Siła woli
Komentarz Malwinki do poprzedniego wpisu, tyczący przesuwania szachowych figur siłą woli, skłonił mnie do odrobiny przemyśleń na ten temat. Co jakiś czas o takim czy innym “spektaklu” można usłyszeć albo wyczytać, jednak w kontrolowanych eksperymentach – a przeprowadzono ich trochę – jakikolwiek efekt tego typu nie został zaobserwowany; co wspomniane zjawiska sprowadza w zasadzie do takiego czy innego fantazjowania.
Telekineza
To fachowa nazwa tego przesuwania przedmiotów siłą woli, za pomocą myśli tylko - czy co tam jeszcze kto chce. Swego czasu zagorzałym krytykiem działań na odległość był Stanisław Lem, który wymyślił nawet eksperyment mający zjawisko w jednoznaczny sposób weryfikować. Eksperyment z jednej strony łatwy do przeprowadzenia, a z drugiej – i tu przejawiała się wszechobecna Lemowa ironia – nienadwyrężający zbytnio owej woli telekinetycznych atletów. Delikwent taki miast mordować się z jakimś przedmiotem o znacznej masie (jak łyżka czy widelec, bo w tym atleci najbardziej gustują) miałby tylko poruszyć wskazówkę czułego galwanometru, do czego wystarczy nawet lekkie zawirowanie powietrza. Oczywiście by nasz telekinetyk nie pomagał sobie dmuchaniem, galwanometr byłby odpowiednio zabezpieczony. Że zaś poruszenie wskazówki powoduje, iż w uzwojeniach przyrządu generuje się siła elektromotoryczna, to i wystarczy ją zmierzyć, by stwierdzić, że wskazówka choćby minimalnie drgnęła.
Notabene do konfrontacji Lema z takim atletą doszło w rzeczywistości, nie pamiętam tylko, czy był to planowany eksperyment, czy inne spotkanie (zdaje się jakoś zainscenizowane przez niemieckiego wydawcę pisarza, ale głowy nie dam). Efekt był taki, że telekinetyczny atleta, po kilku nieudanych próbach oddziaływania siłą woli, winę za swoje niepowodzenie zrzucił na Lama, stwierdzając, iż ten zakłóca jego pole…
Najsłynniejszym atletą telekinetycznym był zdaje się Uri Geller, ale historia jego przekrętów jest chyba powszechnie znana.
Telepatia
Skoro telekinezę żeśmy już objaśnili, pora przejść do kolejnego zagadnienia – telepatii. Niedawno Ramzel zastanawiał się, czy nie posiada czasem takowych zdolności. Ja tam nie wiem, mogę jedynie stwierdzić, że i tutaj próbowano rozmaitych eksperymentów i w warunkach kontrolowanych niczego nie udało się wykazać. Istnieje natomiast wiele zagadnień i problemów realnych, które przetworzone w psychice mogą powodować rozmaite subiektywne “telepatyczne” doznania. Wiąże się to zresztą nie tylko z telepatią, czyli przekazywaniem myśli na odległość, lecz również z rozmaitymi rodzajami przeczuć i intuicji. Z pomocą przychodzą nam tu psychologia i statystyka.
Powszechnie znanym w psychologicznej praktyce jest fakt zapamiętywania zdarzeń jakoś istotnych i rugowania z pamięci tego wszystkiego, co zostanie uznane za nieznaczące, co nie miało wpływu na nasze emocje. Przeczuć mamy bez liku, zapamiętujemy zaś tylko te, które się “sprawdziły”, i na tym co niektórzy budują swoje przekonania o rozmaitych intuicjach. Tymczasem gdyby każdą z nawiedzających nas myśli o charakterze przeczucia zanotować, a potem wśród nich policzyć te, które się sprawdziły, to wynik okaże się nieistotny statystycznie – czyli nie “odgadujemy” więcej niżby to wynikało z matematycznego prawdopodobieństwa (i nie więcej niż ci, którzy żadnych telepatycznych czy intuicyjnych skłonności u siebie nie znajdują).
Inną sprawą jest doszukiwanie się telepatii wśród rozmaitych oddziaływań interpersonalnych, w których dochodzi do pozaświadomej i pozawerbalnej komunikacji – z czego nie zdajemy sobie sprawy. Najłatwiej będzie to wytłumaczyć na przykładzie pewnego konia z początku ubiegłego wieku - konia o imieniu Mądry Hans.
Otóż zwierzę, wcześniej wyćwiczone, potrafiło stukając kopytem, odpowiadać na rozmaite pytania zadawane przez opiekuna – pytania na tyle różnorodne i wymagające minimalnego choćby abstrahowania, że nie sposób zjawisko podpiąć wprost pod jakąś koncepcje uczenia się czy warunkowania; wyglądało, że Hans rzeczywiście ma swój rozum. W rozwikłaniu zagadki pomógł dopiero kontrolowany eksperyment, który polegał na oddzieleniu konia i osoby zadającej pytania tak, że nie mogli się widzieć. Gdy Hans nie widział pytającego, nie był w stanie wystukać kopytem poprawnej odpowiedzi, trafność spadła z około dziewięćdziesięciu do ledwie kilku procent.
