Galaktyczne zoo
Właśnie zostałem torpicielem galaktyk. Tak trochę z rozpędu, jako że czasu mam ostatnio niewiele i do projektu GalaxyZoo nawet się z początku nie przymierzałem. Chociaż kusiło mnie, bo w młodości spędzałem całe wieczory na wypatrywaniu przez prostą lunetę, co też tam się w owych galaktycznych przestworzach dzieje. W końcu jednak znalazłem chwilę, a jak już zacząłem zdjęcia przeglądać, to i od razu przeskoczyłem tamtejszy test (bo byle kogo do tropienia nie biorą…) - i tylko jednego punktu brakło mi do kompletu
.





Ale może nie wszyscy wiedzą, o co chodzi, więc tłumaczę. Narobili sobie astronomowie zdjęć - a w zasadzie narobiły im rozmaite teleskopy - w takiej ilosci, że nie ma tego komu przeglądać. Komputerowa analiza obrazów stoi jeszcze na dość niskim poziomie i o identyfikowaniu galaktyk na tej drodze nie ma na razie mowy. Nie tylko w tej dziedzinie to, co dla człowieka jest banalnie proste, dla maszyn wciąż pozostaje nieosiągalne. A z tych kilku zdawałoby się mało istotnych elementów - rodzajów, ilości i rozmieszczenia galaktyk - współczesna kosmologia wyprowadza ogólne prawa rządzące Wszechświatem, jego początkami i jego losem w dalekiej przyszłości. Są to więc z tego punktu widzenia dane bardzo istotne. Robota to nie ciężka, chociaż szalenie żmudna - tak zresztą jak i większość naukowej roboty, tej dziejącej się niejako za kulisami, na drugim planie, nie docierającej do publicznej świadomości - a mimo to własnie te żmudnie (i nieraz przez bardzo długie okresy czasu zbierane informacje) stanowią podstawę welkich teorii czy noblowskich fajerwerków. Tak jest i w astronomii, w biologii, i w innych dziedzinach. A ilość informacji, jaką trzeba przetworzyć, jest coraz większa. Stąd też i ten pomysł, by do pracy zaprząc chętnych z całego świata.
Cóż takiego na tych zdjęciach przyjdzie nam rozpoznawać? Galktyki. Trzeba rozróznić, czy mamy do czynienia z galaktyką spiralną, czy z eliptyczną, jeśli z tą pierwszą, należy jeszcze ocenić, w która obraca się stronę (ewentualnie zaznaczyć, że odróżnienie jest niemożliwe - ze względu na słabą jakość zdjęcia lub widok z boku). Czasem trafi się coś, co galaktyką nie jest, i to również trzeba zaznaczyć. Wreszcie istnieją obiekty pod nazwą Merging Galaxies, czyli galaktyki, które uległy jakimś perturbacjom, najczęściej zderzeniom. Niekiedy wręcz można jednoznacznie oddzielić poszczególne składniki zderzenia, kiedy indziej jedynym śladem jest nienaturalny kształt obiektu.
Pierwsze i trzecie zdjęcie (z boku) to obiekty typu Merging - na trzecim widać, że zderzają sie dwie galaktyki kuliste (tak bym przynajmniej powiedział, chociaż ich kształty są problematyczne), pierwsze to albo pozostałość po zderzeniu galaktyk spiralnych, albo jakieś inne cudo - na szczęście w szczególy nie musimy wnikać. Na zdjęciu drugim mamy galaktykę spiralną obracającą się w kierunku przeciwnym do ruchu wskazówek zegara, numer cztery to galaktyka eliptyczna. Galaktyki eliptyczne mają kształt okrągły lub jajowaty i nie można w nich rozpoznać żadnych regularnych struktur (poza świecącym jądrem i punktami gwiazd). Obrazek piąty to galaktyka spiralna - ukazana z boku, może przypominać eliptyczną, te jednak prawie nigdy nie są do tego stopnia spłaszczone; dodatkową wskazówką mogą być kolory - barwy niejednolite, kolorowe pasma, również wskazują raczej na galaktykę spiralną.
