Ręka noga mózg…
Zaczniemy od nogi. Informacja o Oscarze Pistoriusie, niepełnosprawnym biegaczu z RPA, pojawiła się w ostatni piątek w wielu serwisach informacyjnych. Dziś już pewnie nikt o tym nie pamięta, ale cóż, takie są prawa rynku… Przypomnę, że chodzi o dopuszczenie niepełnosprawnego biegacza do igrzysk olimpijskich. Pistorius od kolan w dół ma zamiast kończyn, amputowanych w dzieciństwie, kompozytowe protezy. Specjalna komisja ma stwierdzić, czy te sztuczne nogi nie są lepsze od naturalnych.
Jaką decyzję podjąłbym ja, gyby mi przyszło w tych kwestiach decydować? Negatywną dla sportowca - i to bez przeprowadzania jakichkolwiek testów. (Już słyszę oburzone głosy zwolenników political correct. I nie tylko.) Przyzwolenie będzie bowiem ustanowieniem precedensu, otwarciem drzwi do kolejnych tego typu roszczeń. Zawodnikowi możemy współczuć, nie powinno nam jednak to współczucie przesłaniać realiów.
Po pierwsze, nie istnieją jakiekolwiek kryteria, które pozwoliłyby na rzetelne porównanie możliwości zawodnika z protezami i takiego na “zwykłych” nogach. Wyniki uzyskiwane przez O.P. nic tu nie mają do rzeczy, co więcej, w ogóle nie powinny być brane pod uwagę, gdyż zawodnik jest stroną w sporze. Nie posądzam go o złe intencje, ale takie po prostu są zasady gry. Po drugie, należy przypuszczać, że decyzja pozytywna w tym konkretnym przypadku będzie przyczyną kolejnych tego typu żądań - w najrozmaitszych dyscyplinach, dla najprzeróżniejszych form urzązeń wspomagających ludzkie ułomności. A pewnym jest, że wraz z doskonaleniem technologii, z postępem tak materiałowym, jak i medycznym (wszczepienniczej biegłości) wyniki - nie tylko sportowe - będa coraz lepsze. Gdzieś więc i tak trzeba będzie powiedzieć stop. Mówiąc to na samym początku, rugujemy od razu inne tego typu problemy i dylematy.
Wreszcie po trzecie, jeśli odstawimy na bok nasze uczucia, związane z niedolą człowieka niepełnosprawnego, to trzeba powiedzieć, że tego typu innowacje stoją niebezpiecznie blisko tych, które przez sportowe prawo są wzbronione. Chodzi o doping: tak ten zwiekszjący nasze moce fizjologiczne, jak i ten, o którym nie tak głośno, polegający na stosowaniu rozmaitych sztuczek i oszustw w sportach, w których zawodnicy z natury dyscypliny posługują się takimi czy innymi urządzeniami (samochód, narty, jacht, etc.,). Nie dziwię się więc wcale biegaczom poruszjącym się na “zwykłych” nogach, którzy oponują.
W zasadzie można podnieść jeszcze argument czwarty - nazwijmy go ontologicznym: nogi dane nam przez naturę i nogi w jakikolwiek sosób sprotezowane to dwie kategorie kończyn (a więc mamy też do czynienia z dwiema róznymi dyscyplinami sportowymi). Jeżeli zamiast osoby niepełnosprawnej, takiej, która sobie losu nie wybierała, wyobrazimy sobie kogoś, kto by na takie protezy zdecydował się świadomie, to i żadnego dylematu mieć nie będziemy i delikwenta odrzucimy w przysłowiowych przedbiegach. Nawet jeśli jego protezy będą identyczne jak te u osoby niepełnosprawnej.
Mimo wszystko problem nie wpuszczony drzwiami wcześniej czy później właduje się nam pewnie oknem. Należy przypuszczać, że dość szybko rozmaite ulepszenia i usprawnienia ludzkiego ciała zawitają do naszej codzienności na stałe, staną się cywilizacyjną normą. Najpierw pewnie właśnie jako drobne wstawki, korygujące osobnicze ułomności, potem już w postaci oczywistych udoskonaleń funkcji i procesów z dzisiejszego punktu widzenia pełnosprawnych. Podział na sztuczne i naturalne zacznie się więc w końcu zacierać, a na pewno nie będzie możliwości jednoznacznego jego zdefiniowania. Czy to znaczy, że przyszłość sportu w dzisiejszym wydaniu stoi pod znakiem zapytnia? Na pewno, tak jak i w innych obszarach życia, mentalnych, światopoglądowych, bedzie tu musiało dojść do jakiegoś przewartościowania pojęć. Chyba że okaże się, iż wystarzczy doskonalenie metod i technik wykrywania dopingu…
*
Dygresja. Przy tego typu okazjach - jak również, co symptomatyczne, w przypadku afer dopingowych - wraca często pytanie o ostateczne możliwości ludzkiego organizmu, o ostateczną granicę - w poszczególnych dyscyplinach - bicia rekordów. Ta granica nie istnieje. To znaczy, że nie można wyznaczyć rezultatu, poniżej którego (lub powyżej, zależnie od dyscypliny) człowiekowi nie uda się zejść. Tkwi w tym pewien - pozorny - paradoks. Możemy bowiem z góry i słusznie stwierdzić, że nigdy żaden normalny - w dzisiejszym rozumieniu - człowiek nie przebiegnie 100m w czasie trzech sekund. Niezależnie od tego, ile i jak będzie trenował i jakimi predyspozycjami naturalnymi będzie dysponował. To oczywiste, gdyż pokonanie takiego dystansu w tym czasie przez człowieka (który ma swoje rozmiary, swoją wagę, którego ciało poddane jest oczywistym fizycznym ograniczeniom) będzie po prostu sprzeczne z prawami natury.
