Ut pictura…

Poemat niczym obraz, powiada Horacy. Lecz pięćset lat wcześniej Simonides z Keos Plutarcha miał zauważyć: malarstwo jest niemą poezją, a poezja mówiącym obrazem.

Horacjańskie Ut pictura poesis: erit quae zostało, skutkiem renesansowych zmian interpunkcji, przemianowane na Ut pictura poesis eris; “zdarzy się czasem że…” zastąpione zostało przez “poemat będzie jak obraz”. I tym sposobem z supozycji, z luźnej gry myśli zrobił się postulat, potem pewnik - i dalej niemalże mentalny przymus.

W tych dawnych rozważaniach przejawia się bowiem w całej jaskrawości swoista czołobitność wobec “prawd uznanych”. Myśl Horacego, będąc przyczynkiem do dyskusji, staje się też tej dyskusji instancją wyrokującą. Koło się zamyka.

Wiele było tego uzasadniania, mniej lub bardziej udolnego. I dopiero Lessing rzecz odwrócił, przenicował i paradygmat zmienił - używając metod i argumentów wcale nie lepszych. I teraz wszyscy zaczęli klepać, że żadnego ut pictura…, żadnych związków, żadnych sztuk siostrzanych nie ma.

Nowoczesność zdaje się wracać do starego. Nie zawsze wprost i literalnie, bo spojrzenie jest inne, inne płaszczyzny porównań. Przekraczanie granic i szukanie nowych form ekspresji zaowocowały też mieszaniem i wzajemnym przetwarzaniem się sztuk. Do tego doszła abstrakcja, w której wszystko może być wszystkim. Dźwięki rzucane niby barwne plamy; kolory i kształty, z których wyłaniają się kompozycje.

kandinsky

Wassily Kandinsky: Composition VII

Synestezja

Łączenie i przenikanie się wrażeń pochodzących z różnych zmysłów. Początki badań nad zjawiskiem sięgają końca XIXw. Traktowane było przez długi czas jako oszustwo albo skutek nazbyt dosłownego traktowania przenośni w opisie. I dopiero niedawno przeprowadzono eksperymenty świadczące, że synestezja wiąże się z prawdziwymi przeżyciami.

Messiaen: kaskady akordów błękitno-pomarańczowych. Nabokow: długie a angielskiego alfabetu ma dla mnie odcień spłowiałego drewna, natomiast francuskie a wywołuje obraz błyszczącego hebanu, w odaje najlepiej matowa zieleń połączona odrobinę z fioletem, b ma odcień zwany przez malarzy sjeną paloną…

Także liczby. Również potrafią być kolorowe i to właśnie one są najczęściej wykorzystywane w eksperymentach. 2 - zielone, 5 - czerwone. Albo odwrotnie.

Skrzyżowane pobudzenie. Tak nazywa się jedna z hipotez tłumaczących zjawisko. Chodzi o oddziaływania między ośrodkami (albo “liniami przesyłowymi”) zawiadującymi przetwarzaniem sygnałów odzmysłowych w mózgu.

Daltonista z nieczynnymi receptorami kolorów w siatkówce, patrząc na liczby, dostrzega kolory. Nazywa je “marsjańskimi”.

Moje melodie

Ich nie słychać, chociaż się nucą.

Proust. W podwójnej roli.

Stwierdzając i notując kształt ich iglic, przesuwanie się ich konturów, osłonecznienie ścian, czułem, że nie dochodzę do końca swoich wrażeń, że jest coś poza tym ruchem, poza tą jasnością, coś, co niejako zawierają i kryją zarazem.

Nie jest to oczywiście wrażenie wprost, jak w przypadku synestezji. Raczej: transpozycja. I chyba tak musi być, gdyż inna to modalność, inny rodzaj przedstawienia. Rozciągły w czasie. Dźwięk-barwa albo litera-barwa, albo dźwięk-smak, albo… To połączenia punkt-punkt. Zaś melodia to proces. Zdanie również. Tu nic nie jest do końca dane, konieczne jest nadążanie i dopowiadanie.

Melodie Ulissesa, każda inna:

Pośród ogólnego rozbawienia zebranych dzwonek zadzwonił, a gdy wszyscy zaczęli zastanawiać się, jaka może być tego przyczyna, panna Callan weszła i wypowiedziawszy zniżonym głosem kilka słów do młodego pana Dixona, cofnęła się z głębokim ukłonem w kierunku zebranych.

