Kotki i inne dygresje
Zacznijmy od środka, jak powiedziano do dziecka, które połknęło grosz.
Fanatyk radzi wszystkim tym, których jakaś nieznana a tajemnicza siła przymusza do pisania bloga, mimo że nie mają na pisanie żadnych pomysłów. Radzi, by inspiracji szukać u innych piszących – tych, którzy pomysły ponoć mają. W sumie taka inspiracja sprowadza się do faktu, że ten, którego nieznana a tajemnicza siła przymusza do pisania bloga, pisze, że ktoś inny coś napisał. Jak patrzę na blogosferę wydaje mi się jednak, że rada jest trochę jak ta musztarda po obiedzie, gdyż wszyscy się do tego stosują od dawna.
Większość pisze o tym, co napisało kilku. Pół biedy, jeśli trafią na tych akurat, którzy mają coś do napisania – a nie jest to wcale takie oczywiste i ktoś, kogo nieznana a tajemnicza siła przymusza do pisania, może mieć problem z odróżnieniem: i skutkiem tego zacznie pisać nie o tym, co napisał ktoś mający coś do napisania, lecz o tym, co napisał inny, którego nieznana i tajemnicza siła przymusza do pisania. Biorąc rzecz statystycznie jest niemal pewne, że wcześniej czy później na tym się skończy. A gdy jeszcze ten, którego nieznana a tajemnicza siła przymusza do pisania, będący źródłem inspiracji, sam się z kolei zainspiruje tym drugim, którego nieznana i tajemnicza siła przymusza do pisania, a który nim samym zainspirował się wcześniej… Ja wiem, że to skomplikowane. I dlatego działa.
*
Komerski znowu na twitterze przysypia. Śmieszą mnie te zabawki, te twittery, blipy, mikroblogingi i inne złodzieje czasu. I stare konie opisujące, co jedzą na śniadanie, gdzie akurat wychodzą, co im się przyśniło. Zaiste, zbawienie jest bliskie. Chociaż może i nie ma się co dziwić, bo jak pójść pod sklep, taka sama gadka. Chłop przy widłach, pracownik w biurze, biznesmen w podróży mają swojego podręcznego bigbrothera, bo podejrzewam, że za popularnością tych gadżetów stoją te same mechanizmy psychospołeczne, co i za telewizyjnym widowiskiem, tutaj tylko zdecentralizowano i rozdrobniono fabułę. A raczej jej brak.
Oddać sprawiedliwość Komerskiemu, bo do tak przyziemnych spraw się nie ogranicza. Przeglądam to wszystko, robię zestawienia i nanoszę na wykres. Innych też. Może jakaś ogólna tendencja się ujawni. O szczególną będzie trudno, bo jak chciałem zrobić analizę wieloczynnikową z powiązaniami relacyjnymi, wyszła mi na wykresie przestrzeń Kałasznikowa i nie mam pojęcia, co z tym dalej począć. Żeby chociaż przestrzeń Banacha.
*
Kot mnie podrapał, bawiliśmy się w łapki.
*
Wesoły nam czas linko-wania nastał. Choć zdaje mi się, że i tak nic z tego nie będzie. Ale co tam. Nadmieniłem na ten temat chyba coś kiedyś u pomysłodawcy, jednak pamięć mam krótką. Kto ma będzie mu dodane, kto nie ma, jego problem. Zyskają najwięcej strony będące węzłami sieci, czyli te, do których już jest najwięcej odwołań. I pewnie jeszcze bardziej zwiększy się przepaść pomiędzy “przestrzeniami linkowania”. Z jednej strony tą związaną z szeroko pojętą branżą IT i tą, której podstawą dyskusji jest polityka i bieżące sprawy społeczne, a z drugiej strony – z całą resztą. W pierwszych dwóch grupach linkowanie to norma, zwyczaj wymuszony niejako przez wewnętrzne uwarunkowania tych obszarów tematycznych. Dla reszty, poza nielicznymi grupkami uświadomionych, problem nie istnieje. I wcale im się nie dziwię.
*
Na linkowaniu mają zyskać agregatory. Podtrzymuję swoje spostrzeżenie, że ich użyteczność jest nikła, jeśli nie żadna, zaś cały szum ma swoje źródło w rozmaitych życzeniowych projekcjach ludzi związanych z IT. Z tego żyją, więc im się niejedno marzy. Blogerom też się marzy, lecz wystarczy chwila namysłu, by wrócić do rzeczywistości.