Okazuje się, że naszymi ruchami, sposobem zachowania, tonacją głosu, etc. przekazujemy, nie zdając sobie z tego sprawy, bardzo wiele informacji, które ktoś inny może odebrać i odpowiednio zinterpretować – i zadziałać według przekazywanych wskazówek, również nie zdając sobie z tego sprawy. Zachodzi to zwłaszcza w przypadku osób, które się dobrze znają, jednak nie jest to warunek konieczny – Hans “odpowiadał” także na pytania zadawane przez obcych ludzi, z czego wniosek, że istniej pewna gama wspólnych nieświadomych zachowań warunkowanych czy to biologicznie, czy kulturowo. Więc gdy spostrzegłszy kogoś, nagle poczujemy to czy owo, wcale nie telepatia to będzie, lecz syndrom Mądrego Hansa (który, tak na marginesie, wcale zbyt mądry nie był…).

Wydaje się zresztą, że kontakt wzrokowy nie jest tu konieczny. Przez długi czas o telepatię podejrzewano rozmaite gatunki zwierząt – by wytłumaczyć ich tajemnicze zachowania. Z czasem okazało się, że decydującą rolę ogrywają takie czy inne tropizmy, rzekoma telepatia daje się wytłumaczyć wyostrzeniem rozmaitych zmysłów: samiec pewnej ćmy potrafi z odległości kilometra namierzyć samicę i lecieć do niej węchowym śladem jak po sznurku. Podobnie jest z termicimi kopcami, budowanymi jednocześnie przez kilka brygad, które “dogadują” się na drodze zapachowej. Przykłady można mnożyć.
I jeszcze jeden sposób oddziaływania, będący jakimś rodzajem autosugestii, samooszukiwania. Gdy Roentgen odkrył promienie X, pewien francuski profesor, René-Prosper Blondlot, niesiony na fali patriotyzmu, odkrył promienie N (nie mylić z promieniowaniem neutronowym, które również bywa określane jako “n”). Badania potwierdzili inni, promienie zaczęto wykrywać w coraz to nowych sytuacjach, wielu doświadczało ich działania, które miało przejawiać się miedzy innymi tym, że w słabo oświetlonym pomieszczeniu człowiek może dojrzeć rzeczy wcześniej niewidoczne (np. godzinę na zegarze). Notabene promienie te miały jeszcze jedną niepokojącą właściwość: ich działanie dostrzegali jedynie Francuzi oraz bodaj kilku Anglików, inni musieli obejść się smakiem, a już zwłaszcza Niemcy nie byli w stanie niczego zaobserwować.
Sprawę rozgryzł ten trzeci – pragmatyczny i bezczelny Amerykanin: Robert Wood, profesor fizyki na jednym z amerykańskich uniwersytetów. Ten się nie ceregielił, tylko podczas jednego z eksperymentów zamienił po kryjomu metalowy pręt, mający emitować promieniowanie, na drewniany, oraz “zepsuł” jeden z przyrządów, wyciągając z środka istotną do działania całości część. Mimo to eksperyment się powiódł. Weryfikatorzy dostrzegali w mrocznym pomieszczeniu pewne rzeczy, o ile promienie N, emitowane przez drewniany kołek i zepsuty przyrząd, były włączone. A byli to poważni ludzie, którym nie w głowie proste oszustwa – widzieli, co chcieli widzieć, i byli przekonani, że wszystko to zachodzi naprawdę. To kolejna z właściwości naszej ułomnej psychiki – gdy się czegoś spodziewamy, a zwłaszcza gdy czegoś pragniemy, gdy mamy w czymś interes, możemy to jak najbardziej fizycznie “odczuć”, mimo że żadne faktyczne oddziaływanie nie zachodzi.
Placebo
Skoro była i telekineza, i telepatia, to naturalnym będzie teraz wspomnieć o placebo – czyli leku bądź zabiegu o pozornym działaniu leczniczym. Istnieje grupa schorzeń, które, w mniejszym lub większym stopniu, podlegają wpływom “silnej woli”, “wiary”, czy czego tam jeszcze. Polega to na oddziaływaniu psychiki na funkcje somatyczne, głównie związane z układem odpornościowym i nerwowym. Mogą to być zwykłe bóle (które notabene można też wywołać – myśląc o nich), ale i schorzenia poważniejsze, z nowotworowymi na włącznie.
Takie psychiczne leczenie można wspomóc (lub wyzwolić) aplikując pacjentowi placebo. Na przykład przy pewnym rodzaju brodawek lekarz zapisuje choremu maść nie mającą żadnych leczniczych właściwości – mimo to po pewnym czasie smarowania brodawki znikają. Samo przeświadczenie pacjenta o skuteczności leku wystarczy, by naczynia krwionośne brodawek zaczęły obumierać. Niestety, lekarz sam siebie tym sposobem nie wyleczy, gdyż zna zasadę działania.
To zjawisko jest poważnym problemem przy testowaniu nowych medykamentów, jako że nastawienie pacjenta może zafałszować właściwe działanie badanego specyfiku. Poprawa stanu chorego może wynikać z autosugestii – i może to to być zarówno poprawa rzeczywista, jak w przypadku obumierania brodawek, jak też i urojona: choremu może się wydawać, że czuje się lepiej, mimo że jego faktyczny stan się nie zmienia.