Jezu, musiałem się roześmiać, kiedy zaczął bajać o tej starej w tych jej wielkich okularach, pijanej jak bela w królewskim pałacu każdego bożego wieczora, stara Vic, z pucharem wody życia, a stangret musiał wlec jej cielsko i gnaty, żeby ją położyć do łóżka, a ona ciągnęła go za wąsy i wyśpiewywała mu stare kawałki pieśni o Ehren nad Renem i przybywaj, gdzie trunek jest tani tak.

Lecz opowieść Malachiasz poczęła mrozić ich przerażeniem. Wyczarował tę scenę ich oczom. Ruchoma, ukryta płyta przy kominku cofnęła się i w szczelinie ukazał się… Haines! Któż z nas nie poczułby, że krew ścina mu się w żyłach? W jednej ręce trzymał teczkę wypełniona celtycka literaturą, w drugiej flakon z napisem Trucizna.

Wspominałem przy wierszu Achmatowej. I Szymborska: melorecytacja. Melodia bez melodii. Mowa. Achmatowa: skrzypce: rwana fraza.

Cummings. McLuhan, wywodząc genezę wolnego wiersza z właściwości maszyny do pisania, powiada: partytura do chóralnej mowy.

Lecz także: jazz. Rytm w zawodach z melodią.

gdy zaledwie-
wiosna a świat jest błotnie-
słodki ten kulawy
sprzedawca baloników

gwiżdże daleki i malutki

a eddibill porzucają

zabawę w kulki i w piratów i
przybiegają pędem i jest
wiosna

(…)

*

Zielony

Czy cały obszar percepcji sztuki jest jakąś koniecznością, nieodzownym i immanentnym aspektem świadomości zdolnej do abstrahowania, czy tylko artefaktem, losowym odpryskiem procesów mózgowych - nie wiadomo. Może pośrodku: coś dodatkowego, jakiś rodzaj nadbudowy do zdolności abstrakcyjnego myślenia musi w stochastycznym procesie ewolucyjnym powstać, gdyż niepodobieństwem jest, by wytworzone zostało tylko i wyłącznie to, co ze wzgledów przeżywalnościowych absolutnie niezbędne. Jednak i treść, i forma tego naddatku są już przypadkowe. A przy tym, ze wzgledu tak na stopień komplikacji mózgu, jak i brak odgórnego projektu, pojawia się w obszarze naszego postrzegania wiele dziwactw - jak choćby kolorowy tytuł powyżej, w którym wrażenie barwy kłóci się z treścią słowa i potrzeba chwili, by stwierdzić, co jest co…

50 Responses to “Ut pictura…”

  • Teloch :: 08-02-2008 :: 19 : 22

    Po sesji planuję przeprowadzić wywiad z synestetykiem, co pozwoli mi zweryfikować wiele wiadomości na temat tej przypadłości.

    Macie może jakieś pytania, które Was trapią a ja mógłbym wykozystac? :)

  • Hoko :: 08-02-2008 :: 19 : 27

    Ja bym tego nie nazywał przypadłością - w wielu aspektach jest to korzystne. A co do wywiadu, to ja bym wolał jakieś badanie intersubiektywne… :oko:

  • Jolinek51 :: 08-02-2008 :: 19 : 34

    przesnułeś wątek malarski bardzo poetycko-malarsko … :)

    ps. jakaś młoda dama, szukająca tematu do opracowania może być zadowolona z tego wpisu …. :D

  • Jolinek51 :: 08-02-2008 :: 19 : 35

    miało być:

    przesnułeś wątek malarski bardzo poetycko-muzycznie … :)

  • Teloch :: 08-02-2008 :: 19 : 49

    Ależ przypadłość nie musi być czymś negatywnym :) Jestem daleki od traktowania synestezji jako choroby, czy nawet dysfunkcji.

