Folklor

(Poniższe należy sobie “odtworzyć słuchowo”, przyjmując, że śpiewają trzy, cztery gospodynie domowe, ale pojedynczo, każda bierze kolejny z rzędu wers. Wszystkim, którzy takiego odtworzenia dokonać nie potrafią, pozostaje uważna i dogłębna lektura…)

Jedzie Józek…

Jedzie Józek, jedzie…
Jedzie.
Jedzie Józek, jedzie, gowa mu sie kiwo…
Gowa.
Jedzie Józek, jedzie…
Jedzie Józek, jedzie, gowa mu sie kiwo!
Oooooo… gowa mu sie kiwo.
Jedzie Józek, jedzie…
Kiwo…
Jedzie.
Jedzie Józek.
Ooooo!…
Na rowerze jedzie.
Jedzie Józek, je…
Ooooo, na rowerze…
Ooooo, ale jus nie jedzie…
Nie jedzie. Bo.
Jechoł Józek, jechoł…
Jechoł.
Józek.
Jechoł Józek, jechoł; jechoł, jus nie jedzie…
Nie jedzie.
Ale jus nie jedzie!
Całkiem…
Jechoł Józek, jechoł, ale jus nie jedzie!
Bo wjechoł na miedze.
Ooooo… bo wjechoł na miedze…
Na miedze.
Benc…
Lezy Józek, lezy…
Lezy Józek, lezy!!!
Oooo… Lezy Józek, lezy, lezy koło miedzy.
Bo wjechoł, benc.
Lezy…
Jechoł Józek, jechoł, ale jus nie jedzie, bo wjechoł na miedze!
Lezy koło miedzy…
Lezy koło miedzy…
Ooooo, lezy koło miedzy…
Lezy koło miedzy, wcale sie nie ruso.
Benc…
Lezy koło miedzy, wcale sie nie ruso!
Jechoł Józek, jechoł, ale jus nie jedzie. Tylko lezy…
Lezy koło miedzy, dali nie pojedzie.
Jechoł Józek, jechoł, ale jus nie jedzie…
Nie pojedzie!
Dali nie pojedzie.
Nie pojedzie!
Ooooo, nie pojedzie…
Jechoł Józek, jechoł…
Lezy Józek, lezy, lezy jak nalezy.
Lezy koło miedzy.
Oooooo. Lezy!!! Koło…
Dali nie pojedzie!
Ooooo…
Wcale…
Jechoł Józek, jechoł, ale jus nie jedzie; nie pojedzie.
Dali nie pojedzie…
Dali nie pojedzie, bo sie koło zgieło…
Ooooo.
Bo.

43 Responses to “Folklor”

  • Dora :: 23-01-2008 :: 11 : 33

    Hoko, to autentyk?! :shock:
    Tylko nagrać, i Folkowy Fonogram Roku z marszu! :lol:
    PS. Salvador Dali nie pojedzie? :lol:

  • zeen :: 23-01-2008 :: 11 : 35

    http://www.jejciu.pl/z/317/Big_Zbig_Show/

    Tu jest wyliczanka w wykonaniu jednego dziarskiego staruszka :)

  • Hoko :: 23-01-2008 :: 11 : 57

    Dora, autentyk! - autentycznie sam to napisałem :lol: A naszło mnie rzeczywiście po wysłuchaniu jakiegoś koncertu z “Nowej tradycji”… :lol:

    Dali będzie jechał, dopóki nie trafi na miedzę… :D

  • Dora :: 23-01-2008 :: 12 : 31

    No to chyba uroczyście pasujemy tu naszego Hokopoko na Zasłużonego Artystę Ludowego… :lol:

  • zeen :: 23-01-2008 :: 12 : 44

    Koło to się wygło a nie zgieło…

  • hortensja :: 23-01-2008 :: 12 : 49

    Wobec tego gratuluję Ci Hoko tytulu. :grin:

