Podróż
Dziecku zapatrzonemu w mapy i ryciny
Ziemia zdaje się wielka jak jego pragnienia.
Ach, jakże w świetle lampy ten świat jest olbrzymi!
Jakże mały wydaje się w oczach wspomnienia!
![]()
Pewnego dnia ruszamy z rozpaloną głową,
Z sercem ciężkim od uraz i pożądliwości,
Ruszamy, by kołysać w rytmie fal miarowo
Własną swą nieskończoność na mórz skończoności.
Jedni z nas przed ojczyzną uchodzą zhańbioną,
Przed grozą swej kolebki. Są tacy szczęściarze,
Co nim w oczach jedynych na zawsze utoną,
Zdążą umknąć przed Cyrce o trującym czarze.
(…)
Lecz prawdziwi wędrowcy jadą od niechcenia,
Lekko niczym balony wznoszące się w niebo,
Posłuszni wyrokowi swego przeznaczenia,
Zawsze wołają: “W drogę!”, nie wiedząc, dlaczego.
![]()
(…)
Dziwaczne przeznaczenie, w którym cel ruchomy
Nie będąc nigdzie, może być tak samo wszędzie!
Gdzie człowiek o nadziei nigdy nie znużonej,
Aby znaleźć spoczynek, gna w szalonym pędzie.
Nasz duch to statek mknący do swych wysp Szczęśliwych.
Na mostku kapitańskim przestroga zabrzmiała,
Lecz z bocianiego gniazda woła głos żarliwy:
“Miłość… bogactwo… sława!” - A to naga skała!
Byle nędzna wysepka ujrzana z daleka
Marzycielowi zda się Ziemią Obiecaną!
Wyobraźnia ją swoim czarem przyobleka,
Lecz cóż - jedynie rafę znajduje się rano.
![]()
(…)
Mówcie, coście widzieli!
“Bezkresne odmęty
I piaski, i niezwykłe planety na niebie,
Lecz mimo nagłych zdarzeń i klęsk niepojętych
Częstośmy się nudzili, całkiem jak u siebie.
(…)
Najokazalsze miasta, świetne krajobrazy
Nigdy nie miały tego tajnego uroku,
Jaki traf nam z obłoków czyni po sto razy,
A pragnienie w nas zawsze budziło niepokój!”
![]()
(…)
I co jeszcze? Co jeszcze?
“Czegóż jeszcze trzeba?
Dobrze więc, za pamięci jedną rzecz wspomnijmy:
Spotykaliśmy wszędzie, daleko i blisko,
Od góry aż do dołu fatalnej drabiny
Nieśmiertelnego grzechu nudne widowisko.
Kobieta, niwolnica głupia, pełna pychy,
Bez granic zakochana w swym własnym uroku,
Mężczyzna, tyran chciwy, okrutny i lichy,
Niewolnik niewolnicy i strumień w rynsztoku.
Kat, co używa życia, jęcząca ofiara,
Uczty poprzyprawiane wonią krwi rozlanej,
Jad władzy, ta despotę nękająca kara,
I lud, w ogłupiającym bacie zakochany.”
![]()
(…)
Gorzką wiedzę wyciąga się z każdej podróży:
Świat mały, monotonny, nigdy się nie zmienia,
Jak lustro, co nasz własny obraz nam powtórzy:
To na pustyni nudy źródło przerażenia!
Jechać - czy zostać? Zostań, jeśli możesz.
Jak musisz - jedź. Ci biegną, tamci przerażeni,
Chcą się ukryć przed Czasem, co i tak ich zmoże!
Niestety! są wędrowcy nigdy nie znużeni,
![]()
(…)
O Śmierci, stary szyprze, odbijaj - dal woła!
Ten kraj nas nudzi. W drogę, do nowej przestrzeni!
Chociaż niebo i morze są czarne jak smoła,
Nasze serca - ty znasz je - są pełne promieni!
Twą krzepiącą truciznę wchłoniemy z ochotą!
Pragniemy - tak ten ogień rozpala nam głowę -
Paść w głąb otchłani - Piekła? Nieba? Mniejsza o to,
Byle znaleźć w Nieznanym coś, co będzie nowe!
*
Charles Baudelaire: Podróż (fragmenty). Przełożyła Maria Leśniewska.
Ilustracje: William Miller



“Gorzką wiedzę wyciąga się z każdej podróży:
Świat mały, monotonny, nigdy się nie zmienia,
Jak lustro, co nasz własny obraz nam powtórzy:”
Bardzo ciekawy i skłaniający do refleksji fragment
Pozdrawiam
Zenforest
zeen ten fragment raczej skłania do pozostania w domu ….
ja wolę ten:
“Lecz prawdziwi wędrowcy jadą od niechcenia,
Lekko niczym balony wznoszące się w niebo,
Posłuszni wyrokowi swego przeznaczenia,
Zawsze wołają: “W drogę!”, nie wiedząc, dlaczego”
Gdybym ja miał zacytować ‘ulubiony’ fragment, to bym całość skopoiował.