Dlatego też w takich badaniach stosuje się tzw. podwójną ślepą próbę. Dwie grupy pacjentów otrzymują tak samo wyglądający lek, z tym że w jednej grupie jest to badana substancja czynna, w drugiej zaś – placebo. Jednocześnie – i do tego sprowadza się “podwójność” próby – lekarze mający bezpośredni kontakt z pacjentami również nie wiedzą, kto dostaje lek, a kto jego imitację. Chodzi tu o wyeliminowanie syndromu Mądrego Hansa, a więc pewnych nieświadomych sugestii ze strony personelu medycznego. To już chyba najlepiej świadczy o stopniu naszego uwikłania w przeróżne wpływy i zależności, z których nie zdajemy sobie sprawy – wpływy jak najbardziej z “tego świata”, jednak dla szeregowego śmiertelnika nieodgadnione.
*
Oczywiście tak do końca tej siły woli nie deprecjonujemy – o jej znaczeniu przekonał się każdy, kto próbował zerwać z nałogiem, zrzucić zbędne kilogramy, etc. Tu rzeczywiście siła woli jest niezbędna, nieraz wręcz siła mocy woli, ba, w niektórych przypadkach trzeba by nawet wolnej woli, a to już nie przelewki. W tym miejscu więc nasze dywagacje zakończymy.



Bardzo ciekawy tekst. Brawo!
Chciałbym jednak coś dopowiedzieć.
Przede wszystkim, ja również zastanawiałem się nad istnieniem i różnymi zależnościami w zjawisku telepatii. Nie zaś nad tym, czy ja takową właściwość posiadam. Ale kto kliknął w podany przez Ciebie link, ten wie.
Efekt odczytywania i właściwej interpretacji przez zwierzęta gestów człowieka jest przecież powszechnie znany. Na tym bowiem (i na nagrodach) opiera się tresura dowolnego zwierzęcia.
Jeśli chodzi o brodawki, to mam jeszcze lepszy przykład. Mój brat został obdarowany przez naturę całą masą tego okropieństwa. Dowiedzieliśmy się wtedy, ze istnieje stary ludowy (i bardzo skuteczny) sposób na pozbycie się problemu. Polegało to na tym, że trzeba było policzyć wszystkie brodawki i na nitce zrobić tyle supełków, ile wynosiła suma brodawek. Następnie tak przygotowaną nitkę należało wyrzucić za siebie, nie oglądając się później do tyłu. Coś na zasadzie: “Przenieś brodawki na nitkę i wyrzuć bez sentymentów”. I powiem Wam jedno - to działa!!!
Tak sobie myślę, że nasz Szanowny Hoko pominął jedno dość istotne zagadnienie - afirmacja. Może jakiś suplement do teksu?
PS Ciekawe, ile firmy farmaceutyczne zarabiają na “udawanych” lekach…
Choć z drugiej strony, płacimy za wyleczenie,a nie za lek w sensie ścisłym.
Hoko!
Będziesz się śmiał, ale ja jestem znakomitym nadawcą myśli, z odbiorem u mnie gorzej. Jak byłem młodszy nie mogłem zrozumieć, że przy wspólnym rozwiązywaniu np. krzyżówki, jak ja na coś wpadnę, to ktoś inny natychmiast to mówi. Najlepiej jest z córką, która czasami mówi “masz rację”, kiedy ja nie powiedziałem ani jednego słowa. I nie jest to zawsze, nie z każdym.
Drugą cechę, którą mam, to jest wahadełko (a raczej obrączka na nitce). W momencie zadawania pytania obrączka odpowiada i zawsze prawidłowo (pytania mogą być tylko takie, na które jest odpowiedź “tak”, “nie” i “nie wiem”). Na Toto - Lotka niestety ten sposób nie działa.
Istnieje intuicja w rodzaju intuicji gramatycznej Chomsky’ego, ale nie o taką pewnikiem Ci chodziło.
Mózg ludzki jest potężnym narzędziem do stwarzania różnych rzeczy. Tak się zastanawiam skąd mu się to wzięło? A to boginię jaką na kominie zobaczy, a do potwory różne widzi. Wiecie że istnieje coś takiego jak demonologia i jest to całkiem zaawansowana nauka
, chyba jako jakaś odnoga teologii. Ciekawe jakie mają narzędzia badawcze? W Diablo 2 swego czasu wiele przydatnych narzędzi tego rodzaju można było znaleźć.
Hoko - Dla mnie koronnym argumentem na rzecz nieistnienia w/w umiejętności (a przede wszystkim tk i tp) jest to, że gdyby rzeczywiście istniały, to ludzie by je wykorzystywali do różnych, praktycznych rzeczy. Ja na przykład - będąc telekinetą (telekinetykiem?) nie chodziłbym do kuchni po herbatę, tylko “przylatywałbym” ją do siebie. Na pewno nie marnowałbym czasu na gięcie łyżeczek. I nie płaciłbym za komórki, tylko “czytał” myśli innych, gdybym był telepatą.
Tylko widzisz Komerski, jest jeden cudowny dowód na to, który zna każdy. To jest “poczułem czyjś wzrok na sobie”. Bo chyba nie sądzisz, że fotony Cię bombardują po plecach?
Torlinie,
takich poczuć masz pewnie kilka czy kilkanaście w ciągu dnia, tylko że gdy kogo po tym zobaczysz, to zapamietujesz, że poczułeś, a jak nie zobaczysz, to “poczucie” nie dociera do Twojej świadomości. Co do nadawania myśli, to Mądry Hans bardzo dobrze takie “nadawanie” odbierał - spróbuj nadawać do kogoś, z kim nie masz żadnego kontaktu percepcyjnego (i najlepiej kogoś, kogo za dobrze nie znasz), a wtedy zobaczymy
Komerski,
też tak myślę, ale może się taki tłumaczyć, że jak jest sam, to sobie te szklanki myślami ściąga…
Dru,
Chomsky to całkiem inna bajka. A z demonologią jako odmianą teologi to się lepiej przed księdzem nie przyznawaj…
Ramzel,
afirmacja podchodzi pod autosugestię, tyle że jest to działanie świadome - przynajmniej w zakresie czynności i celu, bo niekoniecznie mechanizmów
No właśnie nie dokładnie (odnośnie demonologii). W to bawią się księża i ludzie blisko związani z Kościołem K. To jest taka teologiczna wiedza graniczna, ale akceptowana przez KK. Idąca w dobrym kierunku, nie tak jak Węcławski (moja opinia na ten temat:
).
vide: http://pl.wikipedia.org/wiki/Demonologia
Ja tego dokładnie nie rozumiem, ale od zabawy z tym tematem to ludzie dostają niezłego świra. Ktoś tam przyzywał duchy i osiwiał, itp. Z resztą ludzi opętanych to na pęczki można liczyć.
Ciekawi mnie to zagadnienie o tyle, że spotkać takich co ich diabeł opętał lub dusze do nich gadają to można wielu, a już na przykład nawiedzonych przez Belega, gadający sześcian czy ideę sprawiedliwości społecznej to już nie bardzo.
Że Hoko lubi koty, to wiedziałem. Ale że jest sceptykiem (oczywiście w znaczeniu bliskości do współczesnych stowarzyszeń sceptyków), to teraz się dowiaduję. Z radością się dowiaduję, żeby nie było niedomówień.
Torlinie, Hoko:
Myślę, że tu nawet statystyka może wskazywać na to, że ‘coś jest na rzeczy’, ale nie ze względu na telepatię. W końcu czujemy czyjś ruch, słyszymy go, słyszymy też, że ktoś ruszać się przestaje, koncentrując się na czymś — możliwe, że na nas. To subtelne wrażenia, ale przecież przyroda musiała nas w tym kierunku wyćwiczyć. Obserwuję coś podobnego fotografując ptaki — ptak wyraźnie wie, że na niego patrzę i się boi. Bo w końcu po co ssak patrzy na ptaka? Koty świetnie wiedzą
Na dokładkę człowiek ma bardzo szerokie pole widzenia. Ponad 180 stopni (od linii na wprost). Oczywiście dobrze widzimy tylko w polu centralnym, ale i po bokach odbieramy bodźce, nie do końca jednak świadomie.
PS. Czasami z zabawą dostrzegam, że coś średnio prawdopodobnego dzieje się, jeśli tego chcę. Ale sądzę, że to mimo wszystko wyjaśniłby rachunek prawdopodobieństwa
Tym bardziej, że w najważniejszych sprawach, wcale tak się nie dzieje 
Torlinie: Ja nigdy nie czuję, że ktoś na mnie patrzy. To wrażenie, o którym mówisz jest po części autosugestią związaną z figurą językową i - być może podświadomym oczekiwaniem, że ktoś może na nas patrzeć. Zauważ, że jest tak, iż czujemy czyjś wzrok na sobie najczęściej w sytuacjach, gdy byłoby jednak lepiej, żeby nikt nas nie widział. To nie Inny na nas patrzy, tylko nasze superego, sumienie, poczucie winy. Jak zwał , tak zwał.
Pak: Ptak wie, bo rejestruje tysiące wrażeń zmysłowych. Tu nie ma żadnej telepatii…
Hoko: No to jak sobie sam ściąga, to gratuluję, ale to trochę tak, jak w powiedzeniu mojego ojca “A ja w domu mam złotą gęś na łańcuchu.” To żadne wytłumaczenie - swoją drogą, wiem dlaczego telekineci nie istnieją.
To strategia ewolucyjnie nieskuteczna: Otóż jednostki, które posiadały taką zdolność, nie wykonywały żadnych, związanych z wysiłkiem, czynności fizycznych. Wobec tego mieli kiepaśne serducha i układy krążenia, o otyłości (piwo + brak ruchu = nadwaga) nie wspominając. No i gnając za samicami (uciekającymi wskutek szkaradnego wyglądu telekinetycznych tłuszczy) popadali na zawały
Ani Hoko, ani Komerski nie mają racji. Wszystko to za bardzo uogólniacie. To nie jest rytuał, to nie jest stałe, bez przerwy i ze wszystkimi. To się zdarza od czasu do czasu, i z obcymi również. Miałem kiedyś taką historię, że przysiadła się do nas kobieta o jakieś 20 lat starsza, a ja wcale tego nie chciałem. Pomyślałem sobie: “A po co tu przyszłaś, stara babo?” i w odpowiedzi usłyszałem: “No wie Pan!”. Z osobami bliskimi i przyjaciółmi miałem to dziesiątki razy, ale muszą to być konkretne osoby, moja Ania np. jest świetna i mówi, że zawsze wie, co ja myślę, mój syn Adam za to ani w ząb. Raz zrobiłem z córką taki numer, że zawiadomiła mnie myślą z odległości 9 kilometrów, bo zabrałem przez przypadek jej bilety kolejowe, a komórek wtedy nie było.
