Hokopoko Harakiri

Niektórzy zadają sobie zapewne pytanie, skąd ten Hokopoko… Niestety, o odpowiedź niełatwo, w końcu sami o sobie wszystkiego nie wiemy. I bynajmniej nie jest to z naszej strony żadne mydlenie oczu - kto nie wierzy, niech sięgnie po pierwszy z brzegu podręcznik psychologii, a przekona się szybko, że nasze sądy na własny temat bardzo często mijają się ze stanem faktycznym, czasem tylko odrobinkę, czasem wręcz diametralnie. Najlepiej będzie więc oddać w tej sprawie głos osobom trzecim, a przy tym maksymalnie wiarygodnym i znającym się na rzeczy. I tak też zrobimy. Poniższy tekst jest bowiem sprawozdaniem (stenogramem?) ze spotkania i rozmowy, jaka odbyła się niemal rok temu w tajnym ośrodku badawczym amerykańskiej armii. Przed dosłownie kilkudziesięcioma minutami przybył w to odludne i odosobnione miejsce wysoki rangą agent CIA i wraz z dowódcą ośrodka i szefem miejscowych służb specjalnych odbywa tajną naradę. W pomieszczeniu panuje półmrok, w dużym oknie widać szare, monotonne pustkowie i kilka niewyraźnych budynków, nad którymi wschodzi księżyc w pełni…

