Szyje…
Było albo nie było… sam akt opowieści w wykonaniu jakiejś babki czy ciotki pamiętam niewyraźnie, sprowadzony niemalże do samej tylko aury, wieczornej, jesiennej, do obrazów kotłujących się w ciemnej szybie okna, potęgowanych dziecięcą wyobraźnią - i te obrazy, te wyobrażenia to jedyne, co przetrwało z tamtego wieczora, z tamtego czasu; przepadła w meandrach pamięci osoba opowiadającej, przepadły realia miejsca. Została narracja - na ile nadbudowana moją wyobraźnią, nie wiem. I jeszcze jakby wspomnienie sposobu opowiadania, emocji towarzyszących tej babce czy ciotce, rodzaj jakiegoś radosnego i komicznego uniesienia - ale te uświadomiłem sobie dopiero po latach, bo w tamtej wietrznej i jesiennej chwili wcale nie było mi do śmiechu…
Noc była gwieździsta. Wracamy tamtędy do domu, wiater mocny wieje, na polach lelek straszy, a koło drogi, po której iść nam trza, stoi chałupa, rudera, przy niej wielkie drzewo czereśni, na którym trzy ścierwa gawronie huśtają. W chałupie tej chłop stary żyje, gbur i kłótnik, co dziecka po wsiach straszy. W oknie światło widać, na stole lampa stoi, bo w czasach tamtych prądu nie było jeszcze.
Stajemy u drzewa i patrzamy rozdziawiwszy gęby, bo w chałupie ten Saracen brodaty, a golusieńki cały jak go Pan Bóg stworzył, fikołki jakieś robi. Okiem nienawistnym łypie, w łapie skręconą szmatę dzierży i ostro nią wymachuje, po statkach łojąc, że echo po polach niesie.
Podchodzimy tedy pod okno, ja z jednej strony, Kaśka z drugiej, i co robimy: ja drę się mocno, ile tchu w płucach, futryny się złapawszy, żeby siły mieć więcej: “Szyje!”. A Kaśka z drugiej strony, tak samo, tylko jeszcze głośniej: “Nie! Pchły bije!!”.
A ten jak się nie obróci, jak nie złapie jakiś szmaty i buch! na światło zarzucił i ciemność w chałupie zapadła, tylko rumor słychać. To my w nogi i spierdalamy, że się tuman kurzu za nami unosi! A ten tam klnie, aż miło posłuchać było…



A cóż się z tymi “ścierwami gawronimi” stało? Bo się martwić o nie zacząłem…
Biedne lelki
Musi wyrafinowany Saracen był jak miło było słuchać, repertuar był bogaty. Ale słuchać spierdalając też trzeba umieć. Mamy zatem do czynienia z nieprzeciętnymi umiejętnościami bohaterów.
Nie wspomnę o tęsknocie za dawnymi laty….
Hokacz, zdjęcie z przedwczoraj ;p i: po inwazji kosmitów? a komu-żesz paski po ekranie skaczą jak żaby w oleju?
Ale za to jaka fajna groteska do lektury :>
Chciałam coś napisać o pozytywistycznych ideałach literatury, ale spierdalanie jakoś mi się w konwencję nie mieści. ;P
Dobrze się czytało.
Magda: bo to jest konwencja romantyczna…
Happy: jak z przedwczoraj, kiedy już z pięć dni tam stoi. A za paski zaraz się wezmę.
Zeen: nasi Saraceni są nie do pobicia
Torlin: dlaczego lelki mają być biedne?
Ramzel: martwe gawrony wiesza się latem na czereśniach, by straszyły inne ptactwo mające ochotę na owoce
Biedny lelek, bo głupi ludzie sądzą, że jak usłyszą jego krzyk, to nadchodzi kostucha. I co komu ten biedny ptak zawinił?
A będzie druga część tego tekstu? Bo zaczęło się świetnie i chętnie bym “dwójkę” przeczytał…
Biorąc pod uwagę martwe gawrony, gołego Saracena, który pewnikiem gdzieś pod płotem siekierę trzyma to druga część zaczyna mi wyglądać na któryś z tych horrorów klasy B.
Już to widzę:
Szyje dwie: Saracen powraca
(tym razem ubrany, by przesadnie nie straszyć widzów).
I hasło reklamujące: Tym razem nie tylko gawrony zawisną na drzewach.
Ups. Halloween się już skończył.
Co? Powieść w odcinkach byście chcieli? Kiedy ja jestem miniaturzysta…
Seria miniatur?
Komerski! Brawo! Jak nie kijem go, to pałką. Niech się zabiera do roboty, a nie dyskutuje, tu nie Sejm.
Pogubiłem się: to ile szyj miał Saracen?
Zeen, Co Saracen uciął to jego.
Właśnie. Miniatury seryjne to było by coś. Prawie jak Warhol?
szył szyje szachraj Saracen…?