    A utwór bardzo mi się podoba :smile:

  • Jolinek51 :: 23-01-2008 :: 13 : 03

    już się chciałam zapytać o obraz …. a tu jest Dali z rowerkami … :D

  • Hoko :: 23-01-2008 :: 13 : 46

    No no, Zasłużony Artysta Ludowy… :roll: Ale oprócz pasowania toby się jakiś dyplom przydał… :roll:

    Nie wiem, czy Dorze chodziło akurat o rowery u Dalego, czy raczej o rozmaite powyginane rzeczy, których w jego malarstwie sporo. Na tym obrazku jest jeszcze fortepian, więc akurat do folkloru pasuje :lol:

  • Teloch :: 23-01-2008 :: 14 : 35

    Hm… Czyżby owy Józek stał się Potworem z bagien?

  • Hoko :: 23-01-2008 :: 15 : 01

    Teloch, Józka z bagien jużeśmy przerabiali :D

    http://szwarcman.blog.polityka.pl/?p=90

    Ale wg mnie to jest całkiem inny Józek…

  • ramzel :: 23-01-2008 :: 15 : 48

    No więc Józek ni dojechoł!
    Ni dojechoł!
    Niiiii.
    Tak więc boby się wybroły.
    Się wybroły boby.
    Boby…
    Ooooooo…
    Wybroły się boby!
    Józka odnalozły.
    Odnolozły go…
    Odnolozły!
    I w krzoki z nim wlozły!
    Z nim wlozły!
    W krzoki!
    Hej! Hej!

  • zeen :: 23-01-2008 :: 16 : 41

    Próba sugerowania przez autora sposobu wykonania przedstawionego dzieła wskazuje, że musiałyby być to Desperate Housewives, dlatego pozostała mi dogłębna analiza.
    Czegoż my dowiadujemy się o Józku?
    Że był amatorem jazdy terenowej na rowerze nie najlepiej do tego przystosowanym, którego szczęśliwym był Józek posiadaczem.
    W czasie jazdy głowa mu się kiwała i tu przyczyny mogą być dwie: pierwsza, to skutek jazdy po nierównym terenie, lecz bardziej prawdopodobnym wyjaśnieniem zagadkowego kiwania będzie wysoce prawdopodobne spożycie przez Józka substancji C2H5OH w ilości utrudniającej trzymanie głowy prosto. Nie zaskakuje zatem wjechanie przez Józka w szczelinę międzyuprawową. Na skutek kontaktu szczeliny z kołem roweru nastąpiło z jednej strony wygięcie koła - przypuszczalnie przedniego - z drugiej zaś krótki lot koszący zakończony upadkiem Józka.
    Autor w tekście użył słowa benc, co z jednej strony sugeruje kiepską jakość roweru ( wszak fonetycznie zapisana nazwa Benz odnosi się do znanej marki rowerów, tyle, że tu wyszydzonej fonetycznym zapisem, rower okazał się nie najwyższej jakości), z drugiej zaś oznacza odgłos upadku (też fonetycznie staropolskie “bęc”). Zatem najlepiej przyjąć będzie, że Józek jechał na niezłym szrocie i też niewąsko grzebnął. W dalszej części dowiadujemy się, że Józek wcale się nie ruso i że dalej nie pojedzie, co oznaczać może nagłą utratę ochoty kontynuowania podróży albo równie nagłą utratę przytomności. Tu autor unika jednoznaczności: nie wyjawia bowiem czy Józek wpadł w szczelinę międzyuprawową z powodu utraty przytomności, czy odwrotnie: na skutek upadku nieprzytomni leżą oboje obok siebie Józek i szczelina.
    “Lezy Józek, lezy, lezy jak nalezy” mówi nam, że autor stawia naszego bohatera za wzorzec należytego leżenia. Jest to wyraźna podpowiedź jak należy ćwiczyć leżenie jak należy.
    „Dali nie pojedzie, bo sie koło zgieło…”
    Tu natrafiamy na kolejne rafy, przez które dzielnie przyjdzie nam się przedrzeć.
    Otóż dali nie pojedzie bynajmniej nie z powodu utraty przytomności! To w oczach autora nie jest żadną przeszkodą, prawdziwą zaś jest zgięte koło! I znów wracamy do refleksji dotyczącej znacznego obniżenia jakości produkowanych rowerów przez znaną, aczkolwiek, jak się okazuje, upadłą markę zagraniczną.
    Ale nasz autor na tym nie poprzestaje, o nie!
    Po chwili zastanowienia widzimy, żeśmy w pułapkę wpadli: autor bowiem umieścił obraz znanego na świecie cyklisty Salvadora Dali, na którym umieszczonych jest 26 postaci na rowerach. I każda z tych postaci głowę trzyma prosto, bo jakby nie, to nie utrzymałyby na głowie, no właśnie, czego? Z tego czegoś odchodzą welony, co już naprowadza na cel.
    Ale nie to jest najistotniejsze, postaci trzymają głowy prosto. Tytuł obrazu to Sentimental Colloquy (Study for a Ballet) co znaczy, że autor wykrzykuje nam w twarz: To pieśń sentymentalna Desperate Housewives o utracie nadziei na nawrócenie swych mężów na prostą drogę. Rezygnacji z jazdy po bezdrożach (manowcach) i odzyskanie kręgosłupa moralnego (trzymanie głowy prosto = rezygnacja z C2H5OH). Pieśń zrozpaczonych żon (welony!) żegnających się z nadzieją na powrót normalności w postaci trzeźwego i dumnego męża.
    Umieszczenie na obrazie fortepianu z pękniętą klapą, w którym w miejscu strun jest jezioro łez dopełnia obrazu rozpaczy.
    Tak to nasz autor przewrotnie pod postacią stylizowanej przyśpiewki ludowej przeprowadził nas na stronę głęboko egzystencjalnych rozterek współczesnej Matki Polki.

  • Dora :: 23-01-2008 :: 17 : 23

    :lol:

  • foma :: 23-01-2008 :: 19 : 32

    Trudno zgodzić się z interpretacją zeena przynajmniej z kilku powodów:
    1) określenie miedzy “szczeliną międzyuprawową” obnaża zupełną nieznajomość autora (tj. zeena) w zakresie rolnictwa. Miedza powstaje poprzeni niedoorywanie skrawka przestrzeni uprawnej i tym samym nie stanowi szczeliny, a coś w rodzaju kopczyka.
    2) nie można przesądzać o tylko jednym powodzie niejechania Józka. Rozwijająca się sekwencja pieśni ludowej wskazuje, że powodów było kilka, lecz ukazywane zostały etapami dla osiągnięcia większego efektu dramatycznego i skomplikowania faktury i materiału wykonawczego.
    3) Ostatnie, nierozwinięte “Bo”, zakończone kropką każe sądzić o wielkim zadowoleniu śpiewających kobiet z zaistniałego wypadku, co nasuwa kilka hipotez:
    a) kobiety nie lubiły Józka i nie chciały, by dojechał (komornik? listonosz z rentą dla pijącym mężczyzn? - wtedy kiwająca głowa może być efektem “podziękowań” od wcześniej obsłużonych rencistów i emerytów)
    b) kobiety mogły zaangażować wypadek, kierując podstępnie Józka na miedzę, wykorzystując jego ograniczone możliwości intelektualne (kiwająca się głowa)
    c) Józek mógł się popisywać przed kobietami, ale nie dał rady, przeto kobiety dworują sobie z niego.