Przy ostatnich słowach Macdoland uśmiechnął się porozumiewawczo i zwinął w rulon trzymane w ręku dokumenty. Patrzył chwilę na słuchających.
-Skąd to pochodzi? Kto jest autorem?- zapytał Maloy.
Macdoland westchnął.
-I to jest co najmniej zastanawiające… Niejaki Hokopoko Harakiri.
-Japończyk?
-Nie…- Macdoland zmarszczył brwi i zajrzał w papiery. -Członek Kuku-Ryku- wysylabizował z uśmiechem. -To takie plemię z Papui-Nowej Gwinei.
-Co??- Maloy aż uniósł się na krześle. -Chyba nie mówi pan poważnie?
-I tak, i nie- odparł Macdoland. -Niech pan słucha. Przechwyciliśmy to już przeszło rok temu. Oczywiście od razu poinformowano odpowiednie służby i te przejęły sprawę. Sugestia była taka, że to prawdopodobnie któryś z naukowców Projektu – przerabialiśmy to już w historii, a Internet daje tu, niestety, nowe możliwości… Jednak mimo usilnych starań, w Projekcie nie odkryto niczego podejrzanego, a poza tym okazało się, że ten Harakiri rzeczywiście istnieje…
-Na Nowej Gwinei?- wtrącił milczący dotychczas pułkownik Coltman.
-Na Nowej Gwinei.
-I pisał to po angielsku czy może w swoim dialekcie?
Macdoland roześmiał się.
-Widzę, że nie traktuje pan tego zbyt poważnie- powiedział -a to dopiero początek niespodzianek. Plik, który został przechwycony, napisany był w języku angielskim i, jak potem doszliśmy, było to tłumaczenie… tłumaczenie z jednego z tamtejszych dialektów – wybaczcie panowie, ale nazwy nie podejmuję się wymówić.
-Są ludzie, którzy to rozumieją?
-W CIA niestety nie; i obawiam się, że ze znalezieniem kogoś takiego w USA również byłby kłopot… Tłumacz nazywa się…- Macdoland znowu zajrzał w papiery -Wladimir Chustkadonosow…
Maloy, który właśnie podniósł do ust szklankę z napojem, z wrażenia zamarł w bezruchu.
-Rosjanin?
-Rosjanin.
-Nie…- Maloy postawił szklankę i pokręcił głową. -Nie przyszło nikomu na myśl, że to właśnie on to napisał?
-Oczywiście, że przyszło!- zawołał Macdoland. -Zwłaszcza, że ma żonę Chinkę.
-No!
-Nie tak szybko. Gdy tylko udało się tego tłumacza namierzyć, wysłaliśmy do niego naszego człowieka – w Rosji poruszamy się nieco sprawniej niż na Nowej Gwinei…
-I co ten Rosjanin powiedział?
-Chustkadonosow?- Macdoland wziął głęboki oddech i podszedł do stojącego obok krzesła; usiadł na nim okrakiem. -Dosłownie rzecz biorąc, to nic nie powiedział, gdyż jest niemową.
-Jak to niemową??
-Zwyczajnie: niemowa i już. Ani be, ani me.
-Przepraszam bardzo, ale to już wygląda mi na kpinę!- uniósł się Maloy.
-A myśli pan, że gdy w sztabie dostaliśmy taką informację, to jak żeśmy zareagowali?- Macdoland popatrzył poważnie na kapitana, a potem stuknął dłonią w trzymane w drugiej ręce papiery. -Niestety, takie są fakty… Ale proszę słuchać. Chustkadonosow oświadczył – na piśmie oczywiście, bo nasz człowiek nie znał migowego – że owszem, zna owego Harakiri i że tłumaczy jego teksty.
-Z języka Papuasów?… Zaraz!- Maloy, który przez chwilę gorączkowo myślał, doznał olśnienia. -Przecież te ludy są niepiśmienne!
-Oczywiście- potwierdził spokojnie Macdoland. -Nikt nie powiedział, że jest inaczej.- Wstał i podszedł znowu do okna. -Więc mamy taką oto hecę – niech pan sobie wygodnie siądzie- dodał do kapitana. -Harakiri te swoje bajędy ponoć opowiada przy ognisku, tam jest taki zwyczaj snucia opowieści. A że nasz artysta ma takiego discmana z nagrywarką – uważacie, panowie? – to wszystko, co powie, zapisuje w mp3.- Powiedziawszy to Macdoland przerwał, oceniając wrażenie, widząc jednak na twarzach swoich rozmówców spokój, ciągnął dalej: -Potem Harakiri idzie do chaty, wrzuca to do komputera i Internetem wysyła na Kamczatkę do Chustkadonosowa – bo, zapomniałem dodać, Chustkadonosow mieszka właśnie na Kamczatce…
-Na Kam-czat-ce?
-Tak jest. Prawda, że zabawne? A żeby było jeszcze ciekawiej, to dostaliśmy też „oryginał”, rozumiecie, panowie, plik dźwiękowy. Czy jest to narzecze jakiegoś plemienia z Papui, czy nie, tego nie wiem, gdyż, jak już wspomniałem, nie znaleźliśmy nikogo, kto by to rozumiał.
-A ten tłumacz rozumiał?
-Ponoć bezbłędnie. Opowiedział, jak to, gdy miał piętnaście lat, zaciągnął się na okręt floty handlowej; w latach siedemdziesiątych transportowali banany z Nowej Gwinei. Podczas jednej z wypraw zaginął, a jak go po pięciu latach odnaleziono, to ten i jeszcze kilka innych dialektów znał jak własne.
-Bardzo śmieszne.
-Tak… Mniej więcej w tym samym czasie, gdy rozpracowywaliśmy tłumacza, zaczęto sprawdzać tego drugiego. Więc, po pierwsze, Harakiri ma biznes w Australii…- Macdoland zawiesił głos i posępnie spojrzał na kapitana. -Handluje śniegiem.
Coltman prychnął, zakrywając dłonią usta. Maloy w pierwszej chwili jakby chciał się podnieść, jednak tylko pochylił się nad stołem, westchnął i podparł dłonią policzek.
-Nic mnie już nie zdziwi.
Macdoland roześmiał się.
-To dobrze. Zresztą ten handel śniegiem to tylko na pierwszy rzut oka wydaje się taki dziwaczny. Wygląda to tak: „biznesmen” ma nieduży, ogrodzony plac, przykryty płachtą odbijającą światło słoneczne. W środku są armatki śniegowe, które naśnieżają plac zabaw dla dzieci… do tego sanki i tak dalej. Gdy się wszystko policzy, to okazuje się, że nie jest to takie głupie. Harakiri ma dwa zakłady w Australii: w Sydney i pod Melbourne – i całkiem nieźle na tym wychodzi.
-A ha.
-Oczywiście- Macdoland zajrzał znowu w papiery i przeczytał kilka linijek: -Dla przykładu, śnieg na wynos- zerknął nad papierami na słuchających -sprzedaje po dolarze za kilogram… Ale to i tak pestka przy tym, co zarabia na dzieciach i ich rodzicach, którzy zjeżdżają z całej okolicy – tam śniegu nikt nie widział. Na stałe nasz biznesmen mieszka na Nowej Gwinei i tam też ma ponoć dmuchawę i ze swoimi pobratymcami prowadzi handel wymienny…
-Śniegiem?
-Te dzikusy używają tego do obrzędów czy czegoś w tym rodzaju. A ha, i właśnie ze względu na ten biznes to on sobie zmienił nazwisko na Hokopoko Harakiri. Tego, które miał wcześniej, normalny człowiek nie wymówi. A że śniegowe armatki kupował w Japonii, to i przybrał sobie takie brzmiące z japońska… Chociaż nie wiem, jak to na Japończyków działa…
Dalej sprawa przedstawia się tak: Sprawdziliśmy ten interes w Australii: wszystko legalne, nie ma się absolutnie do czego przyczepić. W międzyczasie złapaliśmy kontakt na Nowej Gwinei i zaraz potem udał się tam nasz agent- Macdoland zatrzymał spojrzenie na kapitanie -Mick Splinder…
Maloy pokręcił głową.
-Mniejsza o to. Najpierw powstał pomysł, by zainstalować tam całą komórkę, ale w obecnej sytuacji, gdy większość środków idzie na „walkę z terroryzmem”, okazało się to nierealne. Nawiązaliśmy kontakt z jedną z pracujących na wyspie misji i Splinder został zarejestrowany jako jej pracownik. I w zasadzie niemal wszystkie bezpośrednie dane z Papui pochodzą od niego.
Fakty są takie: Harakiri mimo wszystko coś tam po angielsku umie, dane na ten temat mamy też z Australii, gdzie przyjeżdżał na „promocje”. Istnieje więc przypuszczenie, że Chustkadonosow jest nie tyle tłumaczem, co współautorem; a moim zdaniem ten Papuas stanowi tylko zasłonę – to się dopiero okaże. Tak na marginesie: dziadek tego Rosjanina był funkcjonariuszem KGB.
-Intryga się zagęszcza- mruknął Coltman, rozpinając mundur pod szyją.
-Chustkadonosow ma jakiś udział w biznesie w Australii- Macdoland znowu się uśmiechnął -jest zarejestrowany jako „Kierownik działu kontroli jakości śniegu”…
Oblicze kapitana pozostało niewzruszone.
-Dalej, i już z innej beczki- kontynuował Macdoland -pewnie panom wiadomo, że Chińczycy utworzyli specjalny instytut do badań nad SARS…
Obaj słuchający kiwnęli głowami.
-Część tych prac jest utajniona. Trudno zgadnąć, co wiedzą na pewno, a czego się tylko, być może, domyślają, ale na wszelki wypadek wstrzymano jakiekolwiek eksperymenty poza laboratoryjne… Tak, powoli dochodzimy do sedna sprawy.- Macdoland zaczął spacerować wzdłuż okna, przystając od czasu do czasu, by spojrzeć na tamtych dwóch. -To wszystko, co tu dotychczas wyłożyłem, jest bez wątpienia zastanawiające, mimo to można byłoby nad tym pracować na spokojnie, nie niepokojąc panów. Jednak w ciągu ostatnich dwóch tygodni zaistniały nowe okoliczności, które postawiły wszystkich na nogi. Po pierwsze, Splinder gdzieś przepadł. Kontakt urwał się równo dwa tygodnie temu. Próbowaliśmy go szukać przez ambasadę, misje, poprzez firmy, które prowadzą tam interesy – bez skutku. Przepadł jak kamień w wodę. Po drugie – i to jest, przynajmniej z punktu widzenia naszych mocodawców, znacznie bardziej niepokojące – znikł jeden z naukowców Projektu…