    A za abstrakcją jakoś nigdy nie przepadałem :P

  • malwinka :: 08-02-2008 :: 19 : 55

    chyba w znacznym stopniu zależy to od stopnia uniwersalizmu sztuki,
    - ktokolwiek, kiedykolwiek przyjdzie, będzie mógł po swojemu abstrahować, nadbudowywać - nie ujmując dziełu,

    to spory wysiłek tak tworzyć, jeśli działa się celowo i ma być ponadczasowo,

    inaczej, gdy autor, czytając po jakimś czasie książkę, którą kiedyś napisał, wreszcie jest w stanie ją zrozumieć,
    - działanie tchnienia,

    zazwyczaj wtedy, trudno kurczowo trzymać się teorii prawdopodobieństwa, zdarzeń losowych w materii tworzenia

    a czy konieczność, czy odprysk - to już zależy chyba od jakości sztuki :)

    no i oczywiście: po zdolności do abstrakcji, żywi się poznacie …

    choć właściwie powinnam zapytać: jakie dokładnie procesy mózgowe, ma na myśli Autor?

    brak odgórnego projektu & komplikacje mózgu - to czasami jedyna droga do prawdziwie nowego, niepowtarzalnego, plac budowy dla Kreatorów :)
    oby tylko laboratorium było właściwie usytuowane i nie demolowało tego co składa się na fundamentalny porządek istnienia,

    pozdrawiam, :)

  • Torlin :: 09-02-2008 :: 00 : 00

    Ja przyznam się bez bicia, że Kandinsky’ego nie rozumiem. Dla mnie to jest zabawa kolorowym długopisem podczas zbyt długiej narady.
    Ps. A ten rusałka - górnik cięgiem na dole.

  • Hokopoko :: 09-02-2008 :: 12 : 13

    Witamy Malwinkę :witam:
    Wysiłek jest faktycznie spory, zwłaszcza gdy ma być ponadczsowo - wiem coś o tym…
    Z teorią prawdopodobieńswa to jest tak, że nikt się (poza paroma modernistami) celowo jej nie trzyma. Nawet w dziele ściśle “planowanym” jest wiele koincydencji, tylko że tworzący nie zdaje sobie z tego częstokroć sprawy. A bardzo wiele dzieł powstaje przecież w ten sposób, że autor zaczynając, nie do końca ma wszystko zaplanowane i akcja toczy się niejako pod natchnieniem chwili.
    Co do rozumienia po jakimś czasie to mi się wydaje, że jest wręcz przeciwnie - czytając po upływie lat autor za Chiny Ludowe nie może pojąć, o co mu wprzódy chodziło…
    Procesy mózgowe: tutaj w przypadku synestezji chodzi o to, że sygnały z poszczególnych zmysłów są przetwarzane w rozmaitych częściach mózgu. I skutkiem oddziaływania między tymi obszarami dochodzi do nakładania się wrażeń.
    Znam zespół trashmetalowy o nazwie Kreator - porządek istnienia to u nich że ho ho :oko:

    Jolinku,
    temat ująłem bardzo lakonicznie, więc do opracowania trzeba by jeszcze sporo dołożyć - może w przyszłych wpisach coś jeszcze dodam o każdym z aspektów z osobna :)

    Torlin,
    dobra, wymienłemm rusałkę na Capriccio… Kandinsky’ego :)

  • monika.ambasada :: 09-02-2008 :: 13 : 52

    Ja w sumie nie wiem ,czy to przypadłość, dysfunkcja, czy norma. Jest to coś, czego nie posiadam w całym szeregu cech własnych. Ciekawie byłoby poeksperymentować i móc wypracować w sobie tę zdolność, by używać od czasu, do czasu. Ale czy to w ogóle możliwe?

  • Teloch :: 09-02-2008 :: 17 : 41

    Synestezja ma prawdopodobne podłoże w rozmyciu się neurologicznych barier zmysłów. Synapsy zaczynają łączyć się w miejscach, w których nie powinny, zmysły zaczynają się przenikać… ogólnie myślę, że nauczenie się tego jest bardzo trudne lub niemożliwe - ale można próbować zbliżyć się do tego stanu, starać się być bardziej wyczulonym na to co czujemy wewnątrz.