  • zeen :: 23-01-2008 :: 19 : 57

    Kolega foma ma racje bardzo ograniczoną: miedza bywa czymś na kształt kopczyka, ale także solidnym wyżłobieniem terenu.
    Bardzo ograniczone jest również spojrzenie kolegi fomy na całość dzieła wraz z aspektami. No, nie chcę wyciągać dalszych ograniczeń kolegi fomy, bo i po co… ;)

  • Jolinek51 :: 23-01-2008 :: 20 : 30

    Nie łatwo być Matką Polką …. :) …. ile to się trzeba nakombinować by chłopa na dobrą drogę sprowadzić :D …. i to jeszcze trzeba robić kolektywnie …. :)

  • foma :: 23-01-2008 :: 20 : 49

    Ot, widzicie kolego zeen, koleżanka Jolinek przychyla się do mojej interpretacji, która, przyznam wyciągając rękę na zgodę i machając ową ręką na “ograniczenia”, nie stoi w sprzeczności z interpretacją zeeninowską, tylko ją twórczo rozwija i pozbawia widzocznych ułomności…

  • zeen :: 23-01-2008 :: 21 : 36

    Zatem zdrówko Gospodarza :)

  • foma :: 23-01-2008 :: 21 : 40

    Zdrówko, bo zdrowia nigdy dość ;)

  • Jolinek51 :: 23-01-2008 :: 22 : 01

    to za zdrowie gości … :)

  • a cappella :: 24-01-2008 :: 06 : 22

    Koło się nie zgieło ino zgieno a jesce lepi(j) - scentrowało.
    Jak można w tak empirycznym blogu dopuszczać się podobnych nieścisłości!… :shock: ;-)

    …Które jednakowoż nie przeszkadzają w przyłączeniu się do pochwał i toastów :cool:

  • Torlin :: 24-01-2008 :: 09 : 20

    Strufco!

  • PAK :: 24-01-2008 :: 10 : 46

    1) Na pewno trzy? Bo wyglądało mi to z początku na parzystą liczbę gospodyń wiejskich.

    2) Benz to był Mercedes. A nie rower.

  • foma :: 24-01-2008 :: 11 : 04

    Zarzucanie Hoko, że w tekście ludowym występują inżynieryjskie nieścisłości [vide wpis by PAK] jest, było nie było, nadużyciem. Hoko wszak przybliża twórczość miejscową, a wiadomo, że odsetek wyższej scholaryzacji, i to w kierunku technicznym (wliczając nawet mechanizację rolnictwa) w środowisku gospodyń wiejskich jest niski (niestety). Należy wręcz podziwiać Hoko za umiejętność przybliżenia szerszej publiczności owego owocu intelektu.
    Zwracam też uwagę, że lektura tekstu jest wtórną, więc niedoskonałą, formą poznania. Pierwotną jest wewnętrzne wysłuchanie śpiewu gospodyń. Nalezy zatem wsłuchać się w folklorystyczny fragment duszy, i wszystkie wątpliwości znikną.

  • Hoko :: 24-01-2008 :: 12 : 53

    o w mordę… nie podejrzewałem, że w tym tekście jest tyle ukrytych sensów :D

    Interpretacja zeena mi się całkiem podoba, może z zastrzeżeniem co do tej miedzy właśnie; bo ani to “szczelina międzyuprawowa” - zwłaszcza w obecnej porze roku, gdy pola w wielu miejscach gołe, ani to “wyżłobienie terenu”: linia graniczna może być tak co prawda wyznaczona i wtedy jest twór taki swoistą “miedzą”, lecz właśnie miedzą w cudzysłowie, bo żaden chłop z dziada pradziada do takiej miedzy by się nie przyznał, choćby go i żywym ogniem przypiekano; a co więcej, na “wyżłobienie terenu” trudno byłoby wjechać: w takim wypadku wjeżdża się w wyżłobienie terenu, czyli w dołek.

