami zostałem skuszony na książkę :) I mam nadzieję, że na płycie będzie coś do posłuchania w “ciszy i skupieniu” :D

  • zeen :: 21-09-2007 :: 15 : 15

    A jak cena?

  • Dora :: 21-09-2007 :: 16 : 47

    Co do płyty, łatwo nie będzie ;-) 1. Wojciech Kilar, Riff 62, 2. Andrzej Dobrowolski, Muzyka na taśmę magnetofonową i obój solo, 3. Kazimierz Serocki, Continuum, 1. Tadeusz Baird, Psychodrama.
    Co do ceny: 32 zł. http://www.stentor.com.pl/katalog.php?action=show&pid=181
    Ale może by się co dało, hm, załatwić…

  • happyguy :: 21-09-2007 :: 19 : 57

    a jakie instrumenty storili? Może Gibsonki Les Paule? :D
    a tak nawiasem, Warszawska Jesień to się całkiem nadaje jako nazwa dla jakiegoś hardcore-punku..

  • zeen :: 21-09-2007 :: 21 : 12

    Czy oferta dotyczy tylko Hoko?
    Bo ja bym, że tak powiem, wyraził zapotrzebowanie….
    Przecie widać, że mnie edukować trzeba i można to sobie chyba od podatku odciągnąć w ramach odchamiania społeczeństwa….
    A ja jestem porządny obywatel, nawet pesel trzymam w szufladzie….

  • komerski :: 22-09-2007 :: 08 : 39

    Happy - Stawiałbym na Stratocastery jednak. Sam mam. Co prawda podróbę japońską, ale na sąsiadów wystarczy ;)

    Zeen - w nieśmiertelnym komiksie o Tytusie de Zoo było jakoś tak: “W lewe ucho Grieg, w prawe Bach, a przez nos marsz żałobny Chopina na fagot i basetlę” :)

  • zeen :: 22-09-2007 :: 11 : 07

    komerski,
    opisałeś idealnie objawy solidnego przeziębienia :))

  • Hoko :: 22-09-2007 :: 12 : 07

    Dora: Załatwić? :) A jak nas wiadome służby namierzą i oskarżą o tworzenie układu? :lol: trzeba by się nad tym dobrze zastanowić…
    “Psychodramę” ciut pamietam z jakiejś płyty - a reszty sobie nie przypominam.

    Happy: z daleka nie widać za dobrze, ale zdaje się, że jeden stroił trombę :)

  • Dora :: 22-09-2007 :: 13 : 32

    Układ? Oczywista oczywistość. Toć powszechnie wiadomo, że ja z KPP :lol:

  • zeen :: 22-09-2007 :: 17 : 02

    Komitet Popierający Premiera….

  • Napoleon :: 22-09-2007 :: 17 : 43

    to KPP takze nalezy to szarej sieci?

  • zeen :: 22-09-2007 :: 17 : 52

    Toć oczywista oczywistość….

  • zeen :: 24-09-2007 :: 09 : 26

    Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin pani Dorocie
    składa cały blog Hokopokańczyków :)
    Pomyślności i sto lat :lol:

  • Hoko :: 24-09-2007 :: 13 : 57

    A pewnie! I jeszcze cały blog Hokopokowiańczyków! :) Sto lat!

  • zeen :: 24-09-2007 :: 14 : 15

    :oops:
    Hokopokowiańczykiewicze…
    Hokopokowiańczykiewiczowie!

  • Dora :: 24-09-2007 :: 14 : 27

    Jak to miło Hokopokowianką być…
    Dzięki :-D

  • Napoleon :: 24-09-2007 :: 19 : 53

    sto lat ! setke dzieci!

  • brodaty dru' :: 24-09-2007 :: 21 : 41

    Dwieście, dwieście lat!

  • » Zjazd :: Blog Hoko :: 11-03-2008 :: 08 : 19

    […] -To może bą-bardon… -Co? -Bą-bardon. -Co? -Bą-bardon. -Co to? -Taka trom-ba. Widziałem w filharmonii kiedyś. -To prędzej, mówi msz. Bą-bardon. W takim razie ten facet to musiał być bą-bard. […]

*
Dodaj komentarz

* * *

obrazy
Komentowane
foma: Skrzela
Dora: Skrzela
foma: Skrzela
hortensja: Skrzela
zeen: Skrzela
Hoko: Skrzela
Dora: Skrzela
dru': Skrzela

* * *

.