Jednakże mimo to nie istnieje granica doskonalenia ludzkich możliwości i nie sposób wyznaczyć rezultatów, których nie dałoby się już pobić. Wynika to z faktu, że zawsze istnieje realna możliwość poprawienia rekordu o minimalną, najmniejszą mierzalną wartość. Powiedzmy w przypadku biegacza o 0.01s. Ta możliwość istnieje niezależnie od tego, jak bardzo wyśrubowany jest aktualny rekord - i wynika z tych samych praw natury, co i poprzednie ograniczenie. Ta różnica (0.01s) jest tak mała, że o jej osiągnieciu decydują niuanse, przypadek. Zawsze więc może się zdarzyć (oczywiście u odpowiedniego zawodnika, piszącemu te słowa nie przydarzy się na pewno, choćby próbował przez najbliższych 100 milionów lat… chyba że się sprotezuje…). A jednocześnie gdy rekord zostanie już poprawiony, to znowu będzie istniała realna możliwość poprawienia go o tę najmniejszą wartość. I granica tego poprawiania nie istnieje. Zwłaszcza że przecież możemy zwiększyć dokładność pomiaru…
*
Teraz przyjrzymy się rękom… ewolucji. Te węglowe protezy robią wrażenie. Jednak po pierwszym zachwycie naszła mnie myśl, jak też sprawowałyby się one w biegu terenowym… A w grze w tenisa? A w skoku w dal? A może w przyszłości dla każdej dyscypliny będziemy mieli osobny zestaw protez?
Tym co - na razie przynajmniej - odróżnia rozwiązania naturalne, “wyprodukowane” w toku ewolucji od sztucznych produktów człowieka i cywilizacji, jest właśnie uniwersalność. I dotyczy to tak protezy nogi, nanorobota udającego owada, jak i mózgu elektronowego (komputera). Co oczywiście nie jest powodem do jakichś szczególnych zachwytów nad doskonałością stworzenia. Nie tylko dlatego, że nasze technologie dopiero raczkują i z czasem pewnie nie tylko dościgną twory natury, ale je też i prześcigną i zostawią daleko w tyle. I to nie dzięki kompletowi wymiennych protez, lecz własnie dzięki uniwersalności, po którą technologia w końcu sięgnie - łącząc ją z budulcem znacznie doskonalszym od tego, jakim dysponowała ewolucja.
Zachwyty nad doskonałością stworzenia (naturalnego) są przesadzone również dlatego, że ta uniwersalność rozwiązań naturalnych jest zwodnicza i szyta grubymi nicmi. Jedynym narządem dającym nam rzeczywistą przewagę jest bowiem mózg. W całej reszcie od wieków posługujemy się protezami, od butów poczynając, na nakryciu głowy kończąc. Tyle że tak do nich przywykliśmy, iż nie zwracamy na nie uwagi - dzięki czemu sportowcy nie muszą sobie obijać stóp, biegając boso. Prowadzi to jednak do tego, że wynik sportowy w tej samej mierze zależy od zdolności czy możliwości zawodnika, co i od całej masy sprzętu, który - mniej lub bardziej wprost - wykorzystuje. Może poza takimi dyscyplinami jak szachy czy brzydż. Kostium pływaka lub buty piłkarza to przecież protezy, tyle tylko że nie wymagające interwencji chirurga. Na razie przynajmniej. Te udogodnienia są jednak w równej mierze - teoretycznie chociaż - dostępne dla wszystkich zainteresowanych, sportowe władze więc się na nie godzą. Poza tym na golasa byłoby nieprzyzwoicie i rywalizacja sportowa mogłaby się łatwo przekształcić w ideologiczną.
Konstruując nogę ewolucja bynajmniej nie kierowała się jej przydatnością do gry w futbol (co pewnie głoszą jacyś kibice fundamentaliści - kibicjoniści), ale przydatnością organizmowi do poruszania się: w pewnym obszarze terenowej róznorodności. I to, co ewolucja osiągneła, to pewne minimum potrzebne do tego, by organizm mógł przeżyć. Natomiast gry sportowe są jakims artefaktem możliwości oferowanych przez te czy inne części ciała. I dlatego w programie igrzysk olimpijskich brakuje kopanki głownej (zasady gry są podobne jak w piłce nożnej, tyle że zawodnicy poruszają się na rękach - głową w dół). Jak i paru innych dyscyplin, których nazwy i reguły możecie sobie sami wymyśleć. Kto wie, może któraś z nich jak raz nada się dla sprotezowanego człowieka przyszłości.
W toku ewolucji organizmy przystosowują się do środowiska, z reguły do jakiejś własnej niszy. Stopień tego dostosowania, tej specjalizacji może nieraz przyprawić o zawrót głowy, prowadząc do rozmaitych transcendentalnych - lub przynajmniej transcendujących - rozważań. Szydło z worka wychodzi, gdy to, co jest, zestawimy z tym, co mogłoby by być - a czemu ewolucja, z rozmaitych wzgledów, nie sprostała. Optima ewolucyjne to optima lokalne. Tzn. jeśli organizmowi trafi się rozwiązanie, które pozwala mu przeżyc jako tako, to to już wystarcza. Dotyczy to w równej mierze i organizmów najprostszych, i tych najbardziej skomplikowanych. Te drugie są tylko bardziej zawodne.
Pole do ulepszeń jest więc ogromne. Oczywiście wiedza, jaką dysponuje człowiek, jest i będzie ograniczona - więc i w protezowaniu natrafimy pewnie na wiele ślepych uliczek, rozwiązań chybionych. Jednak cechą protez jest to, że można je bezproblemowo wymieniać w niemal nieograniczonym zakresie. Ręce, nogi, z tym pewnie niedługo sobie poradzimy. Narządy wewnętrzne wcześniej czy później również doczekają się swoich zamienników: trwalszych, wydajniejszych, bardziej niezawodnych. Osoby niepełnosprawne będą więc w stosunku do reszty populacji udoskonalone. Chociaż pozostali też pewnie będą się modyfikować, zwłaszcza gdy różnice będą istotne, a techniki implantacji niezawodne. Protezowaniu mechanicznemu przyjdzie w sukurs “protezowanie” genetyczne - czyli podmienianie genów na lepsze…
Ale to wszystko to de facto jedynie protezowanie protez. Jako że nasze kończyny, nasze narządy wewnętrzne to tylko szkielet, konstrukcja mająca zapewnić odpowiedni komfort pracy mózgowi. Taki przynajmniej widok roztacza się z perspektywy coraz bardziej wyobcowanej świadomości. To wszystko to tylko niewolnicy, przedłużenia ośrodkowego układu nerwowego. To protezy.
Tego samego dnia, w którym znalazłem informację o Oscarze Pistoriusie, na blogu Edwina Bendyka pojawił się wpis Osobliwość nadchodzi, traktujący m.in. o wzroście konstuktorsko-technologicznej doskonałości do takich rozmiarów, że - jak twierdzi przywoływany przez Edwina Bendyka Ray Kurzweil - za piętnaście lat otrzemy się o nieśmiertelność. Fajne bardzo.
Nawet jednak biorąc przytoczoną kwestię poważnie, należałoby zapytać, kto się o tę nieśmiertelność otrze? Kto będzie miał szansę jej doświadczyć? I bynajmniej nie idzie mi tutaj o trywialny podział na bogatych i biednych, lecz o kwestie znacznie bardziej fundamentalne.
Mózg to podstawa. Możemy wymienić całą resztę i mimo to być sobą - nawet jeśli mąż czy żona będą twierdzić co innego. Ale mózg też się starzeje, z wiekiem ubywa nam neuronów, komórki się degenerują, niszczą się naczynia krwionośne. Być może inżynieria genetyczna coś tu poradzi, być może da się nie tylko zatrzymać, ale i w jakimś stopniu odwrócić procesy starzenia, tak by mózg utrzymywać w stanie “permamentnej młodości”. To na razie śpiewka dalekiej raczej przyszłości. (Oczywiście to zatrzymanie procesów starzenia się może dotyczyć też i reszty naszego biologicznego ciała, jednak że mnie osobiście marzy się wyprawa na Marsa, a ziemskie ciało nie bardzo się do takiej podróży nadaje, jestem zwolennikiem protezowania…)
A protezowanie mózgu? Tu sprawa jest bardziej skomplikowana. Prowadzone są co prawda eksperymenty z rozmaitymi nanoczipami, sztucznymi komórkami nerwowymi, zastępującymi pojedyncze neurony bądź też ich całe skupiska. W ten sposób, wymieniając powoli kolejne podzespoły, można by dojść do sztucznego mózgu, który zachowa świadomość swojego biologicznego poprzednika. Stanisław Lem opisał ten proces dość dokładnie w Dialogach - pół wieku temu… Potem w swoich przewidywanach stał się znacznie bardziej sceptyczny i ostrożniejszy. Problem w tym, że nasza świadomość jest “zakodowana” w miliardach międzyneuronalnych połączeń. Żeby jej w trakcie protezowania nie naruszyć, należałoby te połączenia odtworzyć z maksymalną precyzją. Wymiana tym sposobem pojedynczych neuronów w ogóle nie wchodzi w grę, tak ze wzgledu na ich ilość, jak i z powodu stopnia komplikacji siatki połączeń. Co najwyżej można myśleć o zastępowaniu całych funkcjonalnych bloków - mózg podzielony jest na obszary, które pełnią rozmaite funkcje (notabene jet to jeszcze dość słabo zbdane). Mózg potrafi być z jednej strony szalenie wrażliwy na drobne nawet interwencje chirurgiczne, mogące prowadzić do poważnych zmian czy to funkcjonalnych, czy też osobowościowych, a z drugiej, jest też bardzo plastyczny - powazne niekiedy operacje, usunięcie całych fragmentów masy neuronowej, nie powodują żadnych objawów albo objawy przejściowe: naruszone funkcje wracają powoli do normy, zadania usuniętego wycinka mózgu przejmują inne jego obszary.
Obecnie znacznie cześciej niż o takim czy innym protezowaniu mózgu mówi się o przeniesieniu świadomości do jakiejś wirtualnej rzeczywistości. Takie przeniesienie w swoim aspekcie trywialnym - podłączenia do zakończeń nerwowych, zbierających bodźce, urządzeń elektrycznych - jest oczywiście możliwe, ale ani to życie, ani nieśmiertelność. Natomiast jeśli idzie o aspekt nietrywialny, czyli rzczywiste przeniesienie świadomości (czymkolwiek by ona nie była) do maszyny, to jest to już klasyczny przykład tzw. bujdy na resorach.
Trafiamy tu od razu na kolejny nierozwiązany problem: sztuczną inteligencję. Spór o AI wciąż się toczy i jak na razie nie widać jego końca. I to w kwestii najbardziej fundamentalnej, dotyczącej w ogóle możliwości zaistnienia świadomości w maszynie, zaś aspekty techniczne przedsięwzięcia to sprawa jeszcze zupełnie inna i odległa. Jest to problem o tyle istotny, że dotyczy sposobu działania naszego, luzkiego mózgu i ludzkiej świadomości. Jeśli AI byłaby możliwa, oznaczłoby to, że mózg jest rodzajem komputera, rodzajem uniwersalnej maszyny Turinga, jego działanie wyznczane jest zaś przez jakiś algorytm. Jeżeli zaś dane urządzenie należy do klasy maszyn Turinga, to jego działanie można symulować na dowolnej innej maszynie Turinga. Świadomość ludzką można by więc było symulować na komputerze. A jeśli nie należy? No własnie. Oponentów (w sprawie algorytmizowalności mózgu) jest kilku, i to niepoślednich, od Searle’a zaczynając, na Penrose kończąc.
Co z tego wszystkiego wyjdzie, trudno - jak zwykle - przewidzieć. I to zarówno ze względu na możliwe niedowartościowanie, jak równie prawdopodobne przewartościowanie naszych techniczno-konstruktorkich możliwości. Przy tym istnieje bardzo wiele dróg, którymi może pójść cywilizacyjny rozwój: nie mamy potrzebnej wiedzy (nie tylko woli), by wybrać najlepszą. A możliwosci - pojawiających się niejednokrotnie w postaci alternatywy - będzie przybywać. W każdym razie, jeśli świat za lat 15 miałby się jakoś diametralnie róznić od dzisiejszego, to najprędzej z przyczyny jakiegoś kataklizmu, nie zaś z powodu prób jego naukowo-technicznego udoskonalania. Chyba że drugie przerodzi się w pierwsze. Mimo wszystko jestem dobrej myśli. Zwłaszcza że znlazłem w Sieci bardzo fajny sklep z protezami…

To o mózgu bardzo ciekawe. Tak się jakoś przyzwyczaiłem do tego stwierdzenia, że mózg działa jak komputer, a to może być w dużej mierze nieprawdziwe.
Ba.
jestem pod wrazeniem artykułu :). Co do samego mógzgu to IMO potraktowałeś go bardzo mechanicznie- z tego co ” ma szybko” czytajac(jak zawsze ostatnio :/) wywnioskowałem że aby przenieść świadomość należałoby dokładnie odtworzyć połączenia międy neuronami. Wg mnie sprawa jest bardziej skomplikowana i takie nawet idealne odtworzenie nic by nie dało
btw czytam Ulissesa i kiepsko mi idzie
My goddess! Nie ma obrazka!
Dru: ale za to ile tekstu!
Nie miałem pod ręką nic odpowiedniego, a nie chciało mi sie szukać. Ale zauważyłeś dopiero po 12 godzinach
więc chyba nie jest niezbędny…
Napoleon: ten tekst jest generalnie o protezowaniu, więc i do mózgu podszedłem od tej własnie strony. Innych mozliwości na “protezę” świadomości po prostu nie widzę. Tu nie chodzi nawet o idealne odtworzenie połączeń - bo to raczej jest niemozliwe od srony technicznej, ale o stopniowe zastępowanie części mózgu przygotowanymi (krzemowymi np.) zamiennikami. Na małą skale takie próby są juz czynione - z powodzeniem, natomiast co będzie przy większych ingerencjach, trudno przewidzieć. Searle twierdzi np. że świadomość jest pewną właściwocią biologiczną, więc tego typu protezowanie mogłoby prowadzić do jej stopniowego zaniku. Możliwości jest tu multum, a do samego mózgu, jak i do swiadomości w maszynie jeszcze pewnie wrócę.
PS
Chociaż nie wiem, czy się ta metoda sprawdzi, jesli ksiązki w ogóle nie znasz. Bo na “drugie czytanie” jest doskonała.
Może spróbuj Ulissesa na wyrywki
Bardzo fajny artykuł
wcześniej u siebie pisałem o transhumaniźmie i oprotezowanym bionicznie człowieku.
Sprawa Pistoriusa niestety mi umknęła, a jest to dość ważny precedens. Wydaje mi się, że w tym wszystkim prawdziwy sport traci gdzieś swoje znaczenie.
Z tego co wiem, badania nad żywymi szczurami jeśli chodzi o sztuczny hipokamp, przeciągają sie w czasie. Ale tak z nim, jak i z wszystkimi sztucznymi zamiennikami mózgu jest jeden duży problem - nasz komputer to nie jest tylko zbiór na stałe podłączonych do różnych urządzeń kabelków. Wszystkie połączenia tworzą się na bieżąco. Dlatego nasze umiejętności są tak plastyczne, a usunięcie całej półkuli mózgowej u dziecka nie powoduje jakiś katastrofalnych skutków w procesie jego rozwoju.
Pozdrawiam i już zapisuję do kanałów RSS :>
Teloch, witam na blogu!
(chyba zacznę się przestawiać na takie powazniejsze wpisy
)
Też myślę, że najtrudniejszą sprawą w ewentualnym ulepszaniu mózgu będzie właśnie zachowanie jego naturalnych zalet - z plastycznością na czele. To zresztą dotyczy nie tylko ulepszania, ale i ewentualnego konstruowania świadomości w komputerze. Należłoby tę plastyczność jakoś zaprogramować, a nie wiadomo czy przejście w tej dziedzinie z hardware na software nie będzie miało jakichś poważnych skutków. Mózg jak na razie w ogóle jest zagadką, a wszystko co o nim wiemy - i czego nowego się wciąż dowiadujemy - to jak elementy układanki, nie zawsze do siebie pasujące. A czesto i sprzeczne z tzw. zdrowym rozsądkiem.
Transhumanizm nawet mi się podoba, ale droga do tego bardzo bardzo długa… i obawiam się, że niedotrwamy - cywilizacyjnie, nie osobniczo…
Nie mówiąc już o tym, że rozwijając układy umożliwiające stosowanie AI będzie trzeba wprowadzić takie zmienne jak emocje - przy przetwarzaniu informacji :>
I również sądzę, że takie zdarzenia jak osobliwość technologiczna, będą dla nas nieosiągalne. Technologia, mimo tego, że kreowana dla dobra, staje się również coraz bardziej niebezpieczna. A człowiek nigdy nie umiał się delikatnie obchodzić ze swoimi zabawkami :>
Zupełnie się z Hoko nie zgadzam. Nie zgadzam się też z zakazem dopingu. Wiem, że to źle brzmi, bo “czystość sportu” itd. Ale tak naprawdę o jaką “czystość” tu chodzi? Rozumiem, że u podstaw zakazu dopingu (i sprzeciwu wobec “protezowania”) leży chęć zapewnienia wszystkim uczestnikom zawodów równych szans. Ale równości szans nie ma, o czym przekonują się nie tylko nasi piłkarze i jamajscy bobsleiści ale każdy sportowiec, na którego szkolenie nie ma odpowiednich finansów. Ucieczka w zakazy nie daje nic, poza wyścigiem kto lepszy - producenci dopingów, czy komisje sprawdzające. Zresztą samo istnienie list specyfików dozwolonych i niedozwolonych jest szemranym pomysłem, bo niby dlaczego jedne są dozwolone, a inne nie? Szkodliwość dla organizmu? Dźwiganie ciężarów też jest szkodliwe.
W sporcie chodzi o wyniki i jeśli wyniki te osiągaliby “sprotezowani” i naszpikowani chemią gladiatorzy to co z tego? W pewnym sensie sport zawodowy już i tak jest domeną takich gladiatorów i nikt chyba nie da głowy, że obecnie uznane rekordy świata nie zostały ustanowione “po prochach”.
Komerski: zgoda. Z tym że jeśli te ograniczenia usuniemy, to wrowadzamy pełną dowolność, a wtedy znika nawet ta odrobina “równości szans”. Dostajemy wówczas ogólną anarchię i w zasadzie można wtedy równie dobrze całkiem pominąć np. uczciwość sedziów, zalegalizować łapówkarstwo etc. To że pewnych przepisów nie daje się w 100% wyegzekwować, to nie powód, by zezwolic każdemu na robienie, co mu się podoba. Dyscyplina sportowa, jak i sport w całości to rodzaj konwencji - i istnienie zasad czy ograniczeń jest weń wpisane ex definitione.
PS: czy byłbyś też za dopuszczeniem do meczu piłki nożnej kibiców?
Ależ ja nie opowiadam się przeciwko zasadom. Co więcej - nie lubię też unowocześniania zasad (np jestem fanatycznym przeciwnikiem wprowadzania zmian w piłce nożnej - żadnego drugiego sędziego, czy powtórek na wideo) ale jeśli chodzi o doping?

Różnimy się chyba tym, że wg mnie nie ma nawet tej “odrobiny” równości, której bronisz. To pozór jest. Jestem za cyborgizacją!
P.S. Byłbym za organizacją “meczy” kibicom na specjalnych ringach w trakcie meczu głównego. Wyniki można by zliczać razem na zasadzie 10 lekko rannych - jeden gol.
To może ja zaproponuję trzy różne wersje tych samych dyscyplin.
Wersja “zdrowa” - w której nadrzędnym celem nie jest sama rywalizacja ale fizyczny i psychiczny rozwój człowieka. W tej wersji koncentrowano by się na:
1. Skrajnym oczyszczeniu sportu ze wszelkich “nieludzkich” dodatków.
2. Całościowy rozwój zawodnika poprzez uprawiany sport.
Praktyczna realizacja nastręczała by pewnych trudności, ale mam nawet kilka pomysłów jak można by to zrobić.
Wersja “tradycyjna” - czyli sport w obecnej korporacyjno-koncernowej wersji koncentrujący się na kultywacji tradycji i zostawiający pewną nadzieję zawodnikom, że nie umrą z przedawkowania środków chemicznych pod koniec kariery.
Wersja “no limits” utrzymująca jedynie charakter danej dyscypliny połączonej z brakiem ograniczeń w obszarze interwencji farmakologicznych czy technologicznych.
BTW Komerski, a jak przyjąłeś powiększenie bramki w piłce nożnej kilka lat temu?
dru’: hę? Przecież o ile wiem bramka od dawien dawna ma wymiary 8 jardów (7,32m) na 8 stóp (2,44m)…
Na bramkach to ja się akurat nie znam
(sport interesuje mnie od strony naukowej
)
- i jeszcze zabierają im pieniądze…
Jeśli idzie o zasady antydopingowe, są to zasady jak każde inne. Fakt, że bokser nie może mieć żelaznych rękawic, jest taką samą regułą jak to, że nie może mieć we krwi takich a takich substancji. Usuniecie czy to pierwszych , czy drugich zasad będzie prowadzić do anarchii. Notabene słyszałem, że jakichs tam kolarzy ostatnio hurtowo dyskwalifikują
Jakieś 10 lat temu a może i więcej przez prasę przetoczyła się dyskusja o zmianie rozmiarów bramki, z uwagi na zbyt małą ilość padających ówcześnie goli. (Takie było przynajmniej uzasadnienie.) Byłem przekonany, że w konsekwencji rzeczywiście bramki powiększono.
Jeszcze trzydziestki nie mam, a tu już skleroza i omamy.
Niemniej wydaje mi się że zmiany zasad są dowodem na to że dyscyplina żyje. Jeśli zmiany wprowadza się z uwagi na troskę o zdrowie graczy, w reakcji na rozwój ludzkiej wiedzy czy nawet po to aby poprawić widowiskowość gry to jak dla mnie jest to w porządku. Czyż nie o to w tym wszystkim chodzi, aby było zdrowo i pięknie?
No jasne! A co niektórym to tylko o rekordy chodzi…
i o pieniądze! Ale wracając do problemu Dru’ to nie każda zmiana idzie w tę stronę. Gdyby w piłce nożnej umożliwiono sędziom konsultacje z zapisem wideo, to (pomijając inne kłopoty) zginąłby piękny smak błędnych spalonych, świętych bramek zdobytych ręką, fauli, których nie było, niesłusznych kartek…a to sól tej gry…
Już Hegel pisał, że w grze wygrywa ten, kto najumiejętniej nagnie jej zasady.
Hegel wiedział, co mówi…
Ale z drugiej strony, jesli taka niesprawiedliwość przytrafi się “naszym”, to jest to mocno wnerwiające…
Teloch (jeśli tu zajrzysz): Twój antyspam sie na mnie uwziął i nie chce puszczać komentarzy (próbowałem rzy razy
)
Oho! Ledwie Hoko zadeklarował, że częściej będzie o polityce na blogu, a już zagłuszają…
Witam Was bardzo serdecznie!
Wreszcie odpocząłem od komputera,a tu tym razem taka ciekawa dyskusja. Ale ja najpierw z Komerskim. Dyskusja na te tematy trwa od 100 lat, a może i dłużej.Czy jednostka powinna mieć pełną swobodę działania, czy też państwo ma za tę jednostkę myśleć. Np. Zapinanie pasów. Jednostka ma sama zdecydować, czy powinno państwo. Pójście w zimie na Rysy. Pozwolić czy zakazać? Zezwolić na branie dopingu? Zauważ Komerski, że we wszystkich tych trzech przykładach podjęcie decyzji przez jednostkę może skończyć się jej śmiercią. I co? Państwo ma obowiązek ratowania tej jednostki, która podjęła taką a nie inną decyzję?
Hoko, a pro pos Twojego artykułu (ufffffff, jaki długi) - nie powinni go dopuszczać, ale sprawiedliwości i tak nie ma na tym świecie. Ja tam rasistą nie jestem, ale jak widzę w mistrzostwach Europy po biegu na 100 metrów na pudle trzech całkowicie czarnych, na dłuższych dystansach Kenijczyków i Etiopczyków (przepraszam - Duńczyków, Portugalczyków, Francuzów i Brytyjczyków), to mnie roznosi… z powodu nierówności szans. Oni są inaczej zbudowani. I co tu zrobić z poprawnością polityczną?
Hoko! A co będzie, jak będzie można wyczyniać cuda genetyczne, a Komerski na to pozwoli jako zwolennik wolności i w drużynie siatkówki wystąpi 7 zawodników trójręcznych, a laboratoria będą zastanawiały się, gdzie umieścić czwartą rękę. Jaką szansę w blokowaniu będzie miała drużyna normalna?
Serdecznie Was wszystkich pozdrawiam
Ja na szczęście ze sportów ekstremalnych to lubię tylko szachy.
Co Hegel w ich sprawie powiedział? Zalecał dokładanie do podgryzanych w trakcie partii przekąsek środków psychotropowych?
Ja Cię Komerski nawet z tą solą rozumiem, wiem jakie to emocje budzi, ale wg mnie:
Taka siatkówka - na lepsze jej zmiany wyszły - myślę.
jak sędzia omyli się na moją korzyść to przyjemność z sukcesu jest dużo mniejsza.
a gdy omyli się na korzyść przeciwnika to tylko się denerwuję i od razu nie chce mi się grać (lub oglądać).
Czy nie jest tak, że jak trzeba wzmacniać emocje wprowadzając omylnego sędziego to może po prostu od samego starcia drużyn wieje nudą? A wtedy może lepiej zmienić zasady gry?
Hoko - Twój komentarz został uratowany z odmętów zapomnienia spamkarmy :> nie mam pojęcia dlaczego Cię zjada - moja koleżanka ma podobny problem… postaram się wymyślić jakieś rozwiązanie. Do tego czasu będę się starał częściej sprawdzać antyspam :>
A wracając do tematu - przypomina mi się opowiadanie, którego autorem był chyba Lem. Chodziło mianowicie o mistrzostwa układu słonecznego. Z każdej planety przybył reprezentant w każdej ludzkiej dyscyplinie sportowej. I tak np. w sprincie wygrał mieszkaniec wenus, który zaraz po wystrzale zapowiadającym krótki bieg teleportował się na metę. Mniej więcej tak wyglądała każda potyczka człowieka z kosmitą :>
Zasady powinny się zmieniać, lecz stopniowo, łagodnie dopasowując się do sytuacji - np. tak jak w tenisie. Podczas meczu tylko 2 razy można poprosić o cyfrowe sprawdzenie poprawności uderzenia. Wynik reszty uderzeń jest oceniany przez sędziego.
A jeśli chodzi o odrębność fizyczną biegaczy urodzonych wysoko w Afryce - niech i zbierają te medale :> Mają lepszą predyspozycje - lecz to nie znaczy, że MUSZĄ wygrać. Nie różnią się przecież aż tak drastycznie od mieszkańców europy. Nie mają 3 nóg :> Jednak w przypadku gdy stanie się tak, że trudno będzie porównywać dwoje zawodników, bo jeden z nich będzie miał bioniczne ramię i oko z laserem to trzeba będzie się zastanowić czy nie stworzyć dla takich podrasowanych osobnej ligi :>
Torlin: w sprawie Etiopczyków i innych: są też dyscypliny, w których Czarni sobie nie radzą, więc myślę, że w sumie jakoś się to równoważy. Dla mnie z dopingiem jest ten przede wszystkim problem, że jeżeli ten proces uwolnimy, to wcześniej czy później będziemy mieć wolną amerykankę - we wszystich dyscyplinach. Lepiej więc tę nierówność zatrzymać na jakimś rozsądnym poziomie.
Dru: zastanawiam się, czy szachiści przechodzą badania antydopingowe… wie ktoś coś na ten temat?
Teloch: te osobne, “podrasowane” ligi pewnie powstaną - i wcale się nie zdziwię, jeśli ich punktem wyjścia będą dzisiejsze… zawody niepełnosprawnych.
Zgadzam się, że pierwszymi zawodnikami tuningowanej ligi będą niepełnosprawni zawodnicy, ponieważ jeszcze nie przekroczyliśmy bariery decydowania się na zastąpienie zdrowej kończyny sztuczną.
Poza tym, wszelkie dzisiejsze bioniczne wynalazki są testowane właśnie na ludziach, którzy chcą powrócić do względnej normalności funkcjonowania. A że nie ma nic bardziej wzruszającego od sportowca który po stracie nóg znowu może stanąć na podium, igrzyska będą musiały przejść małą rewolucję :>
Jestem, jestem (bo mnie wczoraj w Sieci nie było) i już mówię:
Torlin: To trochę nie tak - ja nie znam się co prawda na szkodliwości środków dopingowych, ale rozumiem, że przynajmniej część z nich nie jest nielegalna sama w sobie, a tylko zakazane jest ich używanie w sporcie? Chyba, że się mylę. Inne Twoje pytania są proste - na Rysy zimą? - jak ktoś chce i się nie boi - proszę bardzo. Pasy? Trzeba zapinać i to nie ze względu na siebie, a na innych. Wiele ofiar wypadków drogowych ginie od uderzenia ciałem (najczęściej głową) współpasażera.
Dru’ - Ale przecież przy każdym zestawie zasad będą zdarzać się nudne spotkania. To jednak trochę zależy od zawodników:) i przecież nie ma chyba żadnej potrzeby zmiany przepisów gry w piłkę?
Hoko - Co do szachów, to o ile wiem nie bada się zawodników na doping ale rygorystycznie przestrzega się ograniczania ich kontaktu ze światem podczas partii/turnieju - zresztą niedawno była afera na jakichś zawodach w Polsce - facet korzystał z komputera na turnieju. - Co do “zwykłego” dopingu, to mi się podoba pomysł różnych “lig” to trochę tak jak w sportach motorowych, gdzie jest podział na klasy ze względu na pojemność silników… Wg mnie proste.
Już to widzę ;> w boksie - waga piórkowa, średnia, ciężka, bioniczna.
Też podjąłbym decyzję negatywną. Paraolimpiada to paraolimpiada, a olimpiada to olimpiada. Każdy ma swoje miejsce! A doping mechaniczny jest tak samo nie fair jak biologiczny!
Komerski!
Problem poruszony przeze mnie pozostaje. Ile możemy zostawić jednostce, a ile ma decydować państwo. Załóżmy, że pasy dotyczą jedynie zapinającego (a nie innych), a doping jest szkodliwy. Możemy dodać papierosy.
I moim zdaniem mamy dwa wyjścia.
Pierwsze - jednostka decyduje - ale wtedy nie ma przeproś w momencie nieszczęścia. Jak jesteś poszkodowany (miałeś wypadek bez pasów, spadła na ciebie lawina, koksowałeś, paliłeś) - płacisz sam za siebie, chyba, że jesteś osobno ubezpieczony.
Drugie - decyduje państwo, każe zapinać pasy, zabrania nam Rysów w zimie i koksowania się - i karze za nieposłuszeństwo, ale za to wszystko mamy darmowe.
Problem ze zwolennikami indywidualizmu (jak JK-M) jest to, że nie biorą pod uwagę socjalistycznej twarzy polskiego społeczeństwa. Co z tego, że ofiara wypadku na własne życzenie nie zapinała pasów, a nie ma pieniędzy na leczenie. Szpital mówi won, sam tego chciałeś. Wyobrażasz sobie wrzask rodziny?
Niestety, państwo (w Polsce) musi to kontrolować.
Torlin - ale przecież nic nie jest za darmo jak piszesz w punkcie drugim. Płacimy podatki i obowiązkową składkę na zdrowie. To właśnie te pieniądze mają iść na leczenie tych “niemądrych” a my możemy się rozsądnie spodziewać, że za ich podatki i ubezpieczenie (i np. akcyzę za papierosy) kiedyś będą leczyć nas.
Komerski!
Masz rację, ale problem pozostaje. Teraz ogladałem “Fakty” o tym miasteczku z trąbą powietrzną. I to jest prawdziwy dylemat. Przyjechało PZU (bo tam większość była ubezpieczona) i mają wypłacić. Ale część się nie ubezpieczyła, to przyjechał premier, ci ludzie buuuuuuuuuu, no to nasz kaczor - ci, co nie byli ubezpieczeni dostaną pieniądze od państwa, aby mieli gdzie mieszkać. Nie uważasz, że ci, co się ubezpieczyli, mogą poczuć się wystrychnięci na dudka?
Torlin - i tak i nie. Kaczor ma (niestety) prawo tak zrobić i robi. Zresztą w obliczu wrześniowych wyborów żaden polski polityk nie zrobiłby inaczej. Pamiętajmy, co spotkało Cimoszewicza, który po powodzi powiedział “trzeba się było ubezpieczać”…
I to właśnie Komerski uważam za socjalistyczną twarz polskiego społeczeństwa. I tym się różnimy od Zachodu pod względem mentalnym.
Jeśli przepisy są zmieniane aby uatrakcyjnić grę to mogę mieć wątpliwości, ale jeśli wprowadza się je po to aby gra była bardziej uczciwa (np. 2. sędzia i kamery) to ja jestem jak najbardziej za.
Po co zostawiać miejsce na pomyłki sędziów. To budzi pewne emocje ale raczej negatywne.
No i jest przypadek siatkówki. Zmienili przepisy, widowisko podskoczyło na atrakcyjności, kibice i sponsorzy chętniej zaglądają na parkiet. W zasadzie wszyscy na tym skorzystali.
Dru!
Jest jednak wielka różnica pomiędzy siatkówką, piłką ręczną a futbolem. To jest inna skala. W tym wypadku jakakolwiek zmiana ma ogólnoświatowy charakter. Od dawna ludzie (przede wszystkim z agencji reklamowych) postulują o umożliwienie zdobywania większej ilości bramek i aby podzielić mecz co najmniej na 4 ćwiartki. Aby zawsze wygrywała drużyna lepsza. I nigdy już nie będzie wyników - zwycięstwo słabej drużuny na boisku mocnego przeciwnika 1:0.
Zmiany trzeba wprowadzać wolno i z namysłem - ze względu na potęgę problemu. Powtarzam - siatkówka to nie ta skala. Moim zdaniem np. likwidacja spalonego zabije dyscyplinę, ale np. wprowadzenie drugiego sędziego głównego to jest krok w odpowiednim kierunku.
Ależ Torlin, ja się z Tobą całkowicie zgadzam.
Ja tylko chcę przekonać Komerskiego, że jeśli istnieje możliwość poprawy sędziowania gry to należy z tego korzystać. W końcu po to są zasady aby obowiązywały.
Dru - Jeśliby to była “poprawa” to ja się zgadzam - boję cię tylko wylania dziecka z kąpielą. Według mnie obecne zasady piłki nożnej (o innych sportach się nie wypowiadam) są “najgorsze z możliwych, z tym, że wszystkie propozycje są jeszcze gorsze”.
Też mam kota, nawet dwa
Malotka: no to rybka jest w niebezpieczeństwie
chyba że to pirania, wtedy koty mogą być w opałach…
Komerski: ja bym proponował ustawienie w bramce dwóch bramkarzy… - widowiskowość powinna wzrosnąć… głównie ze względu na kontuzje powyższych…
Hoko: Dwóch bramkarzy w bramce tak! Ale tylko w naszej!
No nie wiem… jak skoczą naraz do piłki… pół biedy, jeśli któryś ją złapie, zanim się zderzą
Ale dość laby, przechodzimy do następnego wpisu…
Hej. Fajnie, że ktoś też zastanawia się nad tymi kwestiami poruszonymi w tym artykule.
Napisałem też artykuł na podobny temat: http://pilkarski.blox.pl/2007/12/Zagrozenia-stojace-przed-Pilka-Nozna.html
Ktoś nie śpi, aby spać mógł ktoś…
[…] już o tym wzmianka w komentarzach do wpisu o Oscarze Pistoriusie, ale technologia jak widać idzie do przodu i szachowy doping przybiera na sile. Doping czysto […]