    Jednakowoż nie jest też tak, ażeby miedza owa była “kopczykiem”. Kopczyk bowiem to coś usypanego, tymczasem miedza graniczna powstaje skutkiem notorycznego (aczkolwiek uzasadnionego) niezaorywania tego pasma ziemi, wobec czego rośnie tutaj najczęściej trawa i inne rośliny nieuprawne. Zaś jeśli miedza góruje nad polami znajdującymi się po bokach, to z powodu odkładania się na niej tej trawiastej ściółki tudzież erozji gleby uprawnej, która zostaje wymywana. I w omawianym przypadku miedza rzeczywiście musi wystawać sporo nad średni poziom pola czy drogi obok, gdyż w przeciwnym razie Józek zdołałby przejechać - ziemia jest bowiem miękka i odkształca się plastycznie na skutek ucisku, a trawa dodatkowo amoryzuje, co przy niskiej miedzy zaowocowałoby wyczuwalnym hop-siup, lecz nie doprowadziłoby do kraksy. Więcej, nie tylko miedza musiała być wysoka, ale i Józek musiał na swym pojeździe rozwinąć sporą prędkość, dlatego że tylko w takim przypadku mogło dojść do wygięcia koła. Tyle podpowiedzi…

    Co do kwestii nazewnictwa procesu prowadzącego do odkształcenia koła, przyznaję, że “zgeło” albo jeszcze lepiej “wygło” byłoby terminem znacznie bardziej adekwatnym do zaistniałej sytuacji, szczególnie zaś do jej umiejscowienia w porządku kulturowym i społecznym. Wezmę to pod uwagę przy kolejnej edycji dzieła.

    Sprawa ilości wykonawczyń. W pierwotnej wersji utwór przewidziany był na trzy składy: chórek dwuosobowy, trzyosobowy i czteroosobowy, z tym że w każdym z chórków wyznaczony był dodatkowo solista. Całość śpiewana na głosy, nie tylko z podziałem jeden wers na jeden skład, lecz również ten sam wers jednocześnie - wielogłosowo. Natomiast we wstępie do utworu zadeklarowałem do odtworzenia pojedyncze osoby dlatego, ponieważ “odtworzenie słuchowe” jest procesem dość trudnym i obawiałem się, że w pełnym składzie nikomu mogłoby się nie udać.
    :lol:

  • komerski :: 24-01-2008 :: 13 : 37

    Mi słów zbrakło po przeczytaniu powyższego utworu, więc posłużę się cytatem, który nieodparcie czemuś ciśnie mi się na palce, a pochodzi z jakiejś komedyjki:
    “Łoj córciu, córciu, już ty długo panienką nie będziesz…”

  • Dora :: 24-01-2008 :: 13 : 38

    Miedza to po prostu miejsce, pod którym siedzi zając.
    Może Józek potknął się o zająca? :-D

  • dru' :: 24-01-2008 :: 14 : 34

    Mi osobiście utwór wydaje się mocno przeintelektualizowany. Nie bardzo wiem co autor chciał osiągnąć kontrastując osoby Ruso i Dalego z lokomocyjnymi problemami mieszkańca jednej z wsi polskich.

    I o którego Bo chodzi?

    BTW nie powinno być ‘roweze’?

  • hortensja :: 24-01-2008 :: 16 : 31

    tak na pewno, jak pisze Dora, Józek się potknąl o zająca i zlapal zająca :lol:

  • Hoko :: 24-01-2008 :: 17 : 16

    Zauważcie, że Józek jechał rowerem, więc gdyby to był zając, to… lepiej dla zająca, żeby to była miedza :)

    Komerski, Tobie ostatnio wszystko się z jednym kojarzy… czyżby wiosna już? :)

    Dru, utwór jest taki, jakim go odczytają odbiorcy - tyle w kwestii przeintelektualizowania :lol: Na “roweze” się nie nada, bo to był rower z przerzutką.

  • foma :: 24-01-2008 :: 18 : 42

    Hoko, znam ci ja miedzę, znam.
    “Kopczyk” pojawił się jako daleka od prawdy, acz zrozumiała dla zeena, ilustracja miedzowej wypustki, takiej soczystą trawą zarosłej (wszak jak w szczelinie możnaby pasać krowy…). Zwracam uwagę, że o niedoorywaniu już wspomniałem w polemice z zeeninowską interpretacją.

