Kocie, nie idź…
Chodzi za mną ten wiersz Achmatowej już czas jakiś, skrada się, wyskakuje znienacka, straszy i z zakamarków pamięci przywołuje minione, a częściej niebyłe, lecz przeżyte w myślach obrazy.
*
Kocie, nie idź, tam wyszyta
Na poduszce sowa,
Kocie, nie mrucz, dziad cię schwyta,
Boże cię uchowaj.
Nianiu, gaśnie świeca, znowu
Świerszcz za piecem kwili…
Strasznie boję się tej sowy.
Po co ją wyszyli?
*
Ten pierwszy wers, myśl przełamana na pół i wytrącona z rytmu: trzeba wrócić do początku, od nowa, teraz ze świadomością, że to nie zabawa z kotem. A gdzieś w tle - a może: u celu, w końcu dnia idącego zawsze i nieuchronnie ku wieczorowi, ciemności, zasypianiu i… poduszce - tam niby wyrok czai się ów pierwotny i egzystencjalny lęk: odczyniany na poczekaniu, interpretowany i odzierany ze swej immanentnej akcydentalności przez kolejne zastępy nianiek: religie i filozofie. Lecz tutaj lęk ten zdążył jeszcze wybrzmieć w postaci nieskażonej sofistyką i samooszukiwaniem, tym pozornym sensem wypełniającym szczelnie i pieczołowicie wszelkie zakamarki między pytaniem a brakiem odpowiedzi.



jeszcze nie ma się czego bać …. jeszcze nie umie tego nazwać …. a już się boi … czy rodzimy się z lękami?
No zobacz, w życiu bym nie przewidywał, że ten wiersz ma tak głęboki sens immanentnie akcydentalnie sofistyczny, a powinno to być dla mnie zrozumiałe, gdyż akcydentalia są to własności bytu nieistniejące samodzielnie bez podłoża poduszkowego z wyszytą sową.
Jolinku, w jakiejś mierze rodzimy się - lęk przed wężami jest wrodzony, przed przepaścią, przed “nieznanym” w pewnej mierze też pewnie.
Torlnie, akcydentalny to tyle co przypadkowy.
Drogi Hoko!
Po pierwsze
http://sjp.pwn.pl/lista.php?co=akcydentalia
Po drugie - kota możesz prosić długo i namiętnie “Kocie, nie idź”.
wezme sobie do serca ‘kocie nie idz’.
ladne
Kot i sprawy ostateczne? Dla mnie przede wszystkim Szymborska - Kot w pustym mieszkaniu - on nie poszedł, ale inni poszli.
Fajnie piszesz, Hoko
Niech szukają po słownikach (jeśli nie gimnastyka pamięci - to przynajmniej palców
)
I nie przejmuj się leniwymi prześmiewcami
Ooooo, i na akceptację nie trzeba czekać
)
(Liczyć umiem, w końcu chodziło się do ‘ambitnego’ mat-fizu
Hoko przejmuj się wszystkimi …. każdy jest człowiekiem ….
Zaczynam rozumieć dlaczego nie lubię chodzić spać. Podejrzewam się o jakieś wyparcie.
Zaryzykuję hipotezę, że koty mają większy wpływ powstawanie (nie)wiedzy o życiu niż sam Kubuś Puchatek…
Hoko się ucieszy…
I jeszcze na temat obrazka na dole.
Kuinji: Po deszczu - dla mnie rewelacja.
Idzie na tapetę…
Ja nie wiedziałem, że kolega Hoko jest takim wrażliwcem! Coraz to nowych rzeczy się człowiek dowiaduje.
Według mnie jednak, to rozmowa kochanki z mężczyzną wracającym do żony. Oczywiście to tylko jedna z 745874 możliwych interpretacji, ale ta mi pierwsza do głowy przyszła…
Komerski, ale Ci się marzy…
Basiu, wiersz Szymborskiej jest taki bardzo intelektualny, Achmatowa to niemal same emocje. No i forma: Szymborska to mimo wszystko takie tam gadanie, a ten tutaj - muuuzyka…
W kwestii “spraw ostatecznych” oba są dobre.
Na akceptację nie trzeba czekać, bo żadne zbiry jak na razie do mnie nie zaglądają
Dru, nesamowitość tego obrazu bierze się chyba od nieba w kolorze błota - i w ogóle z doboru kolorów. Jest w nim to “coś”
Torlinie, znowu Ci się diachronia z synchronią pomieszała ;). Ja nie mówię o “akcydentaliach”, lecz o “akcydentalności” (w słowniku szukaj pod “akcydentalny”). To akurat nie to samo
Muzyka, oczywiście.
Ja od razu słyszę “Z izby dziecięcej” Musorgskiego…
Widać potrzebna była z mojej strony “uśmiechnięta mordka”.
