Koty nie lubią chrzanu

O tym, że koty nie lubią miodu, wszyscy już wiemy. Okazuje się, że koty nie lubią też paru innych rzeczy - i o tym tutaj będzie. Jednak na samym wstępie muszę poczynić jedno zastrzeżenie: tego, że koty nie lubią chrzanu, ja się spodziewałem i eksperymentu, który miałby to wykazać, wcale świadomie (i z premedytacją) nie obmyśliłem. Mówię o tym, gdyż co niektórzy (zazdroszcząc mi badawczej sławy) gotowi by mnie i posądzić o znęcanie się nad zwierzętami, i donieść, gdzie należy. Na wszelki wypadek oświadczam więc, żem od takiego postępowania jak najdalszy. Zresztą, wielkie mi rzeczy, chrzan; miód to co innego…

Zaczęło się całkiem niewinnie. Jadłem sobie drugie śniadanie, a że miód mi się akurat skończył (tymczasowo), to i tę pajdę razowego chleba posmarowałem masłem, na to zaś rzuciłem plaster polędwiczki. I żeby nie było za tłusto, posmarowałem to wszystko suto chrzanem. I już. Kiciu spał na kanapie niedaleko.

Wszyscy wiemy, jakiej jakości jest dzisiejszy chleb: kruszy się i rozlatuje, zanim człowiek zdąży ugryźć. A jakby tego było mało, to ja mam jeszcze taki nóż, którym się nie można skaleczyć - i gdy się takim nożem chleb ukroi, to potem ta kromka sypie się jeszcze bardziej. I tym razem też tak było. W pewnym momencie - na szczęście już pod sam koniec - kawałek skórki wykazał skłonność do latania. A że zwykle bywa tak, iż chcąc polepszyć jedno, pogarszamy drugie, to i gdy ową skórkę łapałem w locie, z tego, co mi w ręku zostało, omsknęła się reszta polędwiczki, zrobiła w powietrzu dwa czy trzy fikołki i z głośnym “pac” spadła na podłogę. Chrzanem do dołu.

I co się okazało? Ano okazało się, że Kicio wcale nie spał. Drugim okiem musiał podglądać, po kryjomu nasłuchiwać, bo gdy tylko mięso pacnęło o podłogę, Kicio niezwłocznie zerwał się na nogi, jednym susem znalazł się koło stołu i od razu rzucił się na moją polędwiczkę. Złapał cały kawałek w mordkę, zagryzł, mlasnął… Naraz znieruchomał, otworzył szeroko pyszczek, sapnął głośno, oczy mu z orbit wyszły. I dawaj biegiem wkoło stołu! A prychał! a kichał! - pierwszy raz widziałem plującego kota…

Któryś z domowników otworzył w międzyczasie drzwi kuchni i Kiciu, którego po dobroci zwykle na dwór nie wyprosi, buchnął w tę szparę, potem z korytarza w drugie drzwi, po schodkach, w trawę, w kałużę, pod płotem i w krzaki. I tylem go widział.

Nie, żeby sobie poszedł, skąd. Wrócił po jakimś czasie, tylko tak jakoś dziwnie na mnie spoziera. Nawet nie z jakimś specjalnym wyrzutem czy niechęcią - co w końcu byłoby zrozumiałe - lecz wręcz przeciwnie, tak całkiem łagodnie i dobrodusznie, jakby kręcąc łebkiem i mrucząc chciał mnie utwierdzić w przekonaniu, że koty nie lubią chrzanu. I tu mam pewien problem, jako że będąc zadeklarowanym empirykiem, a przy tym kompletnym niedowiarkiem, nie zwykłem dawać wiary jednostkowym przypadkom. Zwłaszcza że mam znajomego, który jest na chrzan uczulony i po zjedzeniu tegoż dostaje wysypki. Toteż tak sobie myślę, że Kicio również może mieć na chrzan alergię - i stąd owo kichanie, prychanie i plucie.

Ale jako się rzekło, postanowiłem powściągnąć swoje zapędy eksperymentatorskie w tym obszarze: w końcu przy bardzo ciężkich alergiach może dojść do powikłań, a nie chciałbym, by któremuś z moich kotów - a nawet któremuś z kotów sąsiada - coś nieprzyjemnego się przydarzyło. Gdyby jednak komuś z Was brakło kiedy miodu na drugie śniadanie, proponuję zająć się polędwiczką z chrzanem; i jeśli komu gdzieś kiedyś wypadnie z ręki kawałek tej polędwiczki - oczywiście z powodu nieprawidłowo upieczonego chleba - to chętnie dowiem się, co było dalej…

24 Responses to “Koty nie lubią chrzanu”

  • Torlin :: 10-12-2007 :: 10 : 30

    Mój teść kiedyś wyrzucił do dołu wiśnie z nalewki. Jaka to była zabawa! Kury stawały na jednej nodze i się przewracały, pies leżał na budzie przednimi łapami i bezskutecznie usiłował zaczepić tylnymi, aby na budę wleźć, kot usiłował siedzieć na wąskiej poręczy krzesła i bez przerwy się z niej zsuwał, aż w końcu zjechał na kuper, nawet pazury mu nie pomogły. Można napisać pracę; “Wpływ wkładu nalewkowego na uśmiech gospodarza”.