  • beto :: 24-01-2008 :: 20 : 30

    piękne!
    zaraz pięknę :)

  • komerski :: 25-01-2008 :: 10 : 03

    Hoko: Chyba właśnie wiosna. Powietrze tak ładnie pachnie…

  • hortensja :: 25-01-2008 :: 16 : 41

    Wiosna, wiosna, ale tak jak wieje dzisiaj, to nawet wyjść się nie chce. Pewnie znowu niedlugo sypnie śniegiem. :sad:

  • Hoko :: 25-01-2008 :: 18 : 14

    Sypnie albo nie sypnie, ze śniegiem nigdy nic nie wiadomo :) Wiało, ale i słonko świeciło, i trzeba się tylko dobrze ubrać, w kapotę z kapturem, i jeszcze okutać się szalikiem, i wtedy jest całkiem ciepło i można sobie spacerować :)

    beto, mnie też “Józek…” się coraz bardziej podoba; oj udała mi się przyśpiewka, udała… ;)

  • Dora :: 25-01-2008 :: 20 : 08

    Najbardziej lubię tę awangardową końcówkę: “Bo”. To zresztą jak refren, bo jest i wcześniej.
    Cały czas się zastanawiam nad nazwaniem tej formy literacko-wokalnej i środków w niej użytych :neutral: Jest epifora, jest anafora, ale nieregularne. A całość? Trochę przypomina mi litewskie sutartines - tam właśnie głosy są od siebie odbierane z zakładką, podobna forma też jest w Estonii, ale zapomniałam, jak się nazywa. Bogate pokrewieństwa ;-) :lol:

  • Hoko :: 25-01-2008 :: 21 : 11

    O rany, zaraz popadnę w samozachwyt :D

  • zeen :: 25-01-2008 :: 21 : 17

    Pani Kierowniczko, jakaś szpileczka się przyda, bo nam Hoko nabrzmiał ;)

  • Jolinek51 :: 25-01-2008 :: 21 : 48

    to ja szpilę daję …. pssssssssssssssssss ….. :)

  • Dora :: 25-01-2008 :: 22 : 16

    Jak to, kury już śpią, a nasz artysta jeszcze na nogach? :shock:

  • Hokopoko :: 25-01-2008 :: 22 : 27

    he he… :roll:

  • Hoko :: 30-01-2008 :: 15 : 55

    Dla wszystkich zapóźnionych link do obrazu Dalego, bo ten na dole już inny.
    http://obrazy.hokopoko.net/single.php?img=54

    I tak przy okazji, powyższa dyskusja może być przyczynkiem do stochastycznej teorii percepcji dzieła literackiego. Raz, że Dora mogła o Dalim nie wspomnieć, dwa, ja ten obraz wybrałem na oko, a w zanadrzu miałem jeszcze jeden - z rowerem na plaży. I tym sposobem następne pokolenia, wychowane przecież na krytycznej analizie zeena, będą zdeterminowane w swoim postrzeganiu zmagań Józka z miedzą przez te właśnie zbiegi okoliczności… :)

  • Co w duszy gra » Archiwum bloga » Podgrzybki i prawdziwek :: 14-04-2008 :: 01 : 33

    […] nie ma takich “korzennych” występów, jakie mogły natchnąć Hoko, gdy tworzył swoje dzieło o Józku. Wciąż modni są klezmerzy i klezmeropodobni, najczęściej nawiązujący do doświadczeń […]

*
Dodaj komentarz

* * *

obrazy
Komentowane
foma: Skrzela
Dora: Skrzela
foma: Skrzela
hortensja: Skrzela
zeen: Skrzela
Hoko: Skrzela
Dora: Skrzela
dru': Skrzela

* * *

.