Dobre, naprawdę dobre.
Od siebie nie ma ucieczki - ani na Księżyc, ani do najdalszej galaktyki. Od Odysa przez romantyków po modernistów i dalej to się przewija…
Ale w poszukiwaniu lepszego, bogatszego, dzielniejszego siebie… - tu przemieszczanie się nieraz pomagało. Tylko nie zaszkodzi konieczność okazjonalnego zaciśnięcia zębów i zakasania rękawów (nawet dosłownie) - a cóż o tym wiedzieli ci Kordianowie i późniejsi melancholicy, piewcy nudy, wypalenia, etc.?…
Wiersz, owszem, ładny (znaczy - przekład)… Kaziu Przerwa-Tetmajer też by tak potrafił…
A ja to chyba jakaś infantylna jestem, bo najbliższe mi są dwa pierwsze wersy. No, w najgorszym wypadku te, które zacytowała Jolinek
Jolinek, to prawda że Twój bardziej optymistyczny

Ale w tym który ja wybrałam jest jakaś tajemnica i ja to sobie interpretuje nieco szerzej niż może nawet autor zamyślał
Mi z kolei to najbardziej do serca przemawia:
“Jedni z nas przed ojczyzną uchodzą zhańbioną,
Przed grozą swej kolebki. Są tacy szczęściarze,
Co nim w oczach jedynych na zawsze utoną,
Zdążą umknąć przed Cyrce o trującym czarze.”
Choć, gdyby mnie Zen nie był ubiegł, to pewnie wybrałbym jego fragment.
I żeby wbić nóż w łydkę agresywnemu optymizmowi
zacytuję jeszcze dwa inne z Mistrza:
“Zwierzętom najpodlejszym zazdroszczę więc losu,
Bo sen je w odrętwiałość bezmyślną spowija:
Tak z wrzeciona się wolno nić czasu odwija!”
“To właśnie Śmierć, o żalu, ludziom żyć pozwala’
To cel każdego życia, jedyna podpora,
Co jak eliksir dźwiga nas wzwyż i upaja
I daje nam odwagę kroczyć do wieczora.”
‘I żeby wbić nóż w łydkę agresywnemu optymizmowi…’
…optymiści muszą być realistami (najlepiej od wczesnych stadiów życia); pesymizm zaś (i cynizm) lubi rozczarowanych naiwniaków, różnej maści sentymentalistów, itp.

…a pogodny pesymizm?

“Świat mały, monotonny, nigdy się nie zmienia
Jak lustro, co nam własny nasz obraz powtórzy” -
lustro to może się i nie zmienia. Ale nasz obraz… Ha! Ha!
komerski - Zenforest, jak można wywnioskować z postu 21:44, to kobieta. A jak można sprawdzić pod nickiem, ZDECYDOWANIE nie jest to nasz przyjaciel zeen
a capella, Dora:
Właśnie! Pogodny pesymizm! Wiedza radosna! Roztańczona świadomość własnej skończoności! Słoneczny skok w nicość!
Ja wcale nie miałem na myśli postawy smerfa Marudy “Nie uuuuda się!”
A co do Zenforest, to mogę się jedynie tłumaczyć barbarzyńską porą, o której pisałem swój komentarz
Przepraszam koleżankę najserdeczniej!
A mnie się podoba fragment: ” A jak można sprawdzić pod nickiem, ZDECYDOWANIE nie jest to nasz przyjaciel zeen
”

o to ja też przepraszam koleżanko Zenforest bo myślałam, że to zeen sobie przybrał nowy nick ….. pozdrawiam
ja nie w najgorszym przypadku też wybrałabym dwa pierwsze wersy …. ten mój przytoczony był na potrzeby dialogu z Zenforest …
“A jak można sprawdzić pod nickiem, ZDECYDOWANIE nie jest to nasz przyjaciel zeen”
Aż taka różnica między nami … no nie wierze
A choćby drastyczna różnica płci…

Lustro nigdy tego samego naszego obrazu nie powtarza, gdyż zmieniamy się nieustannie. Obraz w lustrze jest zludzeniem.
Jak to ujął cytowany przez Diogenesa Laertiosa i niesłusznie zapomniany filozof Lustroklit “Nie przegląda się dwa razy w tym samym zwierciadle.”
No tak, znowu wszystkiemu winien zeen…
Komerski,
ja znam inną wersję: nie wdeptuje się dwa razy w to samo g… Nie pamiętasz czasem, jaki to filozof?
a cappella,
nadmierny optymizm tak samo potrafi maskować postrzeganie świata, jak i pesymizm - tyle że w drugą stronę. Najlepszy jest umiar. Ja osobiście preferuję sceptycyzm
@Gospodarz: Kto mówi o nadmiernym… ja tylko o realistycznym… albo jeszcze lepiej - o pragmatycznym (jeśli dopiero to zabrzmi komuś dostatecznie empirycznie, post-postmodernistycznie, dekonstrukcjonistycznie, itp…
)
Świat jest zbyt fajny by mnie miał zniszczyć: mechanizmami przyrodniczymi czy społecznymi, małością czy kompleksami konkretnych ludzików.
). Coś tam było o niepokonanym słońcu na dnie naszej egzystencji i jej rozpaczy… już nie pamiętam dokładnie…
Albo inaczej (za Camusem - Eseje) skoro nie wybieram ‘opcji out’ - jedynie logiczne jest życie pełnią (nie oczekując po niej za wiele… w zasadzie nie biorąc nic ‘for granted’
Kurcze, Basiu, o Camusie to musimy kiedyś pogadać, to moja młodzieńcza fascynacja
Ta pełnia to zdaje się u Camusa “absurd”
… to może ja się już zacznę przygotowywać do tej rozmowy (a cappella oddala się od kompa by się oddać procesowi wpadania w popłoch
)
Nie należy dwa razy żenić się z tą samą kobietą.
Hoko: Ależ oczywiście, że pamiętam. Radziecki uczony, akademik i neoheraklitejczyk efesko-petersburskiej szkoły, Konstantin Gawnow. Autor fundamentalnego dzieła “Mietił w woronu, popał w korowu”.
Ja się przez pół liceum wahałem - Camus czy Sartre. I chyba padł remis.
Nie cierpię Sartra… już sama osobowość odrzuca…
P.S. Gospodarz ‘Ta pełnia to zdaje się u Camusa “absurd”’ - szanuję filozofię C, ale nie na tyle, by nie zmodyfikować jego warsztatu pojęciowego - pełnia jest najzupełniej moja a ‘absurdu’ używam tylko w stylu Jasia Śmietany (’APSÓRT’ i pokrewne)
Nie ma co domraczniać mroków…
Sartre był paskudny typ, nie da się ukryć
- czysto filozoficznie mozna tu i ówdzie coś ciekawego u niego znaleźć, ale jego zaślepienie komunizmem jest raczej nie do darowania, zwłaszcza że wiele w tym zwykłej obłudy.
A absurd trzyma się dobrze, z egzysencjalizmu chyba właśnie Camus najbardziej się obronił, pewnie też dlatego, że był świetnym pisarzem. I jakie tam mroki…
Torlin,
ja to bym nawet powiedział, że nie należy raz żenić się z tą samą kobietą…
a capella, Hoko: Łatwo jest teraz odsądzać Sarte’a i jemu podobnych od czci i wiary, zwłaszcza z polskich pozycji. A kiedy tamci faceci (bo przecież nie tylko o Sartre’a tu chodzi) poznawali świat, jawiły im się najczęściej dwie opcje - albo się jest komunistą, albo faszystą. To raz. Dwa, że nie do końca rozumiem co w przeżywaniu fascynacji komunizmem jest do “darowania” bądź “nie darowania”. Trzy, że w przypadku ludzi pióra to, jaki ktoś był osobiście ma chyba niewielkie znaczenie. Chyba, że dla biografa moralizatora.
Hoko: Sartre się rzeczywiście bardziej postarzał, bo wdał się w bezsensowny i przyciężkawy żargon. To samo spotkało Husserla. Camus - masz rację - broni się najbardziej, bo był najlepszym z nich literatem.
Fakt, faktem, że Francja wydała ciekawszych filozofów, choćby takiego Althussera, Kojeve’a czy Foucaulta.
Komerski,
po wojnie to chyba juz te opcje im się tak nie jawiły, a przynajmniej nie było po temu powodów. Co więcej, Sartre wychwalał sowietów mając świadomość łagrów, prześladowań i całej reszty - to już nie fascynacja, ale zwykłe zaślepienie.
Komerski, to na pewno był Gawnow? Nie odpisał tego od Sedesa z Bakelitu?
No i Rousseau też nie grzeszył miłością do dzieci, a koniec końców pedagogiczny guru z niego wyszedł. Wychodzi, że trzeba albo pisać albo być miłym. Niemniej historia pamięta znacznie więcej pisarzy, niż miłych ludzi.
Sartre? Gorzej, był jeszcze na dodatek maoistą
Ja bym jeszcze do tego dodał, że zjadał dzieci
Bo tego, że w 1948 roku na wrocławskim światowym Kongresie Intelektualistów w Obronie Pokoju Aleksandr Fadiejew raczył był powiedzieć, że: “gdyby hieny potrafiły używać wiecznych piór, a szakale pisać na maszynie, to pisałyby jak Sartre” już nikt nie pamięta. Ani tego, ze pisał w Le Temps Modernes, iż “nie może być mowy o socjalizmie w kraju, w którym co dwudziesty obywatel jest w obozie”. Ani tego, że pisał, że stalinizm wysterylizował marksizm “bo nie można zamienić dialektyki w katechizm”. Ani, że potępił wkroczenie Rosjan na Węgry.
Owszem, pisał też rzeczy w stylu “W Związku Radzieckim panuje zupełna wolność wypowiedzi” jak również wiele innych kretynizmów, ale cały czas chodzi mi o to, że rzecz z nim nie jest tak prosta na jaką wygląda.
Takiemu na przykład burżujowi Russellowi nie przeszkadzały te kretynizmy Sartre’a wspólnie z nim działać przeciwko zbrodniom wojennym w Wietnamie.