)
Z “poczuciem czyjegoś wzroku” to też zdarza mi się bardzo rzadko, ale wtedy, gdy ktoś przypatruje mi się uporczywie. Zdarza mi się to raz na rok lub rzadziej. Jak poczuję i raptownie się odwrócę, zawsze zobaczę jakiegoś faceta we mnie się wpatrującego (ciekawe, że nigdy kobietę- a szkoda
Moja szwagierka ma na przykład umiejętność rozpoznawania podwyższonej ciepłoty jakiejś części ciała. W momencie, jak ktoś położy się na łóżku w kostiumie kąpielowym zaczyna tuż nad delikwentem od głowy do stóp przesuwać dłonie i potrafi rozpoznać, która część ciała ma podwyższoną temperaturę i jest chora. Ona nie stwierdza, co jest chore, ani jaki to jest organ, ona mówi tylko o miejscu.
A jak ocenić taki przypadek, że nagle z daną osobą zaczynamy jednocześnie mówić na ten sam temat? Wczoraj przydarzyło mi się coś takiego z kimś, kto mi jest bardzo bliski, ale nie widujemy się zbyt często (tylko wtedy, jak odwiedzam pewne miasto, i to nie zawsze jest czas na spotkanie). I to bynajmniej nie był pierwszy raz. Ja rozumiem, że osobom, które żyją w związku (obojętne jakim) i wciąż się kontaktują, często myśli biegną podobnym torem. Ale jeśli spotykają się rzadko?
Torlin pisze: “Raz zrobiłem z córką taki numer, że zawiadomiła mnie myślą z odległości 9 kilometrów, bo zabrałem przez przypadek jej bilety kolejowe,” - a wziąłeś pod uwagę, że sam sobie uświadomiłeś, że masz ze sobą jej bilety?
“W momencie, jak ktoś położy się na łóżku w kostiumie kąpielowym zaczyna tuż nad delikwentem od głowy do stóp przesuwać dłonie i potrafi rozpoznać, która część ciała ma podwyższoną temperaturę i jest chora.” - Jeżeli dana część ciała ma podwyższoną temperaturę, to co w tym nadzwyczajnego? Ja znam lepszy cud. Jak mi się niektóre osoby - zadziwiające, że chodzi tu wyłącznie o kobiety - w kostiumie kąpielowym kładą na łóżku, to niektóre z części mojego ciała rozgrzewają się same. I to bez dotykania! Telepatia????
Dora: Sama napisałaś, że to przypadek. A tego rodzaju przypadek z osobą bliską jest o wiele bardziej prawdopodobny. Nie sądzę, by tu kryło się coś więcej.
Może człowiek ma coś w rodzaju radia w mózgu. Nie byłoby to szczególnie trudne z “technicznego” punktu widzenia.
Była tu mowa o wolnej woli, ja od wolnej woli wolę szybką wolę…
Kolega komerski, widzę, ma podobną przypadłość co i ja, a nie znamy się osobiście, cud jakiś czy co?
Dzień dobry wszystkim. Ja chcialam zameldować, że już będę bywać na blogu. Nie moglam poprzednio, bo komputer musial iść do przeglądu / drań odmówil posluszeństwa, a podobno nic mu nie bylo, jak napisali w serwisie na karcie gwarancyjnej/, a potem ja sama też musialam się zglosić do przeglądu.Wrócilam dopiero wczoraj wieczorem i muszę zlapać oddech, no i przynajmniej trochę poczytać, żeby się zorientować co się międzyczasie dzialo.
Hortensjo,
Zastanawiałem się, czemu tak nagle zamilkłaś, ale dobrze, że wszystko ok. To może hokoladkę na przywitanie
bardzo się cieszę
Torlinie,
na czym opierasz stwierdzenie, że szwagierka “porafi rozpoznać”? Czy jest to jakoś udokumentowane? To samo tyczy tego zawiadomienia z odległości 9km - przecież każde przypomnienie sobie czegoś można tak zinterpretować - tyle że z przekonania o czymś nic jeszcze nie wynika.
Co do tej kobiety, która się do Ciebie przysiadła, to może Ty po prostu coś gadasz pod nosem, nie zdając sobie z tego sprawy?
Dora,
z osobami bliskimi mamy zazwyczaj wspólne tematy, więc o tego typu zdarzenie raczej nie trudno - może nawet właśnie wtedy, gdy kogoś długo nie widzimy, gdyż wówczas wyostrzeniu ulegają kryteria ważności.
Dru,
z technicznego punktu widzenia to by akurat było trudne - natomiast jest to bardzo łatwe z “ludowego” punktu widzenia. Notabene telepatia otrzymała ostatnimi czasy “wsparcie” od strony teorii kwantów - chodzi o efekt splątania i hipotezy o kwantowej naturze świadomości. Miałem nawet dać o tym wzmiankę w tekście, ale pomyślałem, że wyjdzie z tego może jakiś osobny wpis.
Hoko!
Ja nie żartuję, byłem tak samo sceptyczny jak Ty. Nie wierzyłem w to, ona nie jest żadną wróżką lub “leczącą rękami”. Ona sama się zdziwiła, jak to zauważyła. Robiliśmy jej eksperymenty, jak byliśmy młodsi. Badała osoby w naszej obecności, o których nie wiedziała, co im jest. Chory organ wytwarza miejscowo zwiększoną ciepłotę ciała.
Żeby Cię dobić, to w stosunku do niektórych osób wyczuwam ich charakter, jak mi podadzą rękę. Ale co ciekawe, odczuwam tylko to w stosunku do osób fałszywych. Jakby mi chcieli powiedzieć prawdę o sobie. Dlatego zawsze każdemu podaję rękę na powitanie.
A z tymi myślami, to żebyś wiedział, jak my się z córką wygłupiamy. Co chwila mi córa mówi: “Ja wiem, co chcesz mi powiedzieć” i to powtarza.
Tak Hoko! Jak to zgrabnie ujęła Passentowa: “Życie jest formą istnienia białka, tylko coś czasem w kominie załka”.
Ta ta… już ja to widzę… skoro badania były przeprowadzane na osobach chorych, to trafić nietrudno - w końcu organów wewnętrznych nie tak wiele, a i kilka jest chorobowo “typowych”. Jakieś dwa czy trzy odgadnięcia żeście zapamiętali, nie zwróciwszy uwagi na diagnozy fałszywe. Było jej przedstwić samych zdrowych i sprawdzić, w ilu wypadkach by coś wyczuła - jestem przekonany że w równie wielu
Co do wyczuwania charakteru, to podpada to pod diagnozy z wpisu - możesz coś rejestrować na zasadzie Mądrego Hansa. Tylko obawiam się, że czując ową “fałszywość” ,zapamiętasz spostrzeżenie, gdy przeczucie się potwierdzi, zaś pomyłek - których jest nie mniej niż trafień - nie rejestrujesz w świadomości. Nie z nami te numery…
A poza tym, Torlinie, zawiodłem się na Tobie… taki niby racjonalista, a w nakładanie rąk wierzy…
Coś mnie się zdaje, że z tą telepatią jest tak, jak z wiarą i wszystkimi innymi sprawami niematerialnymi. Trzeba osobiście doświadczyć, żeby w pełni uwierzyć, a i to nie zawsze wystarcza. Sądzę więc, że dalsza dyskusja, jakkolwiek rzeczowa by nie była, i tak owoców nie przyniesie. No, może poza przyswojeniem pewnych informacji.
Ale zawsze warto poczytać o życiowych niezwykłościach.
O, u nas w okolicy mieszkała siostra zakonna, która to umiała czytać choroby z dna oka. Jak to robiła nie mam pojęcia, ale jej popularność była dość spora.
Teściowi wyczytała, że ma chorą tarczycę, gdy przez kilka lat był leczony bez efektu na serce…
Myślę, że duże znaczenie mogą mieć dwie sprawy:
1. Znacznie więcej różnych emocji pojawia się gdy widzimy zjawisko niezwykłe. Kogóż to interesuje opowieść: poszedłem do lekarza i zdiagnozował mi chorą tarczycę. No a zdanie: Siostra zakonna wyczytała mi z dna oka zapalenie mięśnia trójgłowego, to już coś.
Tym sposobem siostra zakonna zdobywa rozgłos, którego rzetelny lekarz z pobliskiego ośrodka zdrowia, może jej pozazdrościć.
2. Po drugie nie doceniamy zwykle wiedzy intuicyjnej - zgromadzonej na podstawie rozległych uprzednich doświadczeń i mamy tendencję to pewnych wykorzystywania określonych heurystyk. Jak lekarz nam powie co myśli na podstawie intuicji to pukamy się w głowę i żądamy wyników badań na specjalistycznym sprzęcie. Ale wystarczy nam wróżka, siostra zakonna czy nawiedzony mnich i przytakniemy na najdziwniejsze jego opowieści.
Trochę uogólniam, ale myślę, że dość trafnie.
Coś mi się stylistycznie w głowie poprzestawiało. Aaaaa! Straciłem intuicję gramatyczną.
Nie za bardzo wierzę w telepatię, ale niestety sama doświadczylam jej dzialania. Otóż jeden z kolegow opowiadal, że potrafi przekazac komuś swoje polecenie, no i ja sceptyczka zakwestionowalam to, ale zgodzilam się, żeby wyprobowal na mnie swoje zdolności. Byla nas cala paczka. Nie będę opisywala calego eksperymentu, ale powiem Wam, że jego polecenie odebralam i wykonalam to co polecil. Oczywiście, obecni wiedzieli co on chce mi przekazać. Ale zdarzylo się to tylko jeden raz.
Hortensjo, to działa na tej samej zasadzie co odpowiedzi Mądrego Hansa - żeby mozna mówić o telepatii, osoby nie mogą się widzieć i nie może być między nimi żadnych pośrednków, wiedzących, o co chodzi. A nawet wtedy eksperyment musi być powtarzalny, bo raz jeden to można trafić przypadkiem
Dru, znaczy ta siosra zakonna posiadała odpowiednie medyczne oprzyrządowanie, by z tego dna oka czytać?
W każdym razie tego typu diagnostyka jest w praktyce medycznej - ze zmian w oku można rzeczywiście rozpoznać niektóre schorzenia, nie jest to żadna magia.
Tak właśnie podejrzewam Hoko, że w szafeczce w celi trzymała najnowocześniejszy amerykański sprzęt diagnostyczny.
Nie wiem co robiła, ale wyczytała tarczycę. Mam jednak wrażenie, iż jej umiejętności sięgały też dalej, łącznie z bilansem grzechów na sumieniu.
dru’
zależy co kto uważa za grzech, a zakonnica może każdy postępek uważać za występek
to sa ciekawe sprawy - u mnie jest tak, ze nie wierze, ale doswiadczam roznych rzeczy. skladam to na przypadek, slepy traf itd. czasami to wrecz przeraza, np te moje sny. nie chce nawet myslec, ze jest w tym cos wiecej. moja siostra biega z kazdym przeczuciem do wrozki. wielka proznoscia ze strony czlowieka jest przekonanie, ze moze wszystkiemu zaradzic i wszystkim kierowac.
czy moge poczestowac sie hokoladka? :]
No właśnie — mamy wiele zjawisk, których nie rozumiemy, choćby dlatego, że się słabo znamy. A które są naturalne i nie mają nic wspólnego z telepatią.
Pisałem o ptakach, Komerski słusznie napisał, że to nie telepatia — oczywiście, nie ją miałem na myśli, ale wyczulenie na pewne bodźce. Ptaki je mają, dlaczego ludzie nie? Na pewno bardziej skryte, bo mniej w życiu potrzebne. Ale dlaczego nie mielibyśmy być uwrażliwieni na fakt bycia obserwowanymi?
Co do przykładu z podawaniem ręki — a czy osoba ‘fałszywa’ jest zestresowana? Bo na tym polegaja wykrywacze kłamstw — wykrywaniu stresu. Może też coś się nie zgadzać między zachowaniami ciała, a przekazem werbalnym
To też może świadczyć o ‘fałszywości’, a nie jest niczym nienaturalnym. Zresztą, myślę, że powinny pojawiać się pomyłki w ocenie osób zakompleksionych.
PAK: No ale właśnie chyba nie tego dotyczył wpis. Ja mam podobnie jak Torlin - też wydaje mi się, że uścisk dłoni wiele mówi o charakterze człowieka. Tyle, że jak ty myślę, że a) wynika to z indukcji i wielu doświadczeń b) Jakichś zasad psychologiczno-kulturowych c) odczytywania mowy ciała. No ale żadnej TP tu nie ma.
A co do wyczulenia na bycie obserwowanymi to bym zachował sceptycyzm. Nie mamy (przynajmniej ja) takiego zmysłu, którym by to można wyczuć, poza tym obserwacja jest fizycznie bierna i nie wywiera wpływu na przedmiot. Więc co niby mielibyśmy wyczuwać? Tu już musiał by zajść jakiś kontakt psychiczny…
A dlaczego nie koncentrację u innej osoby? Łapię się na tym, że sporo rzeczy biorę na słuch — choćby pracę domowych urządzeń, nawet tych ‘cichych’; albo ludzi idących za moimi plecami. Dlaczego nie miałbym na tej zasadzie wyczuwać, że ktoś przestał się poruszać, bo jest na czymś skoncentrowany? Oczywiście, to nie daje gwarancji, że jest skoncentrowany na mnie… ale najlepiej to wyłapać, gdy ludzi jest wkoło niewielu, a wtedy prawdopodobieństwo, że ktoś wpatruje się we mnie znacznie rośnie.
Pies “poznaje”, czy człowiek się go boi, węchowo. Nie wykluczone, że i u ludzi istnieją jakieś mechanizmy reagujące na pewne niuanse, których sobie nie uświadamiamy (na pewno reakcje węchowe występują na gruncie seksualnym i doboru partnera, były takie badania - kobiety potrafią (statystycznie przynajmniej) “wywąchać”, czy mężczyzna ma odpowiedni dla nich genotyp, gwarantujący zdrowe potomstwo (chodzi o geny recesywne)).
Pajeczaki,
proszę bardzo
Instrukcja używania hokoladek jest tutaj:
http://hokopoko.net/kufy
Hoko,
za hocoladki dziękuję bardzo, byly pyszne.
Pies potrafi wyczuć nastawienie czlowieka do niego. Kiedyś, nim wyprowadziliśmy się na wieś, szlam na moim osiedlu i widzialam bardzo zabiedzonego i przez to chyba, nieprzyjemnego psa. Pomyślalam sobie: jakież to niesympatyczne /czy: paskudne/ psisko. W odpowiedzi uslyszlam bardzo grozne: wrrrrrrrrrrrr.
Gdy jakiś pies na mnie warczy, to zerkam na niego, posyłam mu przenikliwe spojrzenie i mówię stanowczo: CICHO!. I to działa! Choć muszę przyznać, że psy mają nieco spóźniony zapłon. Zwykle zdążę odejść już dość daleko, nim do psiska dotrze, że ma się zamknąć.