  • Dora :: 09-02-2008 :: 18 : 04

    Uuu… właściwie to z każdym z akapitów tego wpisu można by sobie porozmawiać :muzik: Ale skoro już zeszło na synestezję, to powiem swoje dwa słówka. Takie rzeczy, myślę, zaczynają się w dzieciństwie, kiedy zaczyna się kojarzyć różne rzeczy czasem przypadkowo, sytuacyjnie. Ja pamiętam taką sytuację: ćwiczę preludium Bacha, które nawet lubię, ale samo wystukiwanie w kółko mnie nudzi :ziewa: Zaczynam więc fantazjować. Jest tam fragment, który łazi z tonacji do tonacji. Urozmaicam sobie więc grę wyobrażając sobie: ten takt jest granatowy, ten jest zielony, ten jest żółty… I to się jakoś tam utrwala.
    Druga przyczyna może być kulturowa: jeśli Sonata “Wiosenna” Beethovena jest w F-dur, to ta tonacja kojarzy mi się ze świeżą wiosenną zielenią. Jeśli Sonata “Księżycowa” jest w cis-moll, to znaczy, że jest to tonacja nocy. Itd., itp. (Beethoven by się zdziwił, bo, jak pisałam u siebie, to nie jego nazwy :lol: )
    Mnie się czasem jakaś tonacja kojarzyła z kolorem, ale starałam się to wyplenić, bo uważałam, że to przeszkadza…

  • komerski :: 10-02-2008 :: 13 : 39

    Dla mnie nigdy nie ulegało wątpliwości, że gitara Santany brzmi okrągło, a taki Kirk Hammet z Metalliki najczęściej rzuca w nas trójkącikami. Z kolei słuchając Angusa Younga z AC/DC mam na języku soczysty smak steka zakropionego goryczką piwa.
    Suita Tarkus, autorstwa tria Emerson, Lake and Palmer to świt, a Red grupy King Crimson jest zimne.
    Koncerty Branderburskie to rozkwiecona, arkadyjska łąka, na której szalony mnich wznosi samotnie katedrę, a późny styl Beethovena to nieodłączne dopełnienie Padliny Baudelaire’a i zapachu kompostu.

    Tylko czy to wszystko jest w sztuce, czy w nas? Ja jednak myślę, że w nas…

  • Hoko :: 10-02-2008 :: 13 : 58

    Dora,
    w ten sposób to i mnie się coś czasami kojarzy - “Księżycowa” jest zielona, bo pierwsza kaseta z nią miała zieloną okładkę… :lol: Ale właściwa synestezja to co innego, tutaj ludzie rzeczywiście “widzą” kolor. W eksperymentach udowodniono to przy użyciu testów na “grupowanie percepcyjne”. Na planszy umieszcza się kilkadziesiąt liczb w kolorze szarym, wśród nich jest, dajmy na to, kilka dwójek, a reszta to piątki. “Normalny” człowiek tych dwójek nie jest w stanie wychwycić, zaś synestetycy “widzą” je od razu - tutaj obrazek. I podobne wrażenie wysępuje przy odbiorze dźwięków, tyle że eksperymenty są tu już trudniejsze do przeprowadzenia. To przekładanie się zmysłu na zmysł może też tyczyć węchu i smaku. Kiedyś faktycznie, jak wspomniałem we wpisie, było to uznawane za efekt wspomnień i swoistego wyuczenia, ale obecnie uznano że zjawisko ma podstawy biologiczne, nauczyć się prawdziwej synestezji raczej się więc nie da. Ale za to bywa ona rodzinna, bo decydują tu uwarunkowania genetyczne.

    Teloch,
    łączenie się synaps to jedno, ale mogą tu pono też wchodzić w grę neuroprzekaźniki, więc i mózgowa chemia - tak przynajmniej wynika z e “Świata Nauki”, którym się posiłkuję :)

  • Hoko :: 10-02-2008 :: 14 : 05

    Kruca fux, Komerski, poważnie? To może byś się do jakiego eksperymentu nadał? Coś z Telochem wymyślimy, a jak już będziemy sławni, to i Tobie coś kapnie… :D

    A z Beethovenem nie przesadzaj - posłuchaj sobie ostatnich kwartetów, tam są dopiero katedry…

  • komerski :: 10-02-2008 :: 14 : 37

    No poważnie, a to jakiś dziwny jestem??? A padaczka może mieć na to wpływ? Tak czy inaczej fajosko! Wymyślajcie, może jakieś tournee z tego wyjdzie? Co do Beethovena to nic nie poradzę. To się samo robi.

  • Dora :: 10-02-2008 :: 15 : 23

    Ludziska! Gdzie wy katedry widzicie! W Koncertach brandenburskich, u Beethovena?!! :rotl:
    Tak, Komerski, absolutnie to jest w nas. Ja tam nijakich katedr nie widzę :phi:

  • Hoko :: 10-02-2008 :: 15 : 57

    Dora,
    “Chopin to kwiaty, Beethoven to katedry.”
    G. Ohlsson (wywiad w “Studio” nr6 1998).
    I cooo? :spoko:

  • Dora :: 10-02-2008 :: 16 : 11

    I nic :dance:

  • Teloch :: 10-02-2008 :: 20 : 32

    Komerski - To czy dziwny czy nie to określi eksperyment. Lecz pamiętaj - choroby psychiczne ładnie wyglądają w biografiach :> Także jestem jak najbardziej za eksperymentem! Najpierw elektrowstrząsy?

  • komerski :: 10-02-2008 :: 22 : 13

    Teloch, kochany, a nie mogę najpierw tym kolcem do lodu pomiędzy półkule? Czy przez nos? Czy którędy to było?

  • PAK :: 11-02-2008 :: 10 : 00

    Mówimy o sztuce, czy o odbiorze?
    Jeśi o sztuce, to dorzucam jedno nazwisko: Skriabina. (Właściwie to należałoby rozważyć film, operę, balet na dodatek…)
    Jeśli o odbiorze… Chyba zbyt wiele tu indywidualności.

  • Teloch :: 11-02-2008 :: 11 : 19

    Komerski - przez oko niestety. Nosem to jeszcze bym zdzierżył…

  • Dora :: 11-02-2008 :: 14 : 32

    Byłam kiedyś na świetnej wystawie w Centre Pompidou na temat związków obrazu i muzyki w sztuce XX wieku. Okazuje się, że nie tylko fortepian świetlny (z kolorkami) Skriabina, ale więcej takich machin “tłumaczących” kolory czy obrazy na dźwięk w tym czasie powstawało. Pasjonujące to było.

  • Dora :: 11-02-2008 :: 22 : 21

    Synestezja jakby w modzie. Dziś w “Dużym Formacie” jednokolumnowy tekst o synestetykach. Jeszcze chyba nie wrzucili do sieci, ale prędzej czy później to pewnie zrobią.

  • Dora :: 12-02-2008 :: 11 : 16

    Już jest:
    http://www.gazetawyborcza.pl/1,75480,4912930.html
    i jeszcze:
    http://www.gazetawyborcza.pl/1,75480,4912929.html

  • Hoko :: 12-02-2008 :: 12 : 16

    No jak nic, podebrali mi temat! Gdzie to ścigają? :lol:
    W sumie teksty też dość lakoniczne - o Rimbaudzie w tej wyliczance nie wspomnieli. Jak nie zapomnę, to może potraktuję to kiedyś szerzej od strony neurologicznej :)

  • Dora :: 12-02-2008 :: 12 : 57

    Żeby tylko o Rimbaudzie - nawet o Messiaenie…

  • komerski :: 12-02-2008 :: 15 : 07

    A właśnie, bo zapomniałem - znalazłem kolor samogłosek - Zgubił ktoś?:)

    Hoko - nie rozpowiadaj o czym napiszesz, bo znowu ci podwędzą… łobuzy! :)

  • dru' :: 12-02-2008 :: 16 : 25

    Ja od razu zauważyłem te dwójki w piątkach. Czy to kwalifikuje mnie jako obiekt badawczy?
    Cierpię także na wyjątkowo utrudniającą pracę dygresyjność procesów myślowych.
    Natomiast jeśli chodzi o muzykę, to tu sprawa jest gorsza. Ćwierć wieku szukałem muzyki doskonałej i jak już znalazłem to nie chcę słuchać innej. ;)

  • Dora :: 12-02-2008 :: 16 : 50

    dru’ - a jaka to? ;-)

  • komerski :: 13-02-2008 :: 08 : 55

    Będę strzelał - Dru słucha non stop Dark Side of The Moon :)

  • Torlin :: 13-02-2008 :: 10 : 10

    Cudowna płyta. I na dodatek z “Pink” :)

  • dru' :: 13-02-2008 :: 13 : 59

    Na “Dark…” dru’ jest trochę za młody.
    A ulubioną muzykę dru’ trudno nazwać gatunkiem choć celtyckich klimatów w niej sporo. Najkrócej określić by ją można: Loreena McKennitt. :)
    Dru’ nieustannie stara się poszerzać swój gust muzyczny ale efekty ma marne. Wraca nieustannie do tego co lubi najbardziej, podśpiewuje pod nosem, mruczy albo żyje inspiracjami, które ta muzyka mu podsuwa.
    :D

