Martwa natura z czaszką
Co takiego jest w obrazach Pietera Claesza, że niektórzy na ich widok grożą definitywnym zerwaniem znajomości? Pytanie istotne tym bardziej, że ongiś poważnie zastanawiałem się, czy by takiego obrazu z czaszką nie dać w nagłówku bloga - wszak widok taki, czerep, jakieś stare i nadgryzione zębem czasu księgi, dziwaczne instrumenta o zapomnianym już dziś przeznaczeniu, to wszystko jak raz pasowałoby do mrocznych nieraz, trupio ironicznych i podszytych egzystencjalną grozą tekstów, które co rusz przewijają się przez te strony…
*
Martwa natura, przemijanie, narkotyczne opary wijące się nad popołudniowym krajobrazem, cmentarne skrzeczenie żab, cień pająka tkającego śmiertelny całun, deliberacje nad zasuszonym okiem…
*
*
Jak wiadomo, ideałów nie ma. I niestety, mimo usilnych poszukiwań, nie znalazłem u Claesza żadnego obrazu z czaszką kota. Trudno powiedzieć, czy się nie zachowały, zlekceważone przez potomnych albo, wręcz przeciwnie, zniszczone z premedytacją przez strażników wartości, czy też holenderski artysta, świadom swoich ograniczonych w końcu możliwości, nie podjął tak wymagającej i wysublimowanej tematyki. Tak czy owak, kociego czerepu szukać u Claesza daremno. Zresztą inni malarze też owemu zadaniu nie podołali i kocie vanitas jest bez wątpienia obszarem zdecydowanie zaniedbanym - nawet w malarstwie współczesnym, które, jak wiadomo, bierze się za każdą niemal tematykę i szkielet, czyj by nie był, należy uznać w otoczeniu dzieł współczesnych za bardzo ładny. Świadczy to tylko o niezwykłej trudności kociego tematu, tak warsztatowej, jak i ideowej, filozoficznej i egzystencjalnej. Temat jest na tyle obszerny, że pewnie poświęcimy mu wkrótce osobną notę, teraz zaś jeszcze jeden obraz Pitera Claesza, jeszcze jedna czaszka - podsłuchująca przy użyciu kielicha, o czym też na tym padole blogowym gadają…


E, co za manipulacja. O żadnym zerwaniu znajomości mowy nie było. Czy my się spotykamy tylko na tym blogu? Na szczęście nie
A Claesz to był majster…
Memento mori…
Sądząc z wyglądu słuchacza, Gospodarz powinien zadbać jednak o treści….
Najważniejsze, żeby ani Gospodarz, ani nawet blog nie dołączył do martwej natury. O!
W razie czego przeprowadzi się badania genetyczne
Była taka retrospektywa tematu memento mori - w Tate Modern, 3 lata temu. I okazuje się, że najbardziej ekspresyjne (i ewokatywne) są nie czaszki, piszczele, całe szkielety, itp., ale pomysły typu sfilmowanie (przyśpieszone) procesu psucia się patery przepięknych owoców (w tamtym wypadku - brzoskwiń) gdy tuż obok leży sobie bezczelnie - i się nie zmienia - obrzydliwy, plastikowy długopis…
Bo z martwymi naturami jest w ogóle pewien problem. Są oczywiście takie, które zwyczajnie cieszą oko. Ale też takie, które wymagają wyciszenia. I to nie tak prostego — o ile można tu użyć tego słowa — jak w przeróżnych krajobrazach. To trochę niedzisiejsze. Może rzeczywiście czaszka kota ułatwiłaby nam dzisiaj odbiór? Bo ludzka czaszka jest zbyt ogranym rekwizytem — straszy z piszczelami na truciznach, pirackich flagach na antenach samochodów, ostrzeżeniach. Potem takiego Claesza można interpretować jako (kolejno): ostrzeżenie przed przepracowaniem, trującymi gazami, truciznami w płynie. I gdzie tu przesłanie?
Na ostatnim obrazie, z podsluchującą blogowiczów czaszką, czaszka ma wstawiane ząbki.