Może jedno 10przykazań jakoś się temu wymyka – jako zamknięty klub, jakich zresztą wiele, gdzie wartością jest samo przynależenie, nie zaś jakiekolwiek wymierne korzyści, wynikające np. ze zwiększenia liczby odwiedzin na stronie. Poza tym, po ostatniej zmianie wyglądu serwisu, zapewne masowo odwiedzają go chłopcy w wieku poborowym – ci wszyscy, którzy chcą się wyłgać od wojska z powodu ciężkiego uszkodzenia wzroku. Design 10p nadaje się do tego w sam raz.
Natomiast przedsięwzięcia, w zamyśle przynajmniej, komercyjne, jak Blogfrog i Blogbox, przedstawiają sobą to, co przedstawiają. Nie wiem, czy komukolwiek zdarzyło się znaleźć tam coś ciekawego, na co już wcześniej nie natrafił. System “wartościowania” powoduje faworyzowanie treści, które można znaleźć gdziekolwiek indziej. Trzeba by zresztą bez przerwy tam siedzieć, bo na górze jest zawsze tych kilka blogów, na których wpisy ukazują się z częstotliwością znacznie większą niżby to wynikało ze statystyki. Reszta niknie w pomroczności jasnej pomysłodawców projektów. Blogfrog ponoć coś z tym chce robić, ale chyba lepiej byłoby zmienić sposób wyświetlania notek: tylko ostatnią z danego bloga. Tak czy siak, co popularne, dalej będzie… popularne. Blogbox mnie swego czasu rozbroił, robiąc z “Nauki” podkategorię w dziale “Technologia”. Zmieniono potem, ale wiele mówi to o horyzontach twórców tego serwisu.
Jest jeszcze kazus “dyskusji” na blog.pl. Też śmieszny. Zwłaszcza że sam pomysł nie był może najgorszy, tylko że został utopiony w formie banalnych jednodniówek, doraźnych dyskusyjek, płaskość debaty została wymuszona częstotliwością pojawiania się nowych tematów. Może i tak być musiało, kto tam wie. Ten pomysł był bowiem już na starcie skażony pewną drobnostką: stał za nim właściciel platformy blogowej – a właściwie dwóch. Więc blog.pl i Onet muszą być w dyskusji nadreprezentowane, a to z kolei pociąga za sobą dalsze konsekwencje.
*
Widziałem trzmiela. Ale nie tego, bo miał inny design.
*
Czy tylko mnie nie podoba się nowa gęba Wordpressa? Aż zadumałem się na dłuższą chwilę nad tym moim odstępstwem od powszechnych zachwytów. Jeśli nawet komuś się co nie widzi, to raczej tylko w zakresie zmian funkcjonalnych. A według mnie to paskudne jest. Ciamkata wazerowość, pozorowana lekkość z tendencją do sinienia. Oczy bolą. A jak zobaczyłem edytor tekstowy, krew mnie zalała. Windows 98 po liftingu do web2.0.
Gusta gustami, ale psychologia przychodzi z pomocą. Zauważyłem już przy odsłonach innych nowości (do których miłosiernie nie zalinkuję) dwie postawy. Pierwsza, ludzi związanych z internetowym biznesem: im nie wypada krytykować kolegów, nawet jeśli to konkurencja. W imię poprawności politycznej i biznesowej tym bardziej, jeśli to konkurencja. A że właśnie oni są z reguły pierwszymi newsmanami i pierwszymi, mimowolnymi czasem, recenzentami, to i reszta, uznając autorytet lub bojąc się własnego zdania, dizajnowym dziwadełkom i koszmarkom przyklaskuje.
Drugie skręcenie tyczy się tych, dla których zmiana, jakakolwiek, jest wartością samą w sobie. Czy na lepsze, czy nie, jest tutaj bez znaczenia, byleby było o czym gadać, byle mieć temat, niekoniecznie na blogowy wpis. Zmieniło się? To hura!
*
Kotki przekwitły. Niby nie dziwota, jednak, zwiedziony tymi szaroburymi dniami, spostrzegłszy na gałązkach pąki ze słupkami żółtych pręcików, byłem zaskoczony. Wiatr też chyba wieje nie w tę stronę, co trzeba, bo zauważyłem klucz żurawi lecący do tyłu.
*
Nalinkowałem za wszystkie czasy. Na wsi powiedzieliby: jak ten głupi. Chociaż puryści i tak pewnie zarzucą mi lenistwo i wybiórczość. Oni poszliby dalej, linkując każdą nazwę własną, po pięć razy, za każdym jej pojawieniem się w tekście. Jakby nie było, uważam, że linkowanie do stron głównych znanych witryn, Onetu, Gazety, Dziennika, Interii, Rzeczpospolitej i innych waffen-portali, to już jest nadgorliwość.
