Lekcja geografii
Doprawdy nie przypuszczałem, że kiedykolwiek przyjdzie mi na to, bym miał wykładać komu korzyści wynikające z faktu posiadania kota. Kwestie te wydawały mi się bowiem zawsze tak jasne, oczywiste i rudymentarne, że wiedzę o nich uważałem za powszechną i ugruntowaną. Jednakowoż, jak widać, niezbadane są wyroki Pańskie i oto okazało się, że na moim własnym blogu przyjmuję delikwentów w tym obszarze nieuświadomionych i potrzebujących objaśnień. Ten wpis będzie więc takim objaśnieniem, swoistą egzegezą i apologetyką kota - tak zwierzęcia, jak i zjawiska: metafizycznego, społecznego, kulturowego. I żywię głęboką nadzieję (a i, nie ukrywam, przekonanie), że po lekturze tych zapisków nikomu już na myśll nie przyjdą żadne wątpliwości i sprawy owe staną się dla każdego tak oczywiste, że zanim o kocie zdąży pomyśleć, będzie ich miał już, jako się rzekło, pięć.
Ilość korzyści wynikających z posiadania kota jest olbrzymia i gdybym zechciał je wymienić tutaj jak należy po kolei, to pewnie i noc świętojańska by nas na tym wyliczaniu zastała. Z tego też powodu jestem zmuszony ograniczyć mój wykład do niezbędnego minimum i poprzestać na kwestiach absolutnie pryncypialnych i najistotniejszych. A jednocześnie starał się będę wybierać te aspekty problematyki, które powinny być zrozumiałe dla każdego, bez względu na wiek, płeć, wykształcenie, światopogląd i rasę.
Zacznijmy więc od tego, że posiadanie kota sprzyja zdrowiu psychicznemu jego właściciela. Z badań psychologicznych wynika jednozncznie, że już samo patrzenie na kota uspokaja nas i odpręża. Równie zbawienny wpływ na naszą psychikę ma wsłuchiwanie się w kocie mruczenie, będące niczym innym jak swoistą mantrą, medytacją, asemiotyczną modlitwą. Również głaskanie, przytulanie i tarmoszenie kota wpływa bardzo korzystnie na samopoczucie - tak własciciela, jak i kota - i nie tylko pozwala zapomnieć o troskach dnia codziennego, lecz wywołuje również skutki długofalowe, wpływając pozytywnie na nasze procesy mózgowe.
Osobiste kontakty z kotem oddziałują również korzystnie na nasze zdrowie fizyczne: nie od dziś wiadomo, że nic tak nie uśmierza łamania w kościach jak kot siedzący na kolanach. Ostatnio mówi się również, że to antyreumatyczne działanie ma także charakter prewencyjny i zapobiegawczy, toteż sadzanie kota na kolanach zalecane jest też osobom, które reumatyzmu jeszcze nie mają. (Niektórzy twierdzą co prawda, iż na reumatyzm najlepsza jest skórka z kota, jednak naszym zdaniem pogląd taki należy włożyć miedzy ludowe bajania.) Koty bardzo dobrze sprawdzają się także w roli osłon antyradiacyjnych i posadzenie kota przed monitorem lub komputerem zabezpiecza nas w znacznej mierze przed szkodliwym promieniowaniem; co więcej, koty bardzo takie miejsca lubią i częstokroć wybierają je spontanicznie na miejsce drzemki.
Kot w domu sprzyja też rozwojowi osobowościowemu dziecka - tak samo zresztą jak i inne zwierzęta, choćby pies, jednak nie da się ukryć, że kot jest w tym aspekcie zwierzęciem szczególnym. Co by nie powiedzieć, pies to konformista i lizus, tymczasem każdy kot to niepowtarzalny indywidualista, żadną miarą nie pobłażający tanim gustom i zapatrywaniom, partner wyjmagający i niezależny. Kot nie da się wciągnąć w jakiekolwiek układy! A jeśli nawet zdarzy się, że pójdzie na kompromis, będzie to kompromis tymczasowy i bieżący - gdy już swoje zje, znowu zacznie udawać, że nas nie zna (dlatego, dla własnego dobra, kota powinniśmy karmić małymi porcjami).