  • dru' :: 11-12-2007 :: 10 : 57

    Hoko, ja po chrzanie mam tak samo jak Twój kot. Ale i tak lubię chrzan. :)

    Hmm… Nalewka wiśniowa. Mniam. Szkoda tych wiśni na koty i kury…

  • zeen :: 11-12-2007 :: 11 : 35

    Naszemu kiciusiowi w mojej obecności wolno właściwie wszystko. Jak siadam do posiłku, zawsze jest przy mnie i kontroluje moje jedzenie. Ja cierpliwie to znoszę: jak wykazuje zainteresowanie, to znaczy, że będzie smaczne. Dzielę się wtedy z nim. A jak obwącha i z dezaprobatą odwraca głowę, też zjem, ale ostrożniej. Ostatnio miałem kanapkę z ćwikłochrzanem - taki wynalazek: 50% ćwikły + 50% chrzanu, pycha - i kiciuś zbliżył się tylko na chwilę, po czym odskoczył na bezpieczną odległość. też sądzę, że koty nie lubią chrzanu. najbardziej lubię rozmowy z kiciusiem. Zdarza się, że mamy różne zdanie ale zawsze osiągamy konsensus. Tylko po dłuższej nieobecności w domu strach trochę wracać, kiciuś bardzo nie lubi jak się go zostawia na dłużej, trzeba wysłuchać wtedy pretensji i obiecać poprawę…

  • Napoleonid :: 11-12-2007 :: 16 : 04

    koty są fałszywe…

  • Dora :: 11-12-2007 :: 16 : 49

    Mam nadzieję, że koty Hoko nie lubią JEDNAK ptaszków…
    zeen: a jak wyglądają takie rozmowy? “Mrrau - mrrau”? :lol:
    Ja kiedyś rozmawiałam z moim pieseczkiem (nieżyjącym już niestety), który był artystą śpiewającym. Brzmiało to mniej więcej “auuu - auuu”…

  • zeen :: 11-12-2007 :: 17 : 05

    Kiciuś jest rozmowny. Są to wyrazy zaczynające się na mra, mgra, mgrrra, mie, dużo tego jest. Ja mówię normalnie, patrzymy sobie w oczy chyba, że uciekamy wzrokiem, jak to w niektórych rozmowach bywa. Kiciuś do słownictwa swojego dodaje gestykulację: a to ogonem (duuużo możliwości) a to pyszczkiem, innym razem podkreśli coś łapką. Ważne jest, by chcieć się porozumieć, co zazwyczaj się kończy tym, że kiciuś osiąga swój cel -otwarte okno, dokładka w miseczce, na ręce, pościelone łózko - i wszyscy są zadowoleni. Jednym zdaniem: kiciuś wie jak nas zadowolić ;)

  • Hoko :: 11-12-2007 :: 17 : 32

    Heh, zeenie, ja ze swoim to się bez słów rozumiem… :lol:

    A ptaszki… czasem jakiegoś uratuję…

  • zeen :: 11-12-2007 :: 22 : 06

    No toś pozbawion eleganckich konwersacji…

  • Dora :: 11-12-2007 :: 22 : 18

    Ale ze swoim jednym czy ze swoimi trzema?

  • dru' :: 12-12-2007 :: 08 : 50

    Ta. Zawsze to lepiej pogadać. Wtedy jest możliwa komunikacja “między słowami” oraz podteksty. Chyba nie jest możliwa również nadinterpretacja.

    A tak w ogóle to w komunikacji bez słów i tak bez słów się nie obejdzie. ;)

  • dru' :: 12-12-2007 :: 08 : 51

    O tej nadinterpretacji to pisałem oczywiście w odniesieniu do komunikacji bezsłownej.
    Przepraszam, ale jest środek nocy.

  • Hoko :: 12-12-2007 :: 12 : 01

    Dora: już tylko z dwoma. Jeden gdzieś przepadł. :( Kot sąsiada też ostatnio się nie pokazuje (kotka owszem), więc podejrzewam, że też przepadł. Ale zza płotu wygląda coraz częściej młodziak sąsiada (też mu jeść nie dają…) to i w sumie nie narzekam :) Na wsi wymiana kocich pokoleń następuje stosunkowo szybko, niestety…

    Dru, na zmiany pracujesz? ;)

  • Napoleonid :: 12-12-2007 :: 21 : 05

    ehhh…ja podziwiam Hoko…zainteresować spadającym kawałkiem wędliny z chrzanem :D

  • dru' :: 12-12-2007 :: 22 : 18

    Dla mnie noc jest między 2, a 10. Problem w tym, że reszcie świata to nie pasuje.

    Otuchy nabrałem gdy przeczytałem kiedyś w biografii Feynmana, iż przy zatrudnianiu pewnego światowej sławy profesora głównym problemem było to, że nie pojawiał się w pracy przed 12. Więc może jest dla mnie jeszcze jakaś nadzieja. ;)

  • betko :: 13-12-2007 :: 22 : 38

    heheheh
    to sie usmiałem
    ja mam dwie kotki. obżartuchy straszne. kiedy mnie już nieźle wkurzą błagając o następny kawałek i następny podczas przygotowywania kotletów mielonych, rzucam im trochę cebuli na podłogę. te idiotki zanim się zorientują że to nie mięso to już to wąchają. …cebuli koty też nie lubią na 100%
    pzdr

  • Teloch :: 14-12-2007 :: 09 : 39

    http://www.dziennik.pl/nauka/article96057/Koreanskie_koty_swieca_na_pomaranczowo.html

    :> Jeszcze się skończy tym, że koty będą zmieniać kolory zależnie od nastroju :>

  • Hoko :: 14-12-2007 :: 14 : 45

    Widziałem w tv te świecące - w nocy to trochę upiornie wygląda :)

    betko: koty orientują się właśnie wąchając; to nie wzrokowce, jak ludzie :)

  • Teloch :: 14-12-2007 :: 15 : 32

    Ja też lubię wszystko powąchać przed zjedzeniem :> przecież węch to 80-90% smaku :>

    Może Twoje koty, Betko, nie są tyle idiotkami, co chcą przezornie sprawdzić przyszły kęs na zasadzie “może to i nie mięso ale może będzie smaczne…”.

  • betko :: 14-12-2007 :: 20 : 21

    Hoko: eeeeeee. ja czytałemgdzieś w książce, że koty własnie maja słaby węch jak na tak delikatne zwierzątka. natomiast są w stanie rozróżnić po dźwiękach czy kroisz wołowinę czy kurczaka ;)

    Teloch: no idiotkami nie są napewno ;) kocham je strasznie. ale łasuchy okropne

  • Hoko :: 15-12-2007 :: 13 : 21

    Koty na pewno mają lepszy węch niż ludzie :) Ale faktycznie, że słuch u nich też wiele znaczy - jednak z “rozróżnianiem” byłbym sceptyczny, bo tego rozróżniania musiałyby się najpierw nauczyć, więcej, powinno robić im wyraźną różnicę, czy dostaną do jedzenia wołowinę czy kurczaka, a do tego musiałyby być naprawdę rozpieszczone i mieć wszystkiego w nadmiarze. :) Natomiast można je tego nauczyć “sztucznie” odpowiednim warunkowaniem.

  • Ija Ijewna :: 19-12-2007 :: 11 : 36

    Jadłam kanapkę z chrzanem, doprawionym odrobiną szynki. Bratek (kot domowy) przyszedł, powąchał, skosztował, po czym zwymyślał mnie od ostatnich (”Khhhy pffff k’!) i poszedł dodatkowo naskarżyć na mnie Markowi (”Mauku! Quo au uatunku qu-u quauuu!”). Wniosek. Koty nie lubią kanapek z chrzanem i o tym dobitnie mówią.

    Kontrprzykład z chilli i miodem. W marynacie moczyła się tzw. kurcycka, a w skład marynaty wchodził: miód, ocet, imbir, dużo chilli, pieprz, kardamon, kminek i wiele innych ingrediencji. Nie powstrzymało to kotów przed wyłowieniem z niej mięska i przed pożarciem całości pod moją nieobecność. Miały nawet czelność później gmerać łapą w misce i szukać resztek. Wniosek - koty lubią chilli z miodem?

  • Hoko :: 19-12-2007 :: 11 : 45

    Ja bym powiedział, że koty lubią mięsko, nawet gdy jest przyprawione miodem :) Oraz nie lubią niczego przyprawionego chrzanem. Wniosek: stosunek kotów do miodu jest obojętny, zaś do chrzanu zdecydowanie negatywny :)

    No ale miód na moje serce, gdy spotykam ludzi, którzy jedzą z jednej miski ze swoim kotem :D ;)

  • Ija Ijewna :: 19-12-2007 :: 13 : 24

    Nieee, to koty jedzą z naszych misek. I to niejednych. ;-> My jemy suche z kociej miski wyłącznie w celach perswazyjnych, żeby przekonać Bratka i Kruszynkę, że suche nie jest trojonce. :-D

  • Hoko :: 20-12-2007 :: 13 : 59

    Tak i tak dobrze :) A co do przekonywania, to moje też nie chcą byle czego jeść ;)

*
Dodaj komentarz

* * *

obrazy
Komentowane
foma: Skrzela
Dora: Skrzela
foma: Skrzela
hortensja: Skrzela
zeen: Skrzela
Hoko: Skrzela
Dora: Skrzela
dru': Skrzela

* * *

.