Przez moją lunetę takich fajerwerków widać nie było. Gapienie się w rozgwieżdżone niebo też ma swoje uroki - inne, choć chyba wypływajce z tego samego źródła. Ale to temat na inną historię i pewnie do niego powrócę. A dziś, u mnie przynajmniej, niebo zachmurzone, więc pooglądam sobie jeszcze trochę zdjęć - a nuż nawinie jakiś statek Obcych…
*



Życzę powodzenia. Kosmos mnie fascynuje, ale nie znam się na tym…
Moja odpowiedź z mojego blogu;
“Drogi Hoko! Jest to pierwsze zdanie z “Moby Dicka” Hermana Melville’a. Co wygrałem?”
Pozdrowienia
Łeee… ale to się trzeba na tym znać, si? Bo jak razem z SETI@HOME szukałem obcych cywilizacji to nie musiałem się znać, a satysfakcja była olbrzymia
Torlin: to nie była zagaaka, tylko pytanie, dlaczego tego początku nie ma w Twoim zestawieniu
Bo wg mnie jest to absolutny klasyk.
Komerski: ciut znac się trzeba, ale stosunkowo łatwo się tego nauczyć. Do SETI zawsze byłem nastawiony sceptycznie - z rozmaitych powodów: i dlatego, że nie bardzo jakoś wierzę w ten “kontakt”, i stąd, że wg mnie szukano na łapu capu (zwłaszcza w pierwszym okresie).
Hoko!
Ależ to nie było zestawienie (100 najpiękniejszych pierwszych zdań w literaturze światowej wg Torlina), jedynie były to rozważania na temat i przykładowe przykłady (sic!).
Hoko: wiem, że to niespecjalnie trudne (byłem na tej ich stronie) ale jakoś nie wydaje mi się, żeby ten ich pomysł wypalił. O ile rozumiem tu trzeba własnoręcznie klikać na każdą fotkę - ludziom się zazwyczaj nie chce, albo okazuje się to słomiany zapał.
A co do SETI to nie wierzysz w “kontakt” czy w “odebranie śladów istnienia” czy też w “istnienie” w ogóle?
Może nie będzie tak źle. Jeśli “przypadkowe” osoby poświęcą tylko kilka godzin na poszukiwania to w sumie może być tego sporo w sumie.
A tak w sumie to ma to jeszcze jakiś inny cel niż pomoc jakiemuś anglosaskiemu profesorowi w zdobyciu nobla?
W sumie
to namieszałem w ostatnim komentarzu. Mam nadzieję że jest zrozumiały.
Torlin: to chyba że tak
Komerski: nie wiem, na której stronie byłeś - pewnie na tej z tutorialem. Własciwe rozpoznawanie jest pod zakładką Galaxy Analysis - klika się na ikony na panelu po prawej stronie. A pomysł już wypalił, bo zarejestrowało się coś z 80 tys. osób i ponoć wszystkie galaktyki zostały juz przejrzane - po razie. Ale żeby weryfikacja miała wartość, każde ze zdjęć musi zostać ocenione przez kilkanaście - kilkadziesiąt osób, aby wyciągnąć średnią i zminimalizowac w ten sposób błędy.
Co do drugiej kwestii: stwierdzenie “wierzyć” chyba nie jest tu najszczęśliwsze, ale niech będzie - “nie wierzę” znaczy, iż prawdopodobieństwo oceniam jako nikłe. Więc nie wierzę zwłaszcza w pierwsze, ale ponikąd i w drugie. “Kontakt” w sytuacji, gdy cywilizacje dzieli tysiące czy nawet tylko setki lat swietlnych, to gadanie o gruszkach na wierzbie. A i samo odebranie “sygnałów życia” wydaje mi się problematyczne, bo raczej byłyby olbrzymie kłopoty z identyfikacją takiego sygnału. A problem z SETI polega na tym, iż wpompowano w to olbrzymie pieniądze, które, myślę, lepiej by zaowocowały na jakimś innym froncie badań podstawowych.
Dru: po trykrotnym a uważnym przestudiowaniu Twojego komentarza
mogę Cię zapewnić, iż cel inny nie tylko istnieje, ale też jest on celem głównym: będziemy wiedzieć więcej 
@Hoko: No to może się zgłoszę. Lubię wiedzieć więcej, choć oglądanie galaktyk raczej mnie przeraża. Od dzieciństwa boję się, że coś z nieba spadnie nam na głowy.
Dru - to raczej przeprowadź się (o ile musisz) gdzieś z dala od korytarzy lotniczych. Ale żarty na bok. Faktycznie zamiast bawić się w wojny moglibyśmy jednak gęściej niebo skanować.
Hoko: Być może SETI rzeczywiście było takim dzieckiem ery optymizmu kosmicznego (tak jak literatura SF, w której w 2005 roku ludzie latają po całym Wszechświecie) ale to bardzo piękny program
Taki romantyczny. A uwagi co do kontaktu i odległości… Hmm - tu oczywiście trzeba założyć, że Oni będą wiedzieli co i jak z tym problemem zrobić, poza tym jakoś wydaje mi się, że wystarczyłaby sama świadomość i może wymieniane raz na 300 lat pozdrowienia…
Świadomość by nie zaszkodziła, ale jeśli o pozdrowienia chodzi, to może wystąpić problem z przekładem…
A założenia SETI były faktycznie nad miarę optymistyczne. Dziś wiemy cokolwiek więcej o warunkach, jakie są potrzebne do zaistnienia życia. I okazuje się, że wyewoluowanie z tego życia świadomości jest bardzo mało prawdopodobne. Musi zostać spełnionych mnóstwo warunków - np. dany układ planetarny powinien znajdować się w specyficznym obszarze “spokoju”. Pierwsze badania programu obejmowały duże skupiska gwiazd we wnętrzu galaktyki - dziś wiadomo, że tam żadna inteligencja powstac nie może, bo tym obszarem co rusz wstrząsają rozmaite katastrofy, wybuchy supernowych, zderzenia gwiazd, i jest dużo szkodliwego promienioania, nie ma więc potrzbnego czasu, aby cos sie mogło wykluć. Tym samym został zncznie zawężony obszar ewentualnych poszukiwań do pewnych stosunkowo pustych rejonów w ramionach galaktyki. Ale i tu nic nie znaleziono. Jacyś “ufoludkowie” pewnie gdzieś tam sobie jeszcze żyją, ale kosmos jest tak wielki i tak rozciągniety w czasie, że spotkanie takich dwóch ewenementów jest mało prawdoppodobne. Chociaż fajno by było.
Dru: to może w dzieciństwie miałeś jakieś przykre doświadczenia ze spadającymi przedmiotami?
Właśnie nie przypominam sobie, żeby coś na mnie spadło.
Moje lęki zaczęły się chyba jak dowiedziałem się, że gdy nadejdzie koniec świata to gwiazdy będą spadać na ziemię. Będąc małym przedszkolakiem wyobrażałem sobie WIELKIE (mniej więcej rozmiarów dorosłego człowieka) styropianowe spadające gwiazdy.
Do dzisiaj co jakiś czas śnią mi się gwiezdne anomalie oglądane przeze mnie z Ziemi.
Mam więc dla siebie dużo zrozumienia w tej materii.
BTW skąd wiadomo, że nic interesującego nie żyje w tych ramionach?
