Elektrybałt
Minęło niewiele czasu, a wieść o elektrycznym wieszczu dotarła do prawdziwych, to jest – zwyczajnych poetów. Oburzeni do żywego, postanowili ignorować maszynę, znalazło się wszakże kilku na tyle ciekawych, że wybrali się chyłkiem do Elektrybałta.
To fragment opowiadania Stanisława Lema Elektrybałt Trurla (z tomu Cyberiada). Wojtek Orliński pisze na swoim blogu o płycie Homo Twist i słowach piosenki Macieja Maleńczuka – odnoszących się właśnie do Lema.
Tekst (wiersz?), jak to tekst, wgląda na to, że muzyka była pierwsza. Nie wiem, nie słuchałem. I złego słowa bym pewnie nie powiedział, gdyby WO nie nadmienił, że utwór ten nawiązuje do Lemowego wiersza znajdującego się właśnie w rzeczonym opowiadaniu: to słynny poemat o miłości, artykułowany językiem wyższej matematyki (ze szczególnym uwzględnieniem algebry tensorów!). W takiej sytuacji nie mogłem nie przeczytać, zwłaszcza że WO stwierdził, iż tekst jest znakomity… i stąd moje przemyślenia.
Maleńczuka można sobie przejrzeć tutaj, po Lema zajrzyjcie do książki, a jak kto nie ma, to i w sieci powinen, zdaje się, znaleźć. Jeśli cokolwiek te dwa wiersze łączy, to chyba fakt, że i w jednym, i w drugim przypadku mamy do czynienia ze swoistą rozbieżnością pomiędzy opisywanym a opisem, pomiędzy dziedziną tematu i dziedziną pojęć, które zostają użyte do jego dookreślenia. Lem do opisu miłosnych rozterek używa języka wyższej matematyki, zaś Maleńczuk do opisu własnych rozterek używa terminów zaczerpniętych z książek Lema. Dalej są już same różnice, od melodyki i rytmiki wiersza zaczynając (u Lema trzynastozgłoskowiec, Maleńczuk poprzestał na dwunastu). Słowa do piosenki – owszem, jak tysiąc innych podkładów słownych do muzyki, z jakimi mamy na co dzień do czynienia. Rytmika nieco bałaganiarska, rymy z łapanki, o frazie zdania lepiej zapomnieć. W warstwie przesłania podobnie. Ani humoru, ani Lemowego dystansu; jest za to nasz polski, mesjanistyczny patos, nieco pretensjonalności, banał, z którego robi się zasługę…
Oczywiście można też spróbować takiego zestawienia:
Zapętlone wstęgi miriady soczyste
Tyś w gnozie nie uwiądł miał myślenie czyste
Aby diament się wykluł eony mijają
Tyś codziennie znosił brylantowe jajo
*
Tyś pan wszystkiego świata, Tyś niebo zbudował
I złotymi gwiazdami ślicznieś uhaftował;
Tys fundament założył nieobeszłej ziemi
I przykryłeś jej nagość zioły rozlicznemi.
Niewiele to jednak zmieni, nawet jeśli pominiemy poetycki kunszt Kochanowskiego. Jako trawestacja, jako puszczenie oka tekst Maleńczuka się nie broni, bo to wszystko jest wciskane na siłę, to chce być autentyczne - i tym samym goni za własnym ogonem. Sentymentalny hymn na cześć Lema, wyśpiewywany po świątyniach przez maluczkich…
Maleńczuk w starciu z Elektrybałtem jeśli nie połamał, to na pewno poobijał sobie nogi. Nie on pierwszy, bo nie jeden już z elektrycznym poetą w szranki stawał i jak na razie żadnemu to na dobre nie wyszło – poczytajcie sobie zresztą sami, to wszak niedługie opowiadanko.
*
A ja skorzystam z okazji i wrócę do moich melodii. Przy którymś tam z kolei czytaniu Lemowego wiersza dotarło do mnie, że gdzieś to już słyszałem. Melodia, zestawienia słów, rytm, wreszcie nastrój, jakaś mgiełka obrazów i emocji towarzyszących czytaniu – wszystko to skądś już znałem, gdzieś już tego doświadczyłem, gdzieś frazę tego wiersza “słyszałem” wcześniej.
Najpierw padło na Podróż Baudelaire’a.
Nieśmiały cybernetyk potężne ekstrema
Poznawał, kiedy grupy unimodularne
Cyberiady całkował w popołudnie parne,
Nie wiedząc, czy jest miłość, czy jeszcze jej nie ma?
(…)
On drżenia współmetryczne, które jęk jednoczy,
Zmieni w grupy obrotów i sprzężenia zwrotne,
A takie kaskadowe, a takie zawrotne,
Że zwarciem zagrażają, idąc z oczu w oczy.
*
Dziecku zapatrzonemu w mapy i ryciny
Ziemia zdaje się wielka jak jego pragnienia.
Ach, jakże w świetle lampy ten świat jest olbrzymi!
Jakże mały wydaje się w oczach wspomnienia!
(…)
Ich chęci przybierają chmur kapryśne formy,
Oni roją jak rekrut o surmach bojowych,
O rozległych rozkoszach, zmiennych i niesfornych,
Dla których nie ma nazwy w słowach ludzkiej mowy!
Ale to było jeszcze nie to, jeszcze nie wszystko. Choć ta ostatnia strofka, ostatni wers zwłaszcza, jakże dobrze oddają Lemową twórczość! Już jednak wiedziałem, że to ma być podróż: i może nawet zacząłem tu już jakoś abstrahować od punktu wyjścia, od miłosnego poematu Elektrybałta, rzutując rzecz całościowo na Lema. Czegoś brakowało… Przyszła mi więc na myśl inna podróż, bardzo podobna w melodyce, we frazie zdania, lecz odrobinę bardziej konkretna w rytmie, w większym stopniu operująca symbolami i odważnymi zestawieniami słów: Statek pijany Rimbauda.
Twych skalarnych przestrzeni wielolistne głębie
Ukaż uwikłanemu w Teoremat Ciała,
Cyberiado cyprysów, bimodalnie cała
W gradientach rozmnożonych na loty gołębie!
O, nie dożył rozkoszy, kto tak bez siwizny
Ani w w przestrzeni Weyla ani Brouwera
Studium topologiczne uściskiem otwiera,
Badając Moebiusowi nieznane krzywizny!
*
Ja, co biegłem w promykach elektrycznych cały,
Szczątek płochy, wśród morskich rumaków eskorty,
Gdy skwarne lipce maczug ciosami strącały
Ultramaryny niebios we wrzące retorty;
Ja, co drżałem, o sto mil czując bekowiska
Behemotów i wściekłe Maelstromów ukropy,
Pielgrzym wieczny błękitów cichych rozlewiska,
Ja tęsknię do wybrzeży odwiecznych Europy.
Oczywiście wiersze Rimbauda i Baudelaire’a są w przesłaniu uniwersalne i mogą być paralelne dla wielu utworów, czy całych dróg twórczych, “podróż” Lema jest jedną z wielu możliwych. A melodie? Tu też jakby dobrze poszukać coś by się jeszcze może znaszło, nawet i w poezji polskiej. Więc czy Lem, pisząc swój matematyczno-miłosny poemat, miał w uszach frazę francuskich poetów, czy też to tylko mi się tak “gra”, gdy te wiersze czytam…
O biedny zakochany w krajach swej chimery!
Trzebaż go zakuć w dyby? Wrzucić do otchłani,
Tego majtka pijaka, odkrywcę Ameryk,
Którego miraż złudną nadzieją nas mami?
Przekłady:
Podróż: Maria Leśniewska
Statek pijany: Miriam



Też zawsze myślałam, że to jest na czymś wzorowane…

A ciekawe, jaką “melodię” podrabia to:
Apentuła niewdziosek, te będy gruwaśne
W koń turmiela wyprząchnie, kostrą bajkę spoczy,
Oproszędły znimęci, wyświrle uwzroczy,
A korśliwe porsacze dogremnie wyczkaśnie!
oj traciles struny…
przebrnelam przez tego malenczuka i wiecej nie bede
Ojojoj……
Nie dziwota, że są harde urodziwe panie
Wszak im drzewo wynioślejsze, tym trudniej wleźć na nie.