Pierwsze blogi składały się pono przede wszystkim z linków właśnie – jestem młody stażem, więc nie pamiętam, ale mogło to wyglądać tak, że jeden blog z linkami linkuje do innych blogów z linkami, które linkują do innych blogów z linkami, które linkują do innych blogów z linkami, które linkują do innych blogów z linkami, które linkują…
*
Tak się czasem zastanawiam, czy Internet to stała kosmiczna, czy tylko nasza lokalna przypadłość?

[…] Opublikowany w szaleństwo by dru’ w dniu kwiecień 7th, 2008 Hoko napisał fajnego posta! Głównie jest o kotkach i innych dygresjach, ale jest też o innych sprawach, o których warto […]
Przeca są już narzędzia, które automatycznie wyszukują Ci w notce słowa, które można zlinkować… Tylko teraz czekać na wpis złożony tylko i wyłącznie z linków :>
Co do blipa to już się negatywnie wypowiadałem gdzieś na jego temat. Przypomina mi on w niektórych przypadkach rozmowę dwojga ludzi przez gadugadowe statusy - one chyba chcą pokazać, że mają do kogo pisać a reszcie listy kontaktów wzrasta agresywność bo co chwila wyskakuje jakieś okienko… Po cóż?
Lecz trzeba przyznać, że gdy obserwują Cię osoby znające się na rzeczy, można liczyć na szybką i dobrą jakościowo pomoc w potrzebie.
No i przecież coraz popularniejsza jest forma reklamy polegająca na wciskaniu do normalnego wpisu jakiegoś sponsorowanego linka - chociażby do słowa, które nic z reklamowanym przedmiotem nie ma wspólnego.
Chciałbym się też oficjalnie obrazić, że nie zostałem zlinkowany - za karę nie dam Ci komcia!
Przyłączam się do obrazy i protestu Telocha!
Nie wiem co napisać, to nic nie napiszę.
No proszę, człowiek wraca po krótkiej nieobecności, a tu miłe niespodzianki - otóż Hoko żyje i to w na tyle dobrej formie, że jeremiady o Internecie wypisuje! A jakie ładne!
Przeczytawszy, obiecuję częściej pisać na twitterze o swoich śniadaniach.
Co do WP, to ja dawno swojego nie update’owałem. I co, naprawdę nie warto? Wolałbym, żeby odpowiedź brzmiała “nie”, bo mi się nie chce…
A na temat agregatorów, to ja mam nieco inne zdanie - one właśnie są całkiem przydatne na zasadzie strony startowej. Jasne, że istnieje 9843598 sposobów na sprawdzenie, czy na ulubionych blogach pojawiło się coś nowego, ale ten jest ani lepszym, ani gorszym z nich.
Hoko,
a kto to widzal bawić się z kotkiem w lapki?

W łapki należy się bawić po obcięciu kotu paznokci.
Chyba że Hoko jest masochistą i lubi chodzić podrapany…
Komerski,
a tam, żyje… remamenty robi…
a co do wp, to spytaj Torlina, czy warto, on już szok poznawczy ma za sobą…
i co mi po stronie stratowej z agregatora, gdy tam są cały czas te same blogi. Jak mnie co nteesuje, to sobie dodam do czytnika.
Ramzel, Teloch,
bierzcie przykład z Dru…
Dora,
masochistą nie jestem, ale lubię drażnić koty.
Linkowanie jest grzecznościowo-informacyjne. Jestem zbyt leniwy na intensywne linkowanie (link kosztuje zwykle więcej czasu przy edycji niż zdanie…), ale staram się dawać odnośniki do komentowanych wypowiedzi, znajomych (o ile to ma sens), rozszerzeń tematu.
Blogi… też czasem przeżywam utratę wiary i chęci. Ale mi przechodzi. Inna sprawa, czy obecne jeremiady to nie jakaś epidemia.
:mru” i uciekam, by się nie zarazić.
Pewno, jak ktoś tak jak PAK ma pięć blogów… jakby się zaraził, to już byłaby epidemia
Internet stałą kosmiczną?
Hoko raczy żartować, znaczy ma się coraz lepiej. Ale to, że drażni koty to mi się nie podoba. Z kotami trzeba się bawić, nie drażnić.
Tu zatrzymam się na chwilę, bo przecież nie można wykluczyć, że Hoko sam jest kotem…
…bo chodzi własnymi drogami?