Nic w tych ramionach nie znaleziono - znaczy, nie wypatrzono
. istnienie jakichś prostych form zycia na innych planetach jest dość prawdopodobne, choć oczywiście tylko na tych nielicznych spełniających odpowiednie warunki. natomiast im organizmy barziej skomplikowane, tym więcej czasu trzeba, aby ewolucja do nich doszła, a i środowisko musi spełniać ostrzejsze kryteria. Więc coś tam może i żyje - a z naszego punktu widzenia cokolwiek by to było, na pewno jest interesujące
A z tymi spadającymi gwiazdami może psychoanaliza by Ci pomogła
Hoko… Strasznie marudzisz
Nie wiem po prostu czy te zastrzeżenia środowiskowe o jakich wspominasz nie zostały wyliczone przy założeniu, że to “obce” życie będzie takie jak nasze, oparte na węglu itd. itp. Może “oni” pławią się w “szkodliwym” promieniowaniu jak my w wannie?
I co to znaczy “co rusz wstrząsają”? My Ziemianie potrzebowaliśmy w porywach kilku miliardów lat, żeby wytworzyć inteligencję (bez względu na to co można sądzić śledząc Dzieje Koalicji) To “co rusz” oznacza mniejsze interwały?
Mniejsze, a gdy skupiska gwiazd są duże nawet znacznie miejsze. A do tego dochodzi jeszcze wymóg stabilności planetarnej - Mars i Wenus w zasadzie też nadawałyby się do życia, gdyby ich historia potoczyła sie odrobinę inaczej. A żeby uniemożliwić powstanie wysokorozwiniętego życia nie trzeba kosmicznych kataklizmów, wystarczy wysoka aktywność sejsmiczna planety.
W czym oni się tam pławią, nie wiem, lecz poza węglem jedynie krzem by się jako tako nadawał. Po prostu by stworzyć skompliowane struktury konieczne są odpowiednie pierwiastki.
Ech ci naukowcy. Każde marzenie zniszczą … To ja sobie ten plakat nad biurkiem powieszę chyba… Jak to było “I want to believe”?
Ale przecież tych nadających się gwiazd i planet musi chyba całkiem sporo. Tak sprawdzili wszystkie raz dwa trzy i już wiedzą?

Poza tym i tak mają wiedzę sprzed dziesiątków tysięcy lat.
Dołączam się do Komerskiego. Idę kupić sobie plakat.
Dru - Przecież to oczywiste, że nie sprawdzili. Spieszę z objaśnieniem. Hoko przedstawił punkt widzenia oficjalnej - sponsorowanej przez światowe mocarstwa - nauki, która jest niczym więcej jak tylko ideologią mającą wpoić obywatelom Ziemi przekonanie, iż Kontakt jest niemożliwy. Dzięki temu rządy światowe skupione w różnych klubach paryskich i grupach ośmiu ukrywają fakt, że z Obcymi są w kontakcie już od końca drugiej wojny światowej.
Komerski - ja też tak myślę, ale że Hoko nie jest w stanie tego zrozumieć?
Z braku plakatu ustawiłem sobie tapetę na komputerze. Ciekawe obrazki Google wyrzuca w tej tematyce.
Hoko:
BTW czy koncepcja, że czarne dziury mogą być odrębnymi wszechświatami ma jakieś poparcie w społeczności naukowej?
Dru: a co rozumiesz przez “poparcie”? Koncepcja ta została wysunięta przez naukowców właśnie. I dopóki nie będzie wiadomo, czym są czarne dziury, mozna sobie swobodnie spekulować
Co do tych sprawdzonych gwiazd: sprawdzanie polega na nasłuchiwaniu, czy z danego obszaru nie dochodzą sygnały, które można by uzanać na “nienaturalne”. Na razie niczego takiego nie stwierdzono.
PS
Dru, uważaj, bo Ziemia znajduje się obecnie w roju perseidów i właśnie wchodzimy w obszar ich największej gęstości (w nocy powinno być widać fajerwerki)
A o możliwości kontaktu to chyba napiszę coś osobno - tylko jak się chłodniej zrobi.