Koty nie lubią miodu
Niewiarygodne? A jednak. A jako że sam byłem tym faktem niezmiernie zaskoczony, to i zbadałem zjawisko dokładnie i dogłębnie, z zachowaniem wszelkich wymogów metodologicznych.
Zaczęło się całkiem niewinnie. Jadłem sobie drugie śniadanie - ot solidna pajda razowego chleba z miodem i szklanka kakao - gdy do kuchni zawitała moja Kicia. Podeszła, usiadła na podłodze niedaleko i dawaj się we mnie wpatrywać. A mało tego, że się wpatruje, to jeszcze ślepiami znacząco mruga, łebkiem kręci, mruczy coś słodko pod nosem. W końcu łapkami zaczęła przebierać, podnosić to jedną, to drugą, a przy tym ciche, proszące kocie miau jej się z pyszczka wyrwało.
Myślę sobie, Kicia by coś zjadła. Coś lepszego zapewne. A ja strasznie nie lubię dzielić się miodem. Ale Kicia dalej prosi, a ślepia mruży, a pomrukuje tak jakoś, a łapkami przebiera. A niech tam. Urwałem ciut z tej pajdy, z środka rzecz jasna, bo Kicia skórek nie lubi, i położyłem na podłodze miodkiem do góry - niech stworzenie też pokosztuje, niech też ma coś z życia. A ta paskuda się krzywi.
Ooooo, myslę sobie. I tym sposobem stwierdziłem, że koty nie lubią miodu. I ledwo zjadłem swoją pajdę, ruszyłem do komputera, aby dla potomności ów zdumiewający fakt odnotować. Ale w połowie drogi coś mnie tknęło. Wszak przypadek jednostkowy niczego jeszcze nie przesądza, o niczym nie świadczy. W końcu i wśród ludzi znajdą się tacy - jakby dobrze poszukać rzecz jasna - co miodu nie lubią, miodem gardzą, miód im nie w smak. Toteż kto wie, myślałem, może i Kicia jest takim tylko od reguły wyjątkiem, kocim ewenementem smakowym. I z publikacją wszem i wobec mojego odkrycia powstrzymałem się jeszcze.
Przede wszystkim eksperyment należało powtórzyć na innych kotach. Żaden problem, mam w domu jeszcze dwa. Jednak nie można przecież wykluczyć, że ta awersja do miodu jest wśród kotów dziedziczna, a nawet jak nie, to koty żyjące razem mogą mieć podobne gusta. Tak jest: żeby się upewnić w maksymalnym zakresie, należy zbadać całkiem inne koty. Postanowiłem więc zaczekać do wieczora, kiedy to na kolację przychodzą do mnie koty Sąsiada. Decyzja ta miała i inną jeszcze zaletę: kotów Sąsiada nie sposób było podejrzewać o jakąkolwiek wybredność czy czasową chociażby niedyspozycję gastronomiczną. Co to, to nie. Kicia Sąsiada potrafiła swego czasu zająć się nawet obierkami z ziemniaków, a o czymkolwiek jadalnym nawet nie wspominam. Odłożyłem więc sprawę do czasu, aż się ściemni.
O pierwszej gwiazdce zjawiły się jak zwykle koty Sąsiada. A czarne oba, tylko ślepia w ciemności błyszczały - i biała łatka pod szyją Kicia. Zanim przystąpiłem do właściwej części eksperymentu, sprawdziłem jeszcze - tak na wszelki wypadek - czy koty Sąsiada tego wieczora też mają ochotę coś zjeść. Mogło się bowiem zdarzyć, że z samochodu dowożącego towar do sklepu wypadło akurat dziesięć kilo kiełbasy, wprost pod kocie nosy gdzieś w krzakach koło drogi. A wówczas koty Sąsiada mogły przyjść tylko z przyzwyczajenia, dla zasady, ażeby nie psuć, doskonałych skądinąd, między nami stosunków.
Rzuciłem im najpierw kawałek suchego chleba - i tylem go widział.
Znaczyło to, że wszstkie parametry w normie, że można przystąpić do badania. Zmaczałem więc palec w miodku i podsunąłem go Kici Sąsiada pod nos. Powąchała, pomruczała, odsunęła się i patrzy na mnie, a z jakimś takim wyrzutem w ślepiach. O ho, myslę sobie, koty nie lubią miodu. I już miałem iść, aby rzecz spisać, ale coś mnie tknęło. W końcu skąd Kicia może wiedzieć, że miód jest jadalny? Takich rarytasów przecie nigdy nie kosztowała, a że w swoim smakowym rozumku kieruje się przede wszystkim węchem, to i miodem mogła wzgardzić tylko i wyłącznie z braku doświadczenia. Było to całkiem prawdopodobne. Zawróciłem więc raz jeszcze. Teraz podsunąłem umaczany palec pod nos Kicia, a gdy i on nie wyraził zainteresowania smakołykiem, użyłem środków przymusu bezpośredniego. Wynik był jednoznaczny - zaś wszyscy, którzy widzieli kiedykolwiek boczącego się kota, wiedzą, co to znaczy. Krótko mówiąc, koty nie lubią miodu.
Sprawa jest rzeczywiście bulwersująca. Jednak gdy to wszystko już na zimno przemyślałem, doszedłem do wniosku, że kocia niechęć do miodu jest mi nawet na rękę - jak i wszystkim innym ludziom lubiącym tak koty, jak i miód. Bo dzięki temu możemy spać spokojnie.



“wszystkie parametry w normie” - kapitalne
Eksperyment całkiem obiektywnie przeprowadzony i do tego zabawnie opisany.
szczerze rozbawiony M.K.
Koty nie mają kubków smakowych czułych na smak slodki, natomiast wyczuwają nawet ślady tłuszczu, więc ciastko z kremem jest jadalne, a miód, po odjęciu słodkości to jak balsam kapucyński czy inny propolis.
Aaa, to więc o to chodzi. Ale co to za życie bez słodkości… kolorów koty też nie widzą. Bidule…
Mój kot za to wcina miód jak oszalały tylko mu podsuną pod nos , po prostu go uwielbia
Nie wierzę!
Chyba że jaki zmutowany…
Może chodzi tutaj o rodzaj miodu? :> Miód pszczeli, lipowy, kwiatowy… myślę, że należy przeprowadzić dalszą ekspertyzę naukową :>
Gratuluje udanego eksperymentu
Sprawdź, czy lubią kakao. Kakao to magia
Zwłaszcza do chleba albo bułki z miodem, już się oblizuję
Podejrzewam, że kakao na mleku kotki bedą chłeptać, zaś takim na wodzie mogą wzgardzić. Ale racja, wartałoby to udokmentować - ale to może za czas jakiś, bo raz, że ostatnio i tak tu było duuużo o kotach (więc niektórzy mogą się zniecierpliwić), a dwa, całkiem niechcący przeprowadziłem ostatnio inny eksperyment (mrożący krew w żyłach), i o nim będę chciał niedługo napomknąć
[...] tym, że koty nie lubią miodu, wszyscy już wiemy. Okazuje się, że koty nie lubią też paru innych rzeczy - i o tym tutaj [...]
nieprawda !!! są koty miodożerne !!!
mój kot lubi miód
odkryłam to przypadkiem, kiedy miód rozlał się na podłodze
kot lizał podłogę wysmarowaną miodem
teraz od czasu do czasu dostaje na deser trochę miodu
Nie wierzę! Być może kot lubi podłogę, ale na pewno nie miód!