Bynajmniej nie wszystkim obecna pogoda nie w smak: żaby ją sobie chwalą; co prawda - powiadają - mogłoby być deczko cieplej, ale i tak nie ma co narzekać, lepsze to niż spieczona ziemia i wysuszone stawy. Błotko jest OK.
Idąc śladem Torlina, z obrazu robię zagadkę: ki czort? Zagadka pro forma, bo jeśli ktoś wcześniej tego nie widział (lub innych dzieł malarza, gdyż klimaty ma wszędzie podobne), to sam z siebie nie zgadnie, nie ma mowy. Przy dużej dozie samozaparcia i szczypcie intuicji można poszukać w Google, ale za rezultaty nie ręczę. Co nie zmienia faktu, że obraz jest boski… -
Czytaj całość »
Niewiele zostało z tych stad, skrzydlatych i kolorowych rojów unoszących się ongiś nad polami, tłukących się gromadnie nad samotną kałużą albo kępą kwiecia. Tylko pojedyncze sztuki zjawiają się tu i ówdzie, z rzadka i przelotnie, samotne barwne plamki… -
Czytaj całość »
Takie, siakie i owakie, na przeczekanie tego incydentu zimowego, który nam się ewidentnie kroi.
Lecz już za parę dni, za dni parę… -
Czytaj całość »
Rybik jest mały i szarosrebrzysty. I z rybami nie ma nic wspólnego. Gdy jest ciemno, nie robi nic, śpi albo czai się w jakiejś szczelinie, szparze między książkami albo pod doniczką. Odstawiwszy nieraz taki sprzęt, możemy zauważyć czyhającego rybika. -
Czytaj całość »
…czyli o pająkach będzie. Kto wrażliwy, niech ucieka… -
Czytaj całość »
Zawarłem znajomość z Trzmielem. Było to jeszcze przed tymi gorącymi dniami, jakiegoś chmurnego i spokojnego popołudnia. Zauważyłem go najpierw kątem oka, jak lata za uchylonym lekko oknem - właściwie nim go dostrzegłem, usłyszałem jego grube i rubaszne pobrzękiwanie. Stuknął dwa razy w szybę, po czym zawisł gdzieś w górze, by po chwili wpakować się do pokoju przez niewielką szparę: czarny, kosmaty i z jaskrawo pomarańczowym odwłokiem. Machnąłem w jego stronę czym tam miałem pod ręką - już nie pamiętam - a wynocha, grubasie jeden, szukasz guza? Zrobiwszy rundę naokoło pokoju wrócił do okna i zaczął tłuc nosem w szybę. Wreszcie usiadł na okiennej ramie i pobrzękując od czsu do czasu czekał na rozwój sytuacji: pokazałem mu w końcu, którędy droga. -
Czytaj całość »
Obudził mnie łoskot na parapecie. A kiedy podniosłem głowę, ujrzałem za szybą dwa wróble: napuszone, nastroszone i w bojowym nastroju. Trwały tak chwilę, grożąc spojrzeniami - i pewnie znowu skoczyłyby sobie do gardeł, gdyby nie ruch mój zbyt nagły. Ten po lewej - kawał draba z gębą młodego Rambo - zauważył to moje poruszenie się kątem oka. I sekundę potem był już w powietrzu i zmykał, jakby go kto gonił. Gagatek jeden. Drugi pofrunął za nim - biorąc pewnie to pierzchnięcie przeciwnika za dobrą wróżbę, bo z gardziołka wyrwał mu się bojowy świergot. -
Czytaj całość »