Czyżby znano w XVII w. taką metodę uzupelnienia ubytków w uzębieniu? 
Zawsze można spędzić chwilę w Photoshopie.
I tak, z “wszak widok taki, czerep, jakieś stare i nadgryzione zębem czasu księgi, dziwaczne instrumenta o zapomnianym już dziś przeznaczeniu” zostaje “wszak widok taki, [piiip], jakieś stare i nadgryzione zębem czasu księgi, dziwaczne instrumenta o zapomnianym już dziś przeznaczeniu”
A czaszka kota zapewne sprawiłaby, że Hoko by przestał tutaj przychodzić. A wtedy co z mrocznymi nieraz, trupio ironicznymi i podszytymi egzystencjalną grozą tekstami?
No, gadać gadać, bo czaszka się nudzi…
a cappella, procesu psucia padliny w zaawansowanym stadium to nawet przspieszać nie trzeba, samo z siebie robi wrażenie…
PAK, właśnie - na trutce na myszy trupia czaszka - ludzka. A powinna być chyba kocia… A swoją drogą, jakby tak na rozmaitych truciznach malowano reprodukcje Claesza, to ja bym nie miał nic przeciwko…
Hortensjo, ta czaszka to pewno jakiś dawny taekwondzista - oni tak miewają z ząbkami…
Hoko, no ale co tu gadać?
Blog jaki jest, każdy widzi…. Czaszki - jak zauważył PAK - zgrane do bólu - nawet sam mam taki autoportret… Ja bym poprosił o jakiś wypis z Joyce’a
Może to mnie zmotywuje do napisania wreszcie czegoś u siebie… 
Ten pierwszy obraz to taki specyficzny autoportret.
A przesłanie jest optymistyczne: Zapracowany człowiek (malarz) ma bałagan w mieszkaniu.
Hoko, a gdzież ty jesteś trupio ironiczny? Tyle u ciebie radości z życia na blogu!
Ja nie jestem trupio ironiczny?? Ja nie jestem???! Oooo… no to, Dru, kliknij dużą literkę “T” w menu pod topem…
Hoko, na trutce na myszy kocia czaszka? Chyba raczej mysia?
Hoko… U mnie to T nie działa… Wywala tylko obrazek i już
Jakie menu pod topem? Jakie T?
Ramzel - no dlaczego mysia, przecież chodzi o to, żeby myszy ją jadły 
Jakie menu pod topem? No… ten tego… “T” jak trup… tylko trzeba stronę odświeżyć

Komerski, już powinno działać, zapomniałem zmienić adres obrazka, a u mnie ładowało się z localhosta, więc było ok
Dora - tak czy owak, kocioczaszki też tam nie powinno być, skoro myszy mają to jeść. Może więc ser?
czym wiec sa dobra doczesne wobec przemijania.
ciekawe czy ktos wspolczesnie pokusi sie o namalowanie podobnej martwej, gdzie zamiast papierowego notesu, pojawilby sie laptop…
Nieeeee!!!
Kilka dni temu przeżywałem etap ‘martwego internetu’ i było szalenie ciężko! A teraz jeszcze ‘martwy laptop’? O nie! To zbyt straszne!
Ja protestuję!
No pstryczek jest, ale do samego początku rozkładu blogu
jednak nie odsyła…
Fajna sprawa z tymi T t - i wilk cały i owca syta. Ale wydają mi się te obrazy nadal jakoś nienaturalnie rozciągnięte.
Teloch,
Bo są rozciągnięte - oryginalnie “podługowatych” jest raczej mało, więc musiałem je dostosować
pajeczaki,
dobry pomysł, najlepiej laptop z bluescreenem
Czy duża czcionka lepsza? Bo może na stałe bym powiększył.
I Ty Brutusie!?
Podoba mi się ten kroczący konserwatyzm…
Mi się podobało poprzednio…
Gdzie jest to T?
Mam wakacje i na nic nie mam czasu…
dru’ wciąż masz wakacje?
to nieprzyzwoicie dłuuuugo…
T jest teraz w menu Blog.