Wżdy i z panną, i ze drzewem kto nie kiep poradzi
Trzeba owszem wziąć i zerżnąć, no i po zawadzie.
zeenie!
tak ze zwykłej ciekawości, ja ten wierszyk znam z “Wiedźmina”, cytuje go Jaskier. A to może jest wcześniejsze?
Hoko!
Ja bardzo, ale to bardzo przepraszam. Ale wydaje mi się, że opis tego obrazu poniżej nie jest dobry. Po pierwsze ten artysta nazywał się Lorrain, a po drugie ja na tym obrazie nie widzę żadnych tańczących postaci, jedynie praczki. Obraz, o którym mówisz, wygląda tak:
http://www.malarze.walhalla.pl/obraz-3828.html
Serdecznie Cię pozdrawiam
Torlin,
literki mi się w nazwisku przestawiły, już poprawiłem. A co do “postaci” to sobie popatrz na obraz, do którego dałeś link i na ten u mnie - który z nich jest ciekawszy, baredziej kunsztowny, bardziej zapierający dech w piersiach… te ludziki to kaszana, a młyn stanowi wartość samą w sobie, nie mówiąc już o bijącej z płótna sile krajobrazu. No a co innego, wyciąć z obrazu, co najlepsze, a co innego zminić jego tyuł - na to drugie się już nie poważyłem (a może trzeba było!) i stąd te tańczące postacie
Raczej - piorące postacie
Hoko! Nadeszła wiosna a u Ciebie taki jesienny wystrój…swoją drogą i tak piękny
o ile mnie pamiec nie myli to w jednej z pierwszych antologii “pokolenia bruLionu” malenczuk wystepowal jako poeta, bylo to na poczatku lat ‘90
Ralph,
“poeta” to pojęcie bardzo szerokie, więc nich tam będzie, zwłaszcza że niektóre teksty ma znośne. Ale Lem ewidentnie wyszedł mu bokiem
Napoleon,
na tym obrazku w topie to chyba właśnie wiosna, tylko w krajach bardziej na południe (a przynajmniej znalazłem obrazek, szukając pod “wiosna”). Te odcienie są nieco zwodnicze, niektóre drzewa robią się takie złoto-brązowe właśnie w czasie wypuszczania pąków i pierwszych listków. No a ludziki (link Torlina) też nastrojeni raczej wiosennie. Ale na razie eksperymentuję, więc może jeszcze ten obrazek zmienię, z poprzednim zielonym było trochę za zimno.
A są jakieś wnioski z faktu przejścia z trzynastozgłoskowca Lema na dwunastozgłoskowiec Maleńczuka? Bo to zabrzmiało co najmniej tak, jakby Lem nie obawiał się odwołać do feralnej liczby 13, podczas gdy zabobonny Maleńczuk owszem…
Trzynastozgłoskowca pewnie gorzej się śpiewa
A trzynastozgłoskowiec nie jest feralny - opiera się na nim niejedno poetyckie cudo. “poprzestał” - tak mi się napisało, to akurat nie ma charakteru wartościującego.
Czasem, jak Was czytam, to się robię malućki…
Co prawda, zawsze tak było i jest, ale gdy czytam niektóre Wasze texty, to ta okropna prawda wdziera się brutalnie do mej świadomości…
Ha ha, myślałam, że na prima aprilis nikt się nie wpisze
To jeszcze na primaaprilisową dobranockę zaśpiewajmy Lema razem z młodą panią Santor i Mazowszem:
http://taneczna.wrzuta.pl/audio/soHBhltdfP/mazowsze_-_ej_przelecial_ptaszek
Ej, przeleciał robot,
Wydał cichy chrobot,
Cienkie śrubki na nim zadrżały…
a ja tylko kotka przytulę
Ogólnopolskie głaskanie kotków!