Na pewno epidemia, bo przy takiej pogodzie jak dziś, to tylko może coś zlego czlowieka dopaść i na pewno to przechodzi przez komputer, bo wszyscy siedzą przed komputerami, to i o wirusa tfu, tfu latwo.

polskie blogi to czasami jak ten maly kot - co to dostaje krecka probujac zlapac wlasny ogon. ale sa wyjatki

kiedys mialam blog/blox, typu linkowanie do. ale nie traktowalam zbyt powaznie. zreszta nigdy nie podchodze do blogowania zbyt serio, co pol roku kasuje blog i zaczynam od nowa
a teraz linkuje, podobnie jak PAK.
Hoko na pewno jest kotem. Mam dowody empiryczne i administracyjne - zdjęcia i książeczka zdrowia.
BTW ja też lubię czasem podrażnić Hoko.
Hej, kto tam hocy


We dnie, nie w nocy?
Hocy nie hocy,
Może się bocy,
Oj dziś, dziś!
Może jutro,
Kiedy koty
Zrzucą futro,
Heeej!…
PS. Jutro zaczyna się Nowa Tradycja, więc wprawiam się już w nastrój
Dora,
co to takiego ta Nowa Tradycja?
To jest Festiwal Muzyki Folkowej Polskiego Radia
Szaleństwo. Śpiew i taniec. Jumpa-jumpa-jumpa-pa…
No to będziem jedli, będziem pili, będziewa się weselili.
majstrowalam przy moim pudelku i zmniejszylam sobie okno, chyba o 2/3, Opera mi się buntuje i muszę korzystać z Mozilli. A to wszystko dlatego, że chcialam sobie wyczyścić zakladki i szukalam tego zarządzania zakladkami / i oczywiście nie znalazlam/. A Opera jest mi potrzebna, bo Mozilla nie RSS-u. Z rozpaczy muszę sobie pohokoladkować.

I na do datek WordPress mi napisal, że się powtarzam.
W mojej operze (aż zajrzałem, bo uzywam firefoksa) w menu “zakładki” (albo jakoś tak, bo ja mam po angielsku “bookmarks”) jest “menage bookmarks”, czy pewnie “zarządzaj zakładkami” - i tam sie wszystko robi. Do firefoksa mozna sobie doinstalować czytnik rss, chyba nawet jest opcja automatycznego importu adresów z innych przeglądarek (np. z opery).
Tu jest do pobrania jeden taki (zdaje się że gdzieś też widziałem wersję polską)
http://brief.mozdev.org/
A z operą najłatwiej sobie chyba poradzić, instalując ją od nowa
Operę, panie dziejaszku, to się śpiewa
Z czytników RSS polecam “Google Reader”. Prosty, ładny i przyjemny. A co najważniejsze - niezależny platformowo i przeglądarkowo. Są również wtyczko do przeglądarek pozwalające na łatwą kontrolę, czy nowe treści się nie pojawiły.
Aha!
Jeszcze: umpa umpa umpa…!
Skąd mi się wziely takie jakieś dziwne “ozdobniki”, np , ?
, to wszystko jest przy komentarzach Blogowiczów.
Co to takiego, czy móglby mi ktoś to wytlumaczyć. I to jeszcze jest w bardzo ladnym fioletowym kolorku
Ja nie jestem silny w komputerze, ustawia mi wszystko mój syn. Ale ja mam Firefoxa, mam czytnik RSS, który u mnie nazywa się Sage, a zakładkami operuję jak chcę na wszystkie strony, dodaję, likwiduję, grupuję - w mojej pracy jest to cudowna rzecz, mam tam wszystkie najważniejsze strony, z których ciągle korzystam. Te zakładki mają dla mnie jeszcze jedną dobrą cechę, że przy nowym temacie tworzę sobie nowy katalog, ładuję tam jak leci, a po skończonej robocie mogę wykasować cały katalog od razu ze wszystkimi linkami w środku za jednym zamachem, a nie każdą oddzielnie.
Doro!
Tak, masz rację, w łazience przy goleniu. Ale niestety tylko wtedy, gdy nikogo nie ma. I psa muszę wyrzucić na dwór, bo mi wyje, perfidna bestia, nie czująca wysokiej kultury.
Hortensjo, jakie ozdobniki? I w czym? Może jakieś podkreślenia nie przeczytanych tematów?
Torlinie, a może pies chce śpiewać w duecie? Sama kiedyś miałam takiego…
Teloch, jak jeszcze kiedyś przyjdzie Ci do głowy dać komentarz “złożony wyłącznie z linków”, to zaznacz to potem, bo ja poczekalnię sprawdzam raz na tydzień
Ot! Leniuszek!