Czyli, że mogą istnieć akcydentalne akcydentalia? Jest od tego jakaś liczba pojedyncza?
I podoba mi się Hokowa/Hocza
interpretacja.
Co do Twojej interpretacji Komerski to myślę, że gość dokonał fatalnego wyboru. Kochanka, która boi się wyszywanych sów i mówi do niego nianiu… Albo perwersja albo szaleństwo. Piątki byś za to na polskim nie dostał
Wydaje mi się, że wiersz Szymborskiej jest smutniejszy, chociaż są tam i weselsze fragmenty. W każdym bądz razie, zawsze się uśmiecham, gdy czytam, że ….będzie się szlo w jego stronę….. na bardzo obrażonych lapach
Weszlo
, a ja myślalam, że będzie więcej ceregieli 
U mnie nie ma żadnych ceregieli
Tak, u Szymborskiej jest smutek, ale taki “łagodny” - jako pewna bezwyjściowość i rezygnacja. U Achmatowej można jeszcze działać (choć straszno).
Dru, nie to, że “mogą istnieć” - muszą. Akcydentalność jest cechą akcydentaliów
Liczba pojedyncza to będzie chyba “akcydens”.
Dru - widzę, że symbolika wiersza do ciebie nie przemówiła. Otóż sowa wyszyta - jest tu metaforą żony. Sowa = mądrość, rozum, stateczność, domowe ognisko. Sowa jest wyszyta - co nie tylko budzi skojarzenia z żoną siedzącą w domu i wyszywającą, ale ona jest już wyszyta, zestalona, niezmienna, nudna.
I kochanka jest podmiotem lirycznym tylko w pierwszej zwrotce. W drugiej to on mówi do niej ‘nianiu’, ponieważ się boi powrotu do żony-sowy i podświadomie szuka opiekunki…
A co do l.p. to Hoko ma rację - akcydens.
Dora,
W ogóle te mroczne rosyjskie klimaty mają swoją specyfikę, Dostojewski gdzieś w tle siedzi…
“Kołysanka” z “Pieśni i tańców śmierci” też się nada
http://www.youtube.com/watch?v=sn69pHIGV1c&feature=related
Komerski, przed Tobą kariera psychoanalityka! Mężów z kompleksami będziesz leczył
Faktycznie, przy pierwszej lekturze ta sowa mi straszna nie była i z tą “mądrościową” symboliką wiersz mi nie współgrał. Ale to dlatego, że to jest wypowiedź dziecka, dla którego sowa jest tylko straszna - i nic poza tym.
‘Takie tam gadanie’
- ależ Szymborska ma doskonałe wyczucie frazy, rytmiki i wszystkich pokrewnych! (W proporcji do ‘wolności’
wiersza i ogólnej znacznie mniejszej muzyczności mowy naszej sycząco-szumiąco-szeleszczącej od języka rosyjskiego…)
Ale przecież nie o kotach Szymborskiej jest wpis…
Nb, też się bałam sów bo - gdy byłam mała - Tato mnie przestraszył udawaniem odgłosów jednej takiej w samym środku nocy w samym środku lasu, przez który wracaliśmy z imienin Dziadzia. Troszkę wtedy przesadził z kształtowaniem dzielności u kochanej córeczki…
Są tu wpisy przecudnej urody, takież obrazy, ale najpiękniejsza jest świadomość, że gdzieś na wszchświatowym zadupiu jest Hoko i mogę go odwiedzać kiedy chcę i te odwiedziny z reguły niosą radość.
I świadomość, że jak wpadam do Hoko, to go głowa nie boli, tylko szybko leci do gospody by przynieść coś treściwego, a i kiosk otworzy nawet gdy zamknęty, kiedy trza cygaro przypalić a akurat zabrakło.
A jak się rozsiądę i chcę zadzwonić a impulsów już nie mam, Hoko bez gadania kiosk otwiera ponownie i kartę prepaid dostarczy…
Fajnie
No nie, jak na mnie, to to “Lullaby” jest za smutne jak na płaczące popołudnie.
Hoko:
Za wiersz dziękuję!
Komerski:
Kolejna z 745874 interpretacji — wiesz stanowi wskazówkę, jak dojść do ukrytego skarbu. Kotem oczywiście jest poszukiwacz skarbu, a skarb jest blisko (nie idź!), następnie dowiadujemy się, że kolejną wskazówką jest sowa na poduszce (bo po co ją wyszli? ma kot do przemyślenia), przy czym jednocześnie mamy ostrzeżenie, że warto zachować ciszę — szukanie skarbów jest zajęciem niebezpiecznym. Dodatkowymi wskazówkami są świeca niani i świerszcz za piecem.