    PS. A ostatnio z wielką pasją dru’ słucha Davida Liebermana. I tylko chyba Komerski ma szanse zgadnąć którego. ;)

  • Hoko :: 13-02-2008 :: 14 : 10

    Libermana? Tego naciągacza od siedmiu boleści?? :rotl: To juz lepsza ta Loreena…

  • dru' :: 13-02-2008 :: 14 : 31

    Przecież napisałem Hoko, że tylko Komerski ma szansę zgadnąć którego. :dance:

  • Hoko :: 13-02-2008 :: 14 : 37

    He he, Komerski się odchudza, więc pewnie tego:
    http://www.youtube.com/watch?v=pUBP0NAm4a4

  • dru' :: 13-02-2008 :: 15 : 06

    Wygląda pysznie.
    Komerski się odchudza? To z okazji walentynek?

    Hi hi. Wyszła mi zagadka w torlinowym stylu. :D

  • Jolinek51 :: 13-02-2008 :: 17 : 47

    komerski pewnie przytył bo rzucił palenie …. :)

  • foma :: 13-02-2008 :: 20 : 02

    Loreena w większej dawce jest szkodliwa jak syreni śpiew :end”

  • dru' :: 13-02-2008 :: 20 : 51

    Foma, no to jestem stracony. :benc:

  • foma :: 13-02-2008 :: 21 : 32

    dru’ spoko, z tego się wyrasta. Też kiedyś nie mogłem przez Loreenę spać, a była wtedy o 10 lat młodsza niż teraz… ;)

  • zeen :: 13-02-2008 :: 21 : 47

    foma,
    Wy nie bydźcie taki hop do przodu, Loreena bardzo miłą propozycją douszną jest. Owszem, można się nasłuchać i mieć dość na czas jakiś, ale dawkowana rozsądnie wystarcza na dłużej, a nawet na jeszcze dłużej, a potem na jeszcze troszeczkę…..

  • dru' :: 14-02-2008 :: 00 : 01

    Ja zażywam chyba w rozsądnych dawkach. Bo jest moją propozycją douszną od… a niech mnie… ponad 10 lat. A ulubioną propozycją douszną od jakichś 7.
    Nie zarzekam się, że kiedyś się rozejdziemy na dłużej, ale na to się chyba nie zanosi, bo chyba przebrnąłem już przez większość gatunków muzycznych. :)
    No chyba że żona kupi mi na walentynki najnowszą Tinę z super płytą. :song:

  • dru' :: 14-02-2008 :: 00 : 04

    I jeszcze link godzien polecenia:
    http://homonimia.wordpress.com/e-tlumaczenia-piosenek-loreeny-mckennitt/

    :muzik:

  • foma :: 14-02-2008 :: 08 : 53

    dru’
    to nie wyedukowałeś żony, żeby płyty kupowała tylko z Elle? :dance:

  • dru' :: 14-02-2008 :: 10 : 16

    Och. W Tinie z tego co pamiętam jest płyta z największymi przebojami Disco Polo na walentynki. Zgodnie ustaliliśmy, iż takim prezentem ma szanse wygrać nasz walentynkowy konkurs.

  • Teloch :: 14-02-2008 :: 13 : 34

    Ha, Hoko - z chęcią przeczytam Twój neurologiczny tekst o synestetykach, bo brakuje mi jednak tutaj trochę naukowej nuty, od czasu pamiętnej debaty o bionice w sporcie :>

  • Hoko :: 14-02-2008 :: 13 : 45

    A “było sobie życie” to pies? :) I chyba najpierw nawiążę do tego wpisu, bo właśnie znalazłem ciekawostkę…

  • Teloch :: 14-02-2008 :: 15 : 03

    Ah rzeczywiście. “Było sobie życie” zainteresowało nawet moją matkę :>

  • » Elektrybałt :: Blog Hoko :: 29-03-2008 :: 18 : 26

    [...] ja skorzystam z okazji i wrócę do moich melodii. Przy którymś tam z kolei czytaniu Lemowego wiersza dotarło do mnie, że gdzieś to już [...]

*
Dodaj komentarz

.