Ramzel,
dobrze to wiedzieć. Na wsi cala masa psów biega po drogach i czasem któryś na mnie warknie i to groznie. Mam wrażenie, że one warczą profilaktycznie, ale przyjemne to nie jest.
E tam, przesadzacie. W większości psy się raczej boją i jeśli wygra się z nimi walkę o panowanie, to uciekają przed ludźmi. Oczywiście zdarzają się czasem odważniejsze i wtedy sprawa jest nieco mniej przyjemna…
Jak ja warczę na mojego nowego kota to on się na mnie obraża. Wczoraj pogryzł mi słuchawki, a potem unikaliśmy się przez pół dnia.
Myślę, że nie doceniamy tego jaki wpływ mają na nas zapachy. Ciekawe, iż słowo “wyczuć” odnosi się i do czyichś uczuć i do zapachu właśnie. Ja tam swoją żonę wybrałem między innymi dlatego, że mi ładnie pachniała.
Dru, a kłębek kotu zafundowałeś?
Hoko,
klębek nic nie pomaga. Mój Pirat ma nie tylko klębek, ale i pilki, i korki i co by tam czlowiek nie chcial mu dać do zabawy, a drań i tak mi przegryzl sluchawki. Bo on bardzo lubi dyndające sznurki. Dobrze, że chociaż Dzikuska wyrosla z tego gryzienia. No, ona za to uwielbia ostrzyć sobie pazurki na tapecie i fotelach.
Hoko,
a gdzie jest uśmiechnięta buzka, taka jaką puścil dru’?
Stare buźki są jak były
czyli : i D
Wygląda na to, że koty upodobały sobie słuchawki… może by jaki eksperyment w tym temacie przeprowadzić…
Koty nie lubią miodu ani chrzanu, za to lubią słuchawki

No faktycznie kto to widział pirata, który by się kłębkiem zabawiał. To dobre dla pańć z personelu
Lepiej nie eksperymentować w tej materii. Mialam masę klopotów przez drania. Najgorsze bylo to, że nie moglam go skarcić, bo nie zlapalam go na gorącym uczynku, moglam sobie tylko pozgrzytać zębami. :D:
Hoko,
ja mam taką buzkę pt
, a to co podaleś, to sam widzisz co wyszlo.
Dora,
trzeba by widzieć Pirata jak potrafi się bawić - sto pociech. Dzikuska byla zawsze trochę leniwa, ale i ona, gdyby dostala kawalek owczej skórki, to potrafila wykonywać takie lamańce, że czlowiek pękal ze śmiechu. Niestety, skórki się skończyly, bo ona je traktowala jak zlapaną mysz i bardzo szybko je zniszczyla.
Ejże, ja podałem dwukropek tylko z przodu
- tymi z samouczka nie należy sie tu sugerować.
A kota było skarcić zaocznie - byle nie za mocno, bo się taki potrafi obrazić i się potem boczy i mruczeć nie chce
dobrze, zaraz spróbujemy
Doskonale wiem jak zwierz potrafi się obrazić, dlatego bardzo dużo im obydwojgu uchodzi na sucho.
A jak się kota karci zaocznie?

A to kota w ogóle można skutecznie skarcić?…
A wolno to tak?…
a cappella
jeśli kotu wszystko by uszlo na sucho, to potem nie poradzisz sobie z nim wogóle, tak że od czasu do czasu trzeba to zrobić. Zresztą koty potrafią tak broić, że czlowiek mimo woli podnosi glos.

Niestety, na kota najlepsza jest ścierka. Tylko ją rozumie. Ja nie mówię, żeby bić, wystarczy się zamachnąć. Miałem momentami w domu 4 koty, to wiem, co mówię.
Hoko w końcu mruczy.
Ostrzy też sobie pazury na sofie i nie idzie mu przetłumaczyć.
No i wreszcie zaczął się ruszać. Dostaje świra na widok aluminiowej kuleczki i obgryza ołówki z Ikei.
I lubi bawić się szachami.
Wlazł też raz na tapetę, która teraz jest do wymiany. Zagroziłem mu, że jak jeszcze raz to zrobi to ugotuję go na obiad. No i jest spokój.
dru’
czy ta grozba, że ugotuję go na obiad, naprawdę pomaga? muszę spróbować, bo u mnie tapety wglądają już naprawdę bardzo ciekawie.
Ciekawe, co pomogło: czy słowo “ugotuję”, czy słowo “obiad”
Myślę, że pomaga, ale ważna jest autentyczność. Ja mówiąc o gotowaniu na obiad zastanawiałem się z czym taki kot najlepiej smakuje i czy dziadkowie, którzy wpadną z wizytą się poznają.
o cholera!
ja mam czasem tak:
ide po mieście ( i to nie koniecznie rodzinnym) i spostrzegam osobę podobną do mojego jakiegoś znajomego lub znajomej. jestem pewien, że to nie ta osoba. zdarza się że za parę, parędziesięt minut spotykam tą właśnie osobę. o tym że gdzieś kątem oka dostrzegłem nieświadomie nie ma mowy, ponieważ tak jak ostatnio, osobę podobną widziałem na ulicy karmelickiej w Krakowie a osobę właściwą spotkałem w centrum handlowym dobrych kilkanaście kilometrów dalej.
takie coś
pozdr