Basiu:
Jako miejskie dziecię, sowi widywałem w bajkach. I w zoo. A słyszeć nie słyszałem… (Co nie znaczy, że nie potrafiłem naśladować, ale to co innego innego.)
Już sobie wyobrażam to PAK-owe naśladownictwo
Ale i to jest bardzo miłe…
Hoko: “Z izby dziecięcej” pasuje bardziej, bo jest tam i o kocie, i to bodaj parę razy. Niestety nie znalazłam tekstu w sieci.
zeen 18:02: do gospody to Hoko poleci, byle nie z wieczora. Tylko rano i po południu
Tylko z tymi prepaidami to chyba jednak krucho
Są jeszcze “Kocie kołysanki” Strawińskiego

Mam na płycie (i to paru), słowa mogę spisać
Dora, ja chętnie bym też posluchala melodii. Kolysanki chwytają mnie za serce, lubię ich sluchać
, nawet od czasu do czasu gram sobie jakąś . 
hortensjo, one są bardzo specyficzne, bardzo rosyjskie i rozkosznie dysonansujące z akompaniamentem trzech klarnetów (jak dla mnie bardzo koci z brzmienia instrument
). Nawet szukałam jakichś dźwięków w necie, ale nie znalazłam 
Słowa (pozwolę sobie w transliteracji polskiej, jak by to głupio nie wyglądało
):
1. Spi kot
Spi kot na pieczkie, na wojłoczkie,
Łapki w gołowkach, lisia szubka na pleczach.
2. Kot na pieczi
Kot na pieczi suchari tołczot,
Koszka w łukoszkie szirinku szijot,
Maleńki kotiata w pieczurkach sidiat,
Da na kotika gladiat,
Szto na kotika gladiat,
I suchary jediat…
3. Baj-baj
Bajuszki-baju, pribaju-kiwaju…
Kacz, kacz, priwieziot otiec kałacz,
Marieri sajku, synku bałałajku.
A baju, baju, pribaju-kiwaju…
Stanu ja kaczati,
W bałałaiczku igrati.
A baju, baju, pribaju-kiwati…
4. U kota
U kota, kota
Kołybielka zołota.
A u ditiatki mojewo
I połuczsze towo.
U kotta, kota
I poduszeczka bieła,
A u ditiatki mojewo
I bieleje towo.
U kota, kota
I poscieliuszka miagka,
A u ditiatki mojewo
I pomiagcze towo.
U kota, kota
Odialeczko tiepło,
A u ditiatki mojewo
I tiepleje towo.
A na tej poduszeczce - sowa…
W piosence 3 oczywiście “matieri”, nie “marieri”
Faktycznie, do posłuchania nic nie można znaleźć - ale ten Strawiński to trochę za lekki na “sprawy ostateczne”. Znalazłem transliterację angielską - i to dopiero głupio wygląda (i brzmi w czytaniu), jakby to czeski był
Ech, musiałem aż sprawdzić co to są te “prepaidy”, takim mało telekomunikacyjny
zeenie, trochę więcej kultury - nie mówi się “na zadupiu” tylko “na zapłotku”
A sowy są fajne - jak byłem mały robiłem na nie pułapki (jak i na inne ptactwo), żeby złapać i trzymać w domu, ale jakoś się nie udawało
Nie rozumiem co się dzieje. Bez klopotu weszlam na blog Hoko, a na inne blogi nie mogę się dostać już od dobrych paru godzin.
.
Dora, szkoda, bo ja jeszcze po necie nie umiem się swobodnie poruszać, dlatego tak chętnie korzystam z tego co inni wrzucą.
.
Już dwa razy pożarlo mi komentarz, stanowczo za dużo mam myślenia przy klikaniu
, czy nie można by tego uniknąć?
Ale ja nie o tym chcialam. Niedawno przejeżdżalam przez malą wioskę. Na tablicy, obok nazwy wsi stalo jak byk: “witamy w zadupiu” , przepraszam, ale cytat jest doslowny i nie można bylo nijak brzydkiego slowa ominąć.
U mnie pożarło czy na “Polityce”? Ja przed chwilą się u Pani Doroty wpisałem i było ok.
U Ciebie Hoko i w Polityce też. Zapominam wpisać kod, no i komentarz wraca. Jak dlugo jeszcze będę o tym zapominać, pocieszam się tylko, że to dopiero dwa dni.
. A boję się, że gdy najpierw wpiszę kod, to komentarz sam wskoczy nim zdążę się wygadać.
I znowu to samo
.
No ale u mnie wystarzczy cofnąć stronę przyciskiem przeglądarki i to co napisane powinno zostać - na “polityce” jest gorzej, bo tam znika. A kod możesz smiało wpisywać wcześniej, nc tu nie ma prawa samo wskoczyć
Jednak może wreszcie przysiądę i przerobię ten antyspam na taki jak mam w galerii, gdzie nie trzeba nic wpisywać.
I jeszcze w kwestii “zadupia”. Otóż w lecie stwierdziłem, że u mnie to jest cywilizacja jak się patrzy. Bo kilkanaście kilometrów dalej jest Wielki Las - bardzo fajnie się po nijm jeździ rowerem. I kiedyś dotarłem do jakiejś wioski w tym lesie, tablica z nazwą, ze trzy chałupy, kościółek i… tyle. Ale jadę tą dróżką dalej, a tam na brzozie przybita deska z nazwą wsi i numer - i strzałka w las. Trochę dalej druga, ale z innym numerem. Okazało się, że w lesie są domy, a te tabliczki wskazują prowadzące do nich ścieżki
Wtedy sobie przypomniałem, jak trochę wcześniej tamtędy jeździłem, ale z drugiej strony i szosą. Las naokoło, głusza, i ni z tego ni z owego - przystanek autobusowy w krzakach. Jadę dalej - krowy w lesie ryczą! A zgiń przepadnij siło nieczysta! 
Hoko,
ja Cię bardzo przepraszam, ale chyba lepiej wiem, gdzie Cię odwiedzam
Cale życie marzylam, żeby mieszkać w lesie. Nie udalo się, ale kto wie, na świecie wszystko może się zdarzyć. Tylko z drugiej strony…..
… wezbraly rzeki,pelne zwierza bory
i pelno zbójców na drodze /w lesie/.
“Zamieszkałem w lesie, bo chciałem żyć świadomie…” - no, trochę się to już zbanalizowało, ale niech będzie
Ma takie mieszkanie swój urok, ale i mnóstwo niedogodności - zwłaszcza w zimie, gdy drogi zawieje… A ja na dodatek zrobiłem się jakiś leniwy i wygodnicki
No a nocą to w lesie straszno… huu huuuu ha…
A no wlaśnie, nocą.
a to piękne, że gdy dzieckiem się jest, to równie poważnie można rozmawiać z kotem co i z nianią.
…a i w sumie sowa też coś gada.
Uhu, uhu…
co tu tak huczy …
zeen, może nie tego Hoka odwiedziłeś?
Słuchajcie foma,
Wyliczcie sobie prawdopodobieństwo wystąpienia drugiego takiego Hoko nawet w całej galaktyce, a co dopiero na Ziemi…
I co wam wyszło?
No, to już wiecie….
kolego zeen,
musiałbym poprosić Hoko o pomoc, bo moje licealne zeszyty z matematyki trzymam u rodziców, a z głowy już nie dam rady. Gdyby ów Hoko z zadupia wiedział jak to zrobić, to uwierzyłbym, że to nasz Hoko, nawet gdyby określone prawdopodobieństwo wcale na to nie wskazywało
Termodynamika tego nie wyklucza. Galaktyk jest coś ze 100 miliardów. Wg niektórych hipotez istnieje też wiele wszechświatów. Do tego należy uwzględnić możliwość tunelowania czasoprzestrzennego. Poza tym nie można wykluczyć u zeena zaburzeń zmysłowych (halucynacje, omamy) - zwłaszcza że on dużo jeździ; a kto dużo jeździ, ten najczęściej rano wstaje; a kto rano wstaje, temu się źle zdaje.
Hipoteza robocza: urojeniowy syndrom błędnej identyfikacji (DMS), ze szczególnym wskazaniem na zespół Fregoliego.
O boże … to tak źle jest z zenem? …
… Hoko ratuj przyjaciela … 
Hoko!

Jesteś naszym fanem? Rzeczywiście jestem członkiem zespołu Fregoliego
A ten Fregoli to w czym się specjalizuje? Sprzedaje GPS-y?
musialbym ten wierszyk swoim kotom recytowac
czyj przeklad?
Hoko!
Poratuj mnie. Nie mogę wejść do własnego blogu, wylatuje mi bez przerwy “niewłaściwa nazwa użytkownika”. Dowcip polega na tym, że ja używam tylko nazwy “Torlin” i żadnej innej. Co ja mam teraz zrobić?
No tak, jak trwoga to do Hoko…
Ralph, przełożył Leonard Podhorski-Okołów.
zeenie, wiem wiem, wszyscy chorzy tak mówią
foma,
http://pl.wikipedia.org/wiki/Zesp%C3%B3%C5%82_Fregoliego
A, aktor… Niezły z niego ptaszek, przepraszam, sowa…
[...] przy wierszu Achmatowej. I Szymborska: melorecytacja. Melodia bez melodii. Mowa. Achmatowa: skrzypce: rwana [...]