Do poczytania…
Wpis sponsorowany przez Wydawnictwo Naukowo Popularