Psychologia uśmiechu

Zajmowanie się czymś tak staroświeckim jak malarstwo teraz, na początku XXIw., może się wydawać ekstrawagancją, jednak ekstrawagancją byłoby raczej ignorowanie tak cennego źródła informacji.

Zadumałem się, trafiwszy na powyższe zdanie w Psychologii uśmiechu Piotra Szaroty. Gdybym to zdanie znalazł gdzieś wyrwane z kontekstu, pewnie bym zaraz zwymyślał od ostatnich, a tak mam pewne wątpliwości. Czy stwierdzenie to to celowa gra, puszczenie oka, pewna ekstrawagancja właśnie, czy też może wynik to czysto formalnego i przedmiotowego traktowania malarstwa, gdzie sztuka jest li tylko składnicą osobliwości, rezerwuarem bibelotów, których, kiedy nadarzy się okazja, można użyć na bieżące potrzeby, w tym przypadku na potrzeby psychologicznych dociekań? Czy może chodzi o to, że jest to ekstrawagancja tylko na gruncie psychologii, a gdzie indziej już niekoniecznie?

W końcu za "malarstwo" można w przytoczonym zdaniu podstawić muzykę czy literaturę dawniejszych epok - i sens przecie pozostanie ten sam, i znakomita większość czytelników przejdzie nad tym do porządku dziennego. Vermeer, Szekspir, Haendel to przecież czystej wody ekstrawagancja i poza paroma zramolałymi dziwakami nikt się tym dzisiaj nie zajmuje. Oczywiście nie licząc wszędobylskich naukowców, którzy czerpią z tego rezerwuaru pełnymi garściami, tak samo jak z onetowych blogasków. I nic nie mam do takiego czerpania, analiza zapisków nastolatki może być w psychologicznych dociekaniach ważniejsza niż tych parę uśmiechów ze starych płócien, chodzi mi jedynie o pewną symptomatyczność przytoczonego zdania, gdzie sztuka zostaje sprowadzona do osobliwości. Owo "jednak" zaczynające drugą część zdania, to już musztarda po obiedzie, symptomem jest samo wstępne przypuszczenie. Po tym akapicie następuje kilka dalszych, w których Szarota przytacza cytaty z prac kilku badaczy - czy to z dziedziny sztuki, czy psychologii - co wygląda niemalże na usprawiedliwienie tej ekstrawagancji, której się zaraz podejmie. Chyba że to tak wszystko dla picu, ażeby książka miała większą objętość...

Pewnie, że się czepiam, ale wciąż nie mam pewności, czy przytoczony cytat to słowna gra z czytelnikiem, czy głębsze przekonanie autora - który, co widać nie tylko w tej publikacji, w temacie sztuki orientuje się doskonale.

*

Kto zgadnie, jaki typ uśmiechu prezentuje postać w białym kitlu?

uśmiech

*
Annibale Carracci: Sklep mięsny

Komentarze: 34

1. foma » 03-11-2008 12:31

Dziś jakoś bardzo zgodny jestem i nie zgodzę się z hokowymi wątpliwościami...
Płótno jako forma wyrazu w dobie wielomegowych matryc aparatów fotograficznych i wielkoformatowych wydruków to jest ekstrawagancja. I to szczególnie płótno z uśmiechem, który mógłby stanowić przedmiot dociekań psychologa, a nie jakiś odpustowy landszafcik.

ps. facet w kitlu ma uśmiech nr 17b - "niezła sztuka mi się trafiła"...

2. zeen » 03-11-2008 13:39

Ja też dziś zgodny jestem i się nie zgodzę z Hoko...
Dyć na pierwszy rzut oka widać, że autor przywiązuje wagę do kulturowego dziedzictwa, jak nie przymierzając rzeźnik do mięsa...
A uśmiech ma raczej nr 17' g - : jeszcze nie wiedzą, że za chwilę rzucę mięsem"...

3. Ramzel » 03-11-2008 15:37

Na sztuce to ja się nie znam, a zapoznaję się z nią głównie poprzez obecność tutaj, więc w kwestii ekstrawagancji malarstwa wypowiem się milczeniem.

Ale ten uśmiech, to z pewnością 13,7ź - "No to se pogramy na organach".

4. Dora » 03-11-2008 16:28

Ja bym była za 17b - przecież on waży tę "sztukę" (w temacie sztuka a życie).
A Piotr Szarota, autor publikacji na tematy malarskie, raczej zagrał sobie z czytelnikiem... Zresztą wiem (był moim kolegą redakcyjnym), że ma poczucie humoru, dość specyficzne, ale jednak :-)

5. abnegat.ltd » 03-11-2008 17:19

Jako ten abnegat: to Onze broni malarstwa przed zapomnieniem wskazujac na wartosci poznawcze?
Sztuka to sztuka jest (na przyklad niezla sztuka 17b) - i sie obroni albo polegnie - ale nie na polu gnozy jeno wartosci estetycznych chyba (?).

Moze przy ogladaniu malowidel cos mi umyka.

A tak na marginesie: to jaka jest wartosc naukowa Slonecznikow? Porownamy zbiory z kwintala? Bociany posluza do okreslenia miejsc legowych a Hold Pruski do wyznaczenia trendow w golibrodztwie artystycznym.

Tez jestem zgodny i sie nie zgadzam.

PS. Ta matematyka mnie rozwala. 14 razy trzeba probowac zanim czlowiek posta opublikuje

6. zeen » 03-11-2008 17:52

A w ogóle to nie ma psychologii uśmiechu, tylko kotologia...

7. Bobik » 03-11-2008 17:53

Przepraszam, czy tu się wpuszcza dobrze wychowane psy, które nie gonią kotów?
Bo jak tak, to ja bym powiedział, że jest to rozmarzony uśmiech numer 1 - "czyż można sobie wyobrazić lepsze miejsce pracy niż sklep mięsny?"
I ja się z tym zgadzam!

8. komerski » 03-11-2008 18:00

To ten w białym się uśmiecha???

9. niewiem » 03-11-2008 21:52

to usmiech satysfakcjigodnejpolitowania,.Znam ten usmiech

10. Allla » 03-11-2008 23:41

Ten w białym ma aparacik na zębach i dlatego tak się cieszy.

11. Logos Amicus » 04-11-2008 05:19

Oooo... ja sobie wypraszam! Zajmuje się Szekspirem, uwielbiam Vermeera, słucham Haendla i nie uważam się za "zramolałego dziwaka"!
Skąd to?
Czyżby projekcja?

12. a cappella » 04-11-2008 08:09

W kontekście psychologii uśmiechu malarstwo jest drobnym, ciekawostkowym przyczynkiem. Badacz bierze pod uwagę (jak rozumiem - bo nie znam publikacji) zarówno uśmiechy i inne przejawy ukontentowania przedstawione w poszczególnych dziełach, jak i całą sytuację komunikacyjno-społeczną naszego ukontentowania wspomnieniem kontaktu ze sztuką, aktualnego otwarcia albumu czy oczekiwania na kolejną wizytę u Baranka Mistycznego w Gandawie.
Takie czynności wyzwalają (u nawykłych i wprawionych) charakterystyczny zespół reakcji enzymatyczno-hormonalnych (czy czego-tam ;-) ) i odruchy-grymasy mięśni. Ale równie dobrze powoduje je wspomnienie-przeżywanie-antycypacja wędrówki górskiej, spotkania w kawiarni z przyjaciółką-śmieszką albo sylwester w Rynku... nawet nieco pijacki i z towarzyszeniem za głośnej muzy...
Różni ludzie reagują uśmiechem i trwalszym stanem błogości na różne rzeczy. Ci sami ludzie potrzebują różnych wyzwalaczy uśmiechu w różnym czasie... czasem idiotyczna komedia slapstickowa rozśmieszy erudytę z wieży z kości słoniowej lepiej, niż wysublimowany przejaw twórczości komicznej.
Więc jest dokładnie tak, jak mówi pismo: sztuka wysoka jest i zawsze była ekstrawagancją. Ale ignorowanie jej danych i przesłań przez szeroko rozumianego antropologa byłoby błędem...

Weźmy przykład Ołtarza Mariackiego Stwosza. Rzeźbiarz tak realistycznie odwzorował pozujących mu modeli, że na patolog (historyk patologii) dostrzeże choroby, na jakie cierpieli. Skarbnica wiedzy się powiększa. Ale przecież nie na tyle, by na podstawie Stwoszowego opus vitae wysnuwać wnioski o wszystkich chorobach trapiących Krakowian w wiadomym przedziale czasowym Jesieni Średniowiecza.

13. Hoko » 04-11-2008 08:49

acappella,
No, z tymi reakcjami enzymatycznymi to nie tak prosto, bo enzymy działają z reguły z opóźnieniem, więc do bieżącego manifestowania emocji są mało przydatne. Ale to też działa w drugą stronę - "uśmiechowe" napięcie mięśni działa na mózg i samo z siebie wprowadza w dobry nastrój (byle wykonywany całą gębą albo prawą stroną ust, bo ten uśmieszek lewostronny jest drwiący i nastroju nam nie poprawia).

Komerski,
no pewnie, że się uśmiecha - zarówno ustami, jak i oczami; aczkolwiek jest to uśmiech bardzo subtelny...

Bobiku,
od czasu do czasu możesz nawet pogonić jakiegoś kota, trochę ruchu im nie zaszkodzi. A sklep mięsny... Komerski się pewnie zgodzi, ale Dora niekoniecznie... :lol:

abnegat,
wartość naukowa "Słoneczników" jest taka, że można odczytać z obrazu, jak w tamtych czasach słoneczniki plonowały... :cytt:
A z tą matematyką... - kombinacji jest ledwo17, więc za czternastym razem to chyba na chybił trafił :lol:

Dora,
ja Szarocie też poczucia humoru nie odmawiam - ale o czymś trzeba na tym blogu pisać...

No ale zgadujcie dalej, co to za typ uśmiechu...

14. foma » 04-11-2008 09:25

A to już wcześniej ktoś klepnął oficjalną wykładnię kitlowego uśmiechu?

15. Bobik » 04-11-2008 11:16

No to może jest to uśmiech nr. 9 - "500 skudów za freski?! Ten Farnese naprawdę zasłużył sobie na to, żeby go poćwiartować i sprzedać na kilogramy w taniej jatce!"

16. foma » 04-11-2008 11:32

Podkomisarz Jatki proszę w to nie mieszać...

17. Bobik » 04-11-2008 12:12

Ja myślałem, że podkomisarz Jatka się ceni...

18. PAK » 05-11-2008 10:39

Trochę mi kontekstu brakuje.

Wielce Szanowny Panie Hoko, czyżby rzeczywiście sugerował Pan, że w tak poważnej epoce, gdzie potrzeby uśmiechu obywateli realizuje się na skalę masową poprzez telewizję, czymś więcej niż dziwactwem jest rozpatrywanie jakiś tam historycznych zaszłości, przykładów zastosowań niedoskonałej technologii analogowo-olejnej?

Uśmiech 17ś -- "Ha, ha, starczy mi tego jeszcze na śmiechy z książki Szaroty o psyhologii uśmiechu..."

19. hortensja » 05-11-2008 15:28

Hoko,

a jaka jest nagroda za odgadnięcie?
Bo wydaje mi się, że ten facet uśmiecha się podobnie jak Mona Liza. :lol: :lol: :lol:

20. Dora » 05-11-2008 16:37

Czyli też byłby kotem? :rotl:

21. Bobik » 05-11-2008 17:21

Jak on jest kotem, to ja bym wolał w porę o tym wiedzieć, żeby ułożyć sobie z nim stosunki dyplomatyczne... :lol:

22. niewiem » 05-11-2008 21:43

w Twoim blogu jest cos lagodnego miekkiego i przyjaznego.To jest Twoj usmiech. Osoby, ktora poznala dobro i zlo i teraz moze byc poblazliwym obserwatorem.

23. wiem » 06-11-2008 09:47

to jest kotousmiech

24. dru' » 06-11-2008 12:59

Obraz wydaje się inspiracją dla bezkrwawych filmów disnejowskich. Wszędzie pełno świeżego mięsa, a pracownicy mają fartuszki czyściutkie, jakby świeżo wyprane w inteligentnym proszku.

Wniosek badawczy byłby taki, że w dawnych czasach zwierzęta nie posiadały krwi. Musi to być współczesny wynalazek.

A co to pytania głównego, to po oglądnięciu zbliżenia stwierdzam, iż nie jest to uśmiech, a jedynie grymas twarzy towarzyszący wykonywaniu precyzyjnej czynności. Ja w tym czasie wystawiam język, ale takowy rzeźnik z błąkającym się w kąciku ust językiem prezentował by się chyba tragicznie...

25. foma » 06-11-2008 15:56

Ale za to ozorki byłyby pierwsza klasa...

26. Bobik » 06-11-2008 18:28

No to jednak nie grymas, a uśmiech. Nie sposób się nie uśmiechać na myśl o ozorkach. Wszyscy moi kumple też tak twierdzą.

27. Dora » 06-11-2008 23:34

Na ozorek można jeszcze wystawić ozorek :-P

28. Hoko » 07-11-2008 07:27

niewiem,
dzięki , chociaż nie wiem, czy z tą pobłażliwą obserwacją czasem nie przesadzam :lol:

Hortensjo,
faktycznie, zdaje się, że dokonałaś Wielkiego Odkrycia - uśmiech Mony Lizy był wzorowany na kocie zapatrzonym w jakieś mięsiwo

29. hortensja » 07-11-2008 13:30

Hoko,

Ponieważ czulam, że dokonalam Wielkiego Odkrycia, dlatego skromnie zapytalam o nagrodę. :grin: :wink:

30. Bobik » 07-11-2008 14:11

Mogę służyć dowodem negatywnym na poparcie tezy Wielkiego Odkrycia. Uśmiech Mony Lizy nie był z pewnością wzorowany na psie zapatrzonym w mięsiwo, bo ten wyglądałby tak :hura:

31. mt7 » 07-11-2008 18:34

Malarstwo? A któż się dzisiaj takimi prymitywnymi sztukami zajmuje? Fe! I passé! :ziewa:
Trochę życia wniósł podobno Luc Tuymans, ale to taka ekshumacja nieboszczyka. Prawie jak fotoplastikon wobec filmu, że nie pociągnę dalej tej przygnębiającej wyliczanki.
Dobrze, że jestem starszą panią i niczego nie muszę, a zwłaszcza nadążać :cytt:
Chodź kotku :mru:

32. mt7 » 07-11-2008 18:47

"poza paroma zramolałymi dziwakami nikt się tym dzisiaj nie zajmuje"
Oj, to, to! Niech żyją ramolle! :hura: :oko:
Ależ ciężkie rachunki!

33. niewiem » 08-11-2008 09:52

jakos smiesznie a nie do smiechu

34. Komizm « przelotnie-pobieżnie-przejściowo » 19-11-2008 06:33

[...] swoją tezę-odpowiedź. Zaprezentowaną wcześniej u Hoko, gdzie dywagacje o (u)śmiechu trwały pod trzema wpisami … [...]

Dodaj komentarz

Name

Nick

Email

Strona www

Adres poczty

XHTML: You can use these tags: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <pre> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

b

* * *

obrazy
Komentowane

* * *