Ale działa tylko w jedną stronę… Hoko, dzięki za taaaakie docenienie mojej intuicji
foma, dzięki za uprzedzenie
Pobudka
Jaka pobódka. Zamarło wszystko…
No to dobranoc
Śpij aniele mój…
…dobranoc
Foma, teraz to mam wakacje z przymusu. Chciałbym wreszcie odpocząć w pracy.
Tblog robi wrażenie…
A gdzież to nasz Hokok?

Zamarł z wrażenia…
Bajka o Martwej naTurze.
Jednonogiej Martwej na Turze
Ja wpadłem do kota…
A kota nie ma… myszy harcują…
Foma, Martwa nie jest jednonoga, tylko siedzi okrakiem.
Hoko wracaj do nas! musze Ci sie przyznac, ze im czesciej tu zagladam, tym bardziej mi sie podoba nowy wystroj
Trzeba jakoś zracjonalizować sobie własne postępowanie…
A cóż innego robić foma, kiedy blog jest taki jak go sobie Hoko wymyśli…
Każdy ma takiego Hoko na jakiego zasłużył. Mój na przykład teraz śpi, a wczoraj zaliczył skok przez okno z pierwszego piętra. 
Dru - Czyżby trenował przed sezonem skoków? Ile metrów? Jakie noty?
Metrów było z osiem. Noty były dwie:
(1): “Ty sierściuchu skończony…”
(2): “Dzięki Bogu! Żyjesz! Jak się kiedyś połamiesz to nie licz, że zapłacimy za składanie ciebie.”
A czy nasz Hoko żyje?
Hoko żyje, ale internet zdechł
I nie wiem, kiedy go wskrzeszą, bo się wszystko porozjeżdżało. Zagladam z miejsca publicznego, żeby sprawdzić, czy mi kto w międzyczasie bloga nie podprowadził…
Teraz to pilnuje, a jeszcze niedawno sprzedawać chciał. Za pieniądze!
Cha! Jeszcze nie tak dawno przeżywałem to samo! Nawet już o tym wspominałem. Pisałem też u siebie o dwóch sposobach na poradzenie sobie z ‘martwym internetem’. Czyżbyś Gospodarzu akurat na te notki nie trafił, czy też je zbagatelizowałeś, śmiejąc się pod nosem, że Ciebie to nie spotka?
Hoko (na szczęście) żyje, ale co to za życie bez sieci
Nie chciejcie tego doświadczyć.
Żadna to przyjemność.
To jest jakieś życie po sieci?
E tam, żyłam w weekend trzy dni bez sieci, a niedawno tydzień - i da się
Życie po sieci - w konserwach albo mrożonych paluszkach, prosto na patelnię…
Życie bez sieci?
Dla rybaka emerytura…
Życie w sieci - między nami szprotkami…
Życie bez sieci - da się wytrzymać. Życie bez Hoko w sieci - a, to już dużo trudniej
Bo Hoko to gruba ryba…
Spoko, już działa
Przynajmniej do kolejnej burzy…
Ramzel,
czytałem o Twoich sposobach, ale ja w swoim komputerze nawet modemu nie mam (a jak go dokupić, skoro nie mam internetu?), do tego musiałbym prowadzić multum kabla. W sumie da się wytrzymać, a i oczy trochę odpoczęły o monitora
Praktycznie wszystkie telefony komórkowe są wyposażone w modem.
No i może warto zainteresować się jakimś monitorem LCD? Mniej prądu pobiera i mniej oczom szkodzi. Podwójna oszczędność. 
Hi hi… jako wolny człowiek nie posiadam telefonu komórkowego…
A co do LCD… właśnie trochę popatrzyłem na te wynalazki i jesli idzie o te tańsze to jakość obrazu jest sto lat za moim CRT z allegro. W większości wypadków trzeba mieć do tego mocne światło za plecami, bo się nie da patrzeć - po oczach dają jeszcze bardziej. A pobór prądu - zobacz sobie w instrukcji, te lampy całkiem nieźle ciągną
chyba wkońcu się zabiję:płacz:
:autorytet:życie jest ważniejsze niż śmiec:autorytet: