Zastanawiam się, które święto ważniejsze: Bloomsday czy Dzień Kota…
Rozstrzygnąć o wyższości będzie trudno, ale można to i owo połaczyć - za sprawą kotki pana Blooma, Mrkniau. Więc niniejszym dużooo miodu i dla wszystkich miłośników Ulissesa, i dla wszystkich Kotów… -
Czytaj całość »
Wszystkim Kotom życzymy szczęścia, zdrowia, pomyślności, ciepełka, mnóstwa smakołyków, częstego głaskania i duuużo drapania za uszkiem! Bo dziś Dzień Kota! Trzymajcie się, kochane Koty!
-
Czytaj całość »
Znowu rzucimy okiem na wschód, lecz tym razem nie na krajobrazy, a na wnętrza i ludzi. Widoki odległe i w przestrzeni, i w czasie, z rosyjska tragikomiczne, niby codzienne, lecz codzienność to rodem z Dostojewskiego… no, może z Gogola… -
Czytaj całość »
Chodzi za mną ten wiersz Achmatowej już czas jakiś, skrada się, wyskakuje znienacka, straszy i z zakamarków pamięci przywołuje minione, a częściej niebyłe, lecz przeżyte w myślach obrazy. -
Czytaj całość »
O tym, że koty nie lubią miodu, wszyscy już wiemy. Okazuje się, że koty nie lubią też paru innych rzeczy - i o tym tutaj będzie. Jednak na samym wstępie muszę poczynić jedno zastrzeżenie: tego, że koty nie lubią chrzanu, ja się spodziewałem i eksperymentu, który miałby to wykazać, wcale świadomie (i z premedytacją) nie obmyśliłem. Mówię o tym, gdyż co niektórzy (zazdroszcząc mi badawczej sławy) gotowi by mnie i posądzić o znęcanie się nad zwierzętami, i donieść, gdzie należy. Na wszelki wypadek oświadczam więc, żem od takiego postępowania jak najdalszy. Zresztą, wielkie mi rzeczy, chrzan; miód to co innego… -
Czytaj całość »
Doprawdy nie przypuszczałem, że kiedykolwiek przyjdzie mi na to, bym miał wykładać komu korzyści wynikające z faktu posiadania kota. Kwestie te wydawały mi się bowiem zawsze tak jasne, oczywiste i rudymentarne, że wiedzę o nich uważałem za powszechną i ugruntowaną. Jednakowoż, jak widać, niezbadane są wyroki Pańskie i oto okazało się, że na moim własnym blogu przyjmuję delikwentów w tym obszarze nieuświadomionych i potrzebujących objaśnień. Ten wpis będzie więc takim objaśnieniem, swoistą egzegezą i apologetyką kota - tak zwierzęcia, jak i zjawiska: metafizycznego, społecznego, kulturowego. I żywię głęboką nadzieję (a i, nie ukrywam, przekonanie), że po lekturze tych zapisków nikomu już na myśll nie przyjdą żadne wątpliwości i sprawy owe staną się dla każdego tak oczywiste, że zanim o kocie zdąży pomyśleć, będzie ich miał już, jako się rzekło, pięć. -
Czytaj całość »
Słonko grzało, muchy bzykały, a myśmy sobie siedzieli na ławce. Kolega przeglądał gazetę. Na jednej ze stron było duże zdjęcie: młoda Japonka, czarnowłosa, z grzywką z przedziałkiem, skośnooka, anemiczna - jak to Japonka. Trzymała w objęciach pieska, jakiegoś kundlowatego mieszańca: biało brązowy, z klapniętym uchem i robieganymi ślepiami, oblizywał się ukradkiem - jak to pies. Kolega zatrzymał spojrzenie na zdjęciu i dłuższą chwilę deliberował, marszcząc brwi i skrobiąc się trzymanym w wolnej ręce długopisem po czole. W końcu pokazał mi ilustrację i wyraźnie skonfundowany bąknął:
-Popatrz: Japonka, a pies normalny… -
Czytaj całość »