Obcowanie z kotem rozbudza także nasze zdolności intelektualne, ba, niejednokrotnie możemy dzięki niemu odkryć nasze uśpione talenta naukowe. Przekonał się o tym kolega Komerski, obliczając z niezwykłą precyzją ilość atomów w kocie, mimo że, jak twierdził, fizyka i matematyka nigdy nie były jego mocną stroną. A przecież wyczynu tego dokonał pod natchnieniem kota poniekąd wirtualnego, jako że swojego osobistego, o zgrozo, nie posiada. Więc jakaż naukowa fantazja może nas ponieść, gdy z obiektem eksperymentu będziemy mieć do czynienia bezpośrednio i na co dzień! (Wszystkim zainteresowanym polecam np. obliczenie pola powierzchni głaskania kota; zadanie będzie zapewne trudniejsze niż poprzednie, gdyż chyba nie obejdzie się bez użycia całek, ale przecież chcieć to móc.) O własnych eksperymentach na tym polu pisałem już - i pewnie bedę do tematu wracał nie raz, bom eksperymentator i zapamiętały, i żądny sławy i uznania.
Na kotach eksperymentowali zresztą najwięksi luminarze nauki. Najbardziej znanym prykładem jest chyba Erwin Schrodinger, który użył kota do zobrazowania paradoksów wynkających z ówczesnej interpretacji mechaniki kwantowej (tzw. paradoks kota Schrodingera). Wiele wskazuje na to, że kot nie był tu bynajmniej jedynie modelem, lecz ważnym czynnikiem inspirującym: to właśnie kocia nieodgadnioność sprowokowała austriackiego naukowca do konstruowania myślowych eksperymentów. Choć jeszcze wcześniej pisał o tych sprawach w swoim “kocim” wierszu Rainer Maria Rilke: Widmo jeszcze w przestrzeni się mieści… (…) wszystkie, co go spotakły, spojrzenia wydaje się na sobie utajać… Do mechaniki kwantów od tego już tylko krok. Z kolei Max Planck obserwując swojego czarnego mruczka rozwiązał problem tzw. katastrofy w nadfiolecie, będącej wynikiem błędnego pojmowania ciała doskonale czarnego. Natomiast w psychologii z inspiracji postacią kota zrodziła sie idea Gestalt. Zaś ostatnie tajne eksperymenty rosyjskie z użyciem kotów omówiłem we wpisie Splątane koty.
Osobę Rilkego przywołaliśmy nie bez powodów, albowiem obecność kota doskonale wpływa na rozbudzenie zdolności twórczych i artystycznych. Kimże byłby Baudelaire, gdyby nie jego stałe obcowanie z tymi zwierzętami? Trzeciorzędnym poeciną z przedmieść. Kim byłby T. S. Eliot, gdyby nie jego Wiersze o kotach (The Old Possum’s Book of Practical Cats)? Jałowym i przyziemnym ponurakiem. Kot jest zwierzęciem najczęściej występującym w sztuce i to w rolach pierwszoplanowych - wspomnieć choćby Bułhakowskiego Behemota czy też kota z miedziorytu Durera, gdzie zwierzę to symbolizuje postać Najwyższego. Nie jest też tajemnicą, że Bach komponował fugi właśnie przyglądając się swojej kotce - kotce o imieniu Fuga. I stąd też wziął się tytuł jednego z najgenialniejszych cykli muzycznych w hstorii, Kunst der Fuge, co znaczy właśnie Sztuka Fugi - gdyż wszystkie te kontrapunkty to nic innego jak tylko muzyczne, dźwiękowe relacje z przechadzek, pomruków i przeciągania się burej kotki wielkiego Jana Sebastiana.
I wreszcie - last but not least - czymże byłby bez kota Uśmiech? Pustym grymasem jeno i błąkającym się skrzywieniem ust. Dopiero kot nadaje temu pojęciu - co doskonale wyłożył pan Lewis Carroll - ten głęboki, przemawiający do każdego metafizyczny sens. Bo kot to czysta forma, jak i czysta i nieskażona esencja, to połączenie abstrakcji z cielesnością, nieuchwytna, choć przecie tak doskonale zmaterializowana Idea. Ale dość, książkę by o tym napisać.
Oczywiście zdajemy sobie sprawę z faktu, że istnieje grupa ludzi na koty uczulonych. Możemy im tylko serdecznie współczuć, jako że jest to bez wątpienia jedna z największych i najboleśniejszych tragedii - w przypadku takim nie tylko że maleją znacząco nasze szanse na zachowanie zdrowia psychicznego i niepopadnięcie w reumatyzm, to jeszcze jesteśmy pozbawieni tych niezliczonych drobnych przyjemności i rozkoszy, które wiążą się z posiadniem kota, a o których, ze wspomianych wcześniej wzgledów obiektywnych, wspomnieć tutaj nie sposób. Jednak i dla owych nieszczęśników rysuje się nadzieja, pojawiło się światełko w tunelu. A to dzięki naszym niezawodnym naukowcom, którzy, świadomi skali i dolegliwości problemu, wyhodowali już, poprzez odpowiednie genetyczne modyfikacje, koty nieuczulające. Obecnie są one jeszcze dość kosztowne, jednak z czasem cena ich zapewne spadnie na tyle, że będzie mógł sobie na nie pozwolić dosłownie każdy. I wedy wreszcie stanie się zadość słowom wieszcza, który już dwa wieki temu głosił kocie zalety tymi oto słowami: “Kot w każdej zagrodzie, w każdym domu, w każdym łóżku, na każdej półce i przy każdej misce”.
Na zakończenie tego, bardzo skrótowego, omówienia kocich zalet, oddajmy głos wspominanemu już Baudelaire’owi (przełożył Czesław Jastrzębiec-Kozłowski).
Kot
I
Po moim mózgu się przechadza,
By w domu własnym, kot dorodny,
Ogromny, silny i łagodny.
Mruczeniem nic mi nie przeszkadza,
Bo głos dyskretny ma i miękki,
Lecz bądź łaszący się, bądź gniewny,
Ten głos głęboki jest i pewny:
W tym jego sekret oraz wdzięki.
Ten głos, skąd perły zda się płyną
Aż gdzieś na głębie me najszczersze,
Przepełnia mnie jak huczne wiersze
I rozwesela mnie jak wino.
Wszystkie zawiera on ekstazy
I wszystkie koi mi boleści;
A do najdłuższej opowieści
Nie są potrzebne mu wyrazy.
Nie, żaden smyczek nie rozkrwawi
Tych skrzypiec, co są sercem mojem
I swym dźwięczącym niepokojem
W takie wibracje go nie wprawi
Jak głos twój, zwierzę nieśmiertelne,
Kocie zasobny w dziwów wiele
I w którym wszystko, jak w aniele,
Jest harmonijne i subtelne!
II
A jego futro biało-bure
Tak tęgą wonią tchnie z gęstwiny,
Żem się odurzył raz jedyny
Gładząc puszystą jego skórę.
To duch domowy w mej komorze;
Niby władyka w swym królestwie,
Sądzi i włada w mym jestestwie;
Może jest wieszczem, bogiem może?
Jak za magnesem się kolebie
Igła busoli, tak me oczy
Zdążają za nim, gdzie bądź kroczy.
I gdy w samego zajrzę siebie,
Widzę, zdumiony, że w tym ciemnie
Para się kocich źrenic pali -
Na kształt żyjących dwóch opali,
Co przenkliwie patrzą we mnie.



Toż to czysta demagogia i żywy populizm!
Już dzwonię do pani, która ma rasowego dachowca do oddania. Rozumiem że rodowód nie ma wpływu na karierę naukową i rozwój osobisty właściciela.
Hoko,
kłaniam się nisko łysiną do ziemi
A te biedne bezkotowce niech żyją swoim egoizmem, więcej kotów dla nas!
“Niepodległy niczemu kot nie przejmie naszych przypadłości, nie upodobni się, zachowa tożsamość, a zachwyt dla jego doskonałości będzie jak katharsis. Po paru latach, jakie od dnia stworzenia przeszły, dziś już jasno widać, że Panu Bogu poza kotami nic się do końca nie udało.”
Jerzy Pilch
Raz zdarzyło mu się zwątpić i wyznał, że przeraziła go myśl, iż pod doskonałą powłoką nie kryje się doskonała filozofia i osobowość tylko doskonała pustka.
Odrzucił zaraz tą herezję, więc jest mu wybaczone.
A ja cały czas uważam, że takie pióro to w służbie Rewolucji robić powinno, a nie sierściuchom się wysługiwać
Kocia rewolucja?
Jestem za!
Dru: dachowce są najlepsze, szczególnie bure, to jest właśnie kwintesencja “kociości”
mt7: filozoficzne i metafizyczne własności kota to temat bardzo szeroki (właściwie trudno by znaleźć filozofa, który by nie miał kota…) A “doskonała pustka” jest właśnie apogeum doskonałości w filozofiach dalekowschodnich, więc nigdy nic nie wiadomo
Napoleon, Komerski, zeen: coś czuję, że chcecie mnie wpuścić w kampanię wyborczą… - nie ma głupich
Hoko!
A ja Ci odpowiem na serio. Po pierwsze taki sam panegiryk można napisać na temat psa. Po drugie - ja mam prawo się wypowiadać, bo w zenicie miałem nie tylko trzy psy, ale i pięć kotów. Teraz mam jednego psa i jednego kota.
To wszystko prawda, co piszesz na temat kotów. Ja przed zamieszkaniem - można powiedzieć - na wsi (mimo że jest to Warszawa) nie lubiłem kotów, teraz je bardzo lubię. Ale nie napiszę “Uwielbiam”, bo jest jedna sprawa, która mnie wyprowadza z równowagi. To jest absolutne się niesłuchanie. Psu powiem “Nie wchodź” i pies nie wejdzie. Kotu to ja mogę i drukowanymi literami i też wejdzie. Jak psu powiem “Wyjdź z domu” to wychodzi, jak powiem kotu i ścierką go nie pogonię i nie przypilnuję, aby wyszedł, to chowa się gdzieś w domu, że nie mogę go znaleźć i miauczy mi o 3 nad ranem, że chce wyjść.
U mnie koty są przez cały rok na zewnątrz, w zimie mają mały lufcik do piwnicy i posłanie na piecu, w domu tylko jedzą i …. śpią.
Najbardziej jestem zadowolony, że mój pies żyje w takiej przyjaźni z moją kotką. A żebyście widzieli, jak kotka broni swojego przyjaciela - to są cyrki niezrównane.
Pozdrawiam Cię Hoko i nie mam czasu teraz na grę w szachy, bo zaczęły mi narastać zlecenia i jestem pod kreską czasową. Ale nigdy nie należy używać słowa “nigdy”.
Ha, a moja luba dzisiaj kotka w domu przywita chlebem i solą!
Do znanych osobistości natchnionych smukłą kocią sylwetką chciałbym dodać Edwarda Thorndike’a - behawiorystę, który za pomocą tych zwierząt badał poziom uczenia się czy inteligencji przy wydostawaniu się z klatki. Musiał więc ów naukowiec wiedzieć, że kot to stworzenie niezależne - zrobi wszystko by nie siedzieć w zamknięciu. Taki szczur mógłby siedzieć i dwa tygodnie jakby tylko miał wodę i jedzenie.
Głupie pytanie do Hoko - czytałeś ‘Kota w stanie czystym’ Pratchett’a?
No, na kotach w ogóle sporo się eksperymentuje, np. w badaniach mózgu i widzenia - i częstokroć też sposobami inwazyjnymi. W psychologii ewolucyjnej zdaje się że koty badał Leventhal, a chodziło o zwiększanie się agresywności i poziomu stresu przy zmniejszaniu “osobistego” terytoruim.
Pratchetta bardziej oglądałem niz czytałem - w empiku
Torlin: no właśnie, mówiłem, że pies to konformista
Do szachów ja też się dopiero przymierzam - chyba jak się zrobi chłodniej, bo na razie wole rower…
A ja bardzo lubię koty i dobrze się z nimi rozumiem (sama chadzam własnymi drogami), ale w domu raczej nie zainstaluję. Po pierwsze, dodatkowy współczynnik burdelizacji jest raczej niewskazany w moim zagraceniu i zapapierzeniu
Po drugie, ja jeżdżę, więc zwierzyna się u mnie nie uchowa - nie można wiecznie nawet najbardziej zaprzyjaźnionych sąsiadów prosić o karmienie…
Ale trochę żałuję, nie powiem.
Uhm, bez kota jak bez ręki
Ale gdy swego czasu pomieszkiwałem w mieście, też byłem skazany na rzadkie i przygodne głaskanie…
Mimo, że koty chadzają własnymi drogami, źle znoszą samotność.
Ile razy zostawimy naszego kiciusia samego na kilka godzin, zawsze po powrocie mamy OPR.
Kilka razy trzeba było wyjechać na półtorej doby - to już pretensje były straszne. Ale zawsze po awanturze stosunki szybko wracają do normy: tzn.zostaje nam przypomniane gdzie jest nasze miejsce….
Tak mnie zastanawia po przeczytaniu Waszych strzelistych aktów, czy aby człowiek-personel kota nie musi mieć w sobie odrobiny masochizmu? To byłby jeszcze jeden powód nie posiadania przeze mnie tego rozkosznego skądinąd zwierzęcia
Kot !
Kot !!
Kot !!!
Kot !!!!
Nie no Hoko, powtarzam to jak mantrę i nie dochodzę do nirvany?.. =/
Dora: człowiek-personel może i tak, ale ja bardziej podejrzewam tu człowieka-lenia: w końcu dobrze jest zwalić wszystko na kota…
Happy: to może spróbuj sobie pomruczeć
A teraz z zupełnie innej beczki - Czy niejaki Sosnowski Jerzy, to porzucił Net już na dobre? Może ktoś wie…
Nie wiem, czy na dobre - więc wiem tyle samo, co Ty…
Happyguy - spróbuj tak:
Hare Kotek
Hare Kotek
Kotek Kotek
Hare Hare
Hare Kicia
Hare Kicia
Kicia Kicia
Hare Hare
Powtórz 10000 razy dziennie i koci odlot gwarantowany :>
Hare Porter
Errata do kota, tfu! komentarza nr 10:
zdaje się, że te eksperymenty prowadził nie Leventhal a l Leyhausen…
och, ja i mój kot również oddajemy pokłon Pańskiej twórczości.
ciepło tu i bardzo przyjemnie u Pana.
/pozdrawiam z dalekich warmińskich zakamarków, poszukując wiadomości na temat kotów metafizycznych.
Każdy kot jest metafizyczny, tylko że niektóre nie pokazują tego po sobie. Można to łatwo sprawdzić, czytając takiemu ustępy z Metafizyki Arystotelesa. Jeśli kot przy tym zaśnie, znaczy, że to dla niego nic nowego
Pozdrawiam również.
Skowronków tam gdzie w zakamarkach nie słychać?