Made in Asia
Słonko grzało, muchy bzykały, a myśmy sobie siedzieli na ławce. Kolega przeglądał gazetę. Na jednej ze stron było duże zdjęcie: młoda Japonka, czarnowłosa, z grzywką z przedziałkiem, skośnooka, anemiczna - jak to Japonka. Trzymała w objęciach pieska, jakiegoś kundlowatego mieszańca: biało brązowy, z klapniętym uchem i robieganymi ślepiami, oblizywał się ukradkiem - jak to pies. Kolega zatrzymał spojrzenie na zdjęciu i dłuższą chwilę deliberował, marszcząc brwi i skrobiąc się trzymanym w wolnej ręce długopisem po czole. W końcu pokazał mi ilustrację i wyraźnie skonfundowany bąknął:
-Popatrz: Japonka, a pies normalny…
I pewnie nic szczególnego by z tego nie wynkło, gdybym sobie owego zdarzenia nie wspomniał wieczorem, a właściwie nocą już, położywszy się do łóżka. Tknęła mnie bowiem nagła wątpliwość: a koty?! A nuż w Wiśniowo Kwitnącym Kraju są inne… Oglądając rozmaite malowidła widywałem niejednokrotnie te zwierzaki, czasem rzeczywiście przedstawiane inaczej, jednak zawsze zrzucałem tę innośc na karb tamtejszego, warunkowanego kulturowo, że się tak wyrażę - modelunku. I tak sobie, leżąc w łóżku, tłumaczyłem. Lecz iskierka wątpliwości nie chciała zgasnąć i po nieskutecznym wypróbowaniu kilku “zasypiających” pozycji skonstatowałem, że trzeba to jednak sprawdzić…
Zwlokłem się więc z łózka (a było już po północy), włączyłem komputer i rozpocząłem poszukiwania. Okazało się, że w sumie miałem rację i mogłem spać spokojnie. Na zdjęciach “japończyki” wyglądają całkiem zwyczajnie, co prawda niektóre są bez ogonów, ale i tak bezproblemowo mieszczą się w akceptowalnym paradygmacie czy archetypie “kota”; i tak jak i u nas, można odnaleźć rozmaite “niby gatunki”, kolorowe, kudłate, etc. Ale co sobie pooglądałem, to już moje, zaś poniżej mały wycinek tej eksploracji, nie zdjęć wprawdzie, lecz rysunków (bo nazwać je obrazami byłoby chyba nadto) i nie japońskich, a, zdaje się, chińskich, ale to w końcu żadna różnica, bo, parafrazując Torlina, kazda okazja jest dobra, by pokazać kota…





Jedynymi kotami odbiegającymi od normy są te poniżej…

*
Obrazki pochodzą ze strony www.orientaloutpost.com/asian-kitten-art - i jest ich tam znacznie więcej.



I tu Torlina popieram całym swym jestestwem: każda okazja dobra, by pokazać gołego kota
Gołego królika, jak widać, też
Ale te koty mają jakieś inne figury. I niebieskie oczy, jak syjamy, choć syjamami nie są…
Ostatnio myślę czy by nie zaprosić do domu jednego takiego…
to sie dru przygotuj na “mały” nieporzadek w domu
A mnie znowu przyciągnęło do blogu Hoko, bo rzuciłem pierwszy spojrz na stronę i zobaczyłem słowa “bzykanie” i “Japonki”. Przy drugim zorientowałem się, że to chodzi o koty. W trzecim zacząłem się zastanawiać, jak Ty szukasz na chińskich albo japońskich stronach?
brodaty dru’
dwunożny?….
Dru: jednego?? Ty nie myśl, tylko bierz od razu pięć!
Dora: nebieskie oczy to chyba taka licentia poetica. W ogóle te koty są specyfificznie wymodelowane, ale całkiem milusie - ten pierwszy ma super uszy, a i ogon też niczego sobie; taki koci samuraj
Torlin: szukam w google po angielsku, czasem zdarzy się, że wyskoczy strona z jakimś tamtejszym “pismem” (strasznie długo się wtedy ściąga), ale Azjaci z reguły dają choćby jakś notkę dla normalnych ludzi…
Nadal nie mogę się do kotów przekonać. Są takie… nieludzkie.
Ja tam bym tego za wadę nie uważał
Ja się ciągle waham. Może zostawię sprawę kotom, będą chciały to same przyjdą…
Komerski, całkiem źle podchodzisz do sprawy: koty mają być kocie, a nie ludzkie, na tym polega ich urok
Dru, życie bez kota nic nie warte…
Zeen: Punkt dla ciebie - choć ja się lubię męczyć
Hoko - To już wolałbym hodować coś nieludzkiego w terrarium - przynajmniej nie musiałbym siatkować okien
Najlepiej mieć i psa i kota, które się lubią - tak jak ja.
To może jakiś post o zaletach posiadania kota, bo ja ciągle mam wątpliwości.
:* :)<3
=^-^= ?
brodaty dru’,
kot ma same zalety, a bardzo niewiele wad. Jedną z największych zalet jest jego niezależność.
Hortensjo, następny wpis (Lekcja geografii) powstał właśnie w reakcji na te obiekcje dru