32 Responses to “Hokopoko Harakiri”

  • Napoleonid :: 19-02-2008 :: 17 : 03

    skoro Hoko jest paupasem to pozostaje zadać pytanie
    czy jest on kanibalem?

  • Teloch :: 19-02-2008 :: 18 : 03

    Ponoć lubi koty…

  • Hoko :: 19-02-2008 :: 19 : 51

    Ee, tylko bez takich insynuacji… Hoko miód lubi…

  • mt7 :: 19-02-2008 :: 20 : 18

    O matko, 6+7 ?
    Hoko, czy Ty wiesz, kiedy ja do szkół chadzała?
    A liczydeł już nie produkują.

    Czy ja mogę jeszcze raz pogłaskać kota :mru:

    To teraz spokojnie poczytam. :)

  • Dora :: 19-02-2008 :: 21 : 33

    To wygląda na pierwszy odcinek. Będzie dalszy ciąg? :-D

  • a cappella :: 19-02-2008 :: 21 : 38

    Nic mnie już nie zdziwi…
    :mru:

    P.S. Co taka duża suma?… 18 :shock: ;-)

  • Teloch :: 19-02-2008 :: 22 : 24

    Już niedługo będzie:
    “Wpisz sumę: 444,32 x 5(9,9x + 21/11y), gdzie x=433 a y=4,54?” :>

    Hoko po prostu dba o nasz matematyczny rozwój!

  • mt7 :: 19-02-2008 :: 22 : 55

    To harakiri jest trochę złowieszcze. :end: ?

  • happyguy :: 19-02-2008 :: 23 : 16

    faktycznie. ciąg dalszy musi być. musi! :)

    ..a może, skoro matematyczny rozwój, to i “narysuj parabolę dla układu, gdzie {x2 - y3 * sin alfa(x, 3y)[dla tg = 1/7x] * 15y} dzielone przez (/) {E 666 i} = 0″ przy użyciu generatora układów. :>

  • mt7 :: 20-02-2008 :: 00 : 41

    Przy użyciu generatora układów?
    Chopie, Ty się zgłoś do PiS-u, oni Cię ozłocą. :)

    Dałam plamę. Napisałam 11, a łun pytał 4+6.
    Hoko, konieczne są podręczne liczydła.

  • PAK :: 20-02-2008 :: 08 : 07

    To Hokopoko Harakiri jest Harakiri, aby robić interesy z Japończykami? Chyba chce wykorzystać japońską uprzejmość — Japończyk się zdziwi, bo sam powiedziałby Hokopoko Seppuku, gdyż harakiri to jakoś mniej kulturalnie, bardziej brutalnie, nie bardzo wypada (przy damach!), a tu potem musi przeprosić i coś z siebie dać.

    Harakiri brzmi tak twardo — może więc jest nawiązaniem do łowców głów z Nowej Gwinei? Co prawda w harakiri nie chodzi o łowienie głowy, bo łowcy głów to pracują w niektórych filmach przy nowych technologiach… ale jednak.

    Z drugiej strony Kuku-Ryku to nie nazwa plemienia na Nowej Gwinei, a knajpy w Świętochłowicach. Wiem, bo wiele razy koło niej przejeżdżałem. I zakładam się, ze CIA też to wie, więc dlaczego nie przeprowadziło badań?

    Tym bardziej, że mamy kwestię tłumaczenia z angielskiego na polski. I bliskość języków słowiańskich Władimira Chustkodonosowa niewiele tu pomoże, tym bardziej, że towarzyszy jej dal geograficzna, połączona z Jamesem Joycem i Maciejem Słomczyńskim — zapewne łącznikami, dotąd przez CIA niezidentyfikowanymi… Obijają się ci panowie, oj, obijają!

  • Dora :: 20-02-2008 :: 09 : 14

    Ja tu tylko widzę wyjaśnienia, skąd Harakiri. A pytanie było: skąd Hokopoko?
    Moja teoria jest, że od Hokus Pokus. :autorytet: :-D

  • dru' :: 20-02-2008 :: 09 : 24

    Ten wpis jest jak amerykańskie seriale sensacyjne. Człowiek nic nie wie i siada do telewizora, aby coś się dowiedzieć. Po godzinie wie jeszcze mniej niż na początku.
    Kto przetłumaczył ten tekst skoro Hokopoko i Chustkadonosow radzą sobie średnio po angielsku?
    Jak odbywa się sprzedaż śniegu na Nowej Gwinei skoro wiadomo, że jest tam zakaz używania tworzyw sztucznych do produkcji opakowań?
    O co chodzi z tą olimpiadą w Chinach?
    No i kiedy będzie następny odcinek?

    BTW generator mnie oszczędził i dostałem 1 + 3. Trafiłem już za czwartym razem.

  • PAK :: 20-02-2008 :: 11 : 09

    Hoko!
    Ja przepraszam! Ja się kornie ścielę do nóg! Jak ja mogłem nie widzieć, tego co oczywiste! No tak! Nawet mam ten fragment wynotowany! I to nie tylko po polsku!!
    (Ja w ramach przeprosin i ślepoty napisałem już 8 wykrzyników! To świadczy o moim mocnym biciu się w piersi zaciśnięta pięścią! Co prawda nie podzielam kultury japońskiej i nie chcę popełnić seppuku, by usprawiedliwić swoją ślepotę, ale jednak… :mru: )
    Dopiero teraz zaczynam rozumieć, a i to nie wszystko. Ba! Nic nieomal!
    Wciąż poroknie wyścielający sobą wycieraczkę:
    Parchiksiążę Athanatos Karamelopulos

  • Hoko :: 20-02-2008 :: 14 : 38

    PAK-u, ani :mru: :mru:

    Na Nowej Gwinei jest zdaje się plemię Kuku-Kuku, więc niewykluczone, że amerykańcom coś się przestawiło…

    A ciąg dalszy? Hm, zawsze mne ciekawiło, dlaczego ludzie pytają o ciąg dalszy, a nikt nie pyta o ciąg wcześniejszy… :lol: Może i będzie, ale muszę najpierw notatki pozbierać…

    I nie narzekajcie na mój antyspam, bo on i tak lepszy od tych literowych - przynajmniej jak się źle wpisze sumę, to po cofnięciu strony tekst w okienku jest jak był, a nie przepada :)

  • Torlin :: 20-02-2008 :: 19 : 02

    A ja się bez przerwy “dopytowywuję”, co jest dalej po “Hokopoko Harakiri”?

  • komerski :: 20-02-2008 :: 20 : 37

    A mi się ten tekst bardzo z Niziurskim skojarzył. Nie wiem czemu. A może wiem, przez specyficzne nazwiska chyba…
    W każdym razie chciałem przypomnieć, że w Holiłudzie był niedawno straj scenarzystów. I skończył się. I wiem już, dlaczego. Dowiedzieli się leniuchy o Hoko i żeby nie popełnić harakiri zabrali się z powrotem do roboty.

    A harakiri podobno jest mocno pospolitym i ‘brudnym’ terminem i sami Japończycy go nie używają, choć rozumieją. Ale Hokopoko Seppuku brzmiałoby śmiesznie no i aliteracja by przepadła :)

    5+2?

  • Hoko :: 21-02-2008 :: 09 : 43

    Torlin,
    życie wieczne?

  • Jolinek51 :: 21-02-2008 :: 11 : 18

    życie wietrzne? … :)

  • Teloch :: 21-02-2008 :: 11 : 28

    Życie wewnętrzne! Wiecie, flora i fauna jelitowa…

  • Dora :: 21-02-2008 :: 14 : 16

    to znaczy, że został pożarty? :shock:

  • dru' :: 21-02-2008 :: 15 : 23

    Hoko, hoko odezwij się!
    Ktoś cię zjadł? :ooo:

    I to ma być ten ciąg dalszy?

    Może pożarł go ten zniknięty naukowiec Projektu?

  • pajeczaki :: 21-02-2008 :: 15 : 47

    a moze to wszystko sprawka kotow??
    czytam to wszystko z rosnacym niepokojem!! ;)

  • PAK :: 22-02-2008 :: 07 : 59

    Koty to istoty podstępne… Ale, żeby aż tak? Oglądałem ostatnio na Animal Planet jak leopardzica (?) wskoczyła na samochód filmowców i obsikała ich przez szyberdach… Ale nie zjadła i za to należy się jej chwała!

  • a cappella :: 22-02-2008 :: 09 : 25

    Bystre zwierzę… :mru:

  • Hoko :: 22-02-2008 :: 11 : 58

    Podstępne? Czy te oczy mogą kłamać?
    http://icanhascheezburger.files.wordpress.com/2007/12/funny-pictures-sideways-smiling-cat.jpg

  • mt7 :: 22-02-2008 :: 16 : 10

    Koty podstępne?
    Prostolinijne do bólu:
    jak jedzenie to zjadamy,
    jak pieszczoty, to fru-mru,
    jak mamy w nosie, to mamy.
    Niczego nie udajemy. Gdzie tu podstęp?

    Biedne pomawiane kocurki :mru:

    13! Ciekawe, co z tego wyniknie?

  • Dora :: 22-02-2008 :: 16 : 16

    Jak on tak ten łebek przekręcił? :shock:

  • happyguy :: 22-02-2008 :: 18 : 07

    13 po raz drugi! Ciekawe, co z tego wyniknie?
    przekręcił normalnie, jak sowa, tylko nie w tej płaszczyźnie.
    pozdrawiam.

  • Napoleonid :: 22-02-2008 :: 21 : 27

    skoro Hokopoko ma kontakty z Japonczykami…to niedaleko już do Korei nieprawdaż?
    należy zatem postawić sobie pytanie czy Hoko jada psy albo co gorsza koty?!Swoją drogą można u tego osobnika zauważyć lubieżne zainteresowanie kocurami. Interesujące… interesujące nie dosyć że kanibal to jeszcze skryty kotożerca(firefox chce mi poprawić kotożerce na polakożerce…to też daje do myślenia!)!

    ;)

  • Ramzel :: 23-02-2008 :: 01 : 56

    Zin quen kolion sensen kibi qurqu.
    Zang ping erinun shunga!
    :hokoladki:

  • pajeczaki :: 24-02-2008 :: 08 : 43

    kotozerca??? Hoko??? to byloby zbyt straszne. z drugiej strony, mozna byc kotozerca nieswiadomym. takie np paszteciki burtona, to z roznych zyjatek byly robione i nawet wszystkim smakowalo ;)

*
Dodaj komentarz

* * *

obrazy
Komentowane
foma: Skrzela
Dora: Skrzela
foma: Skrzela
hortensja: Skrzela
zeen: Skrzela
Hoko: Skrzela
Dora: Skrzela
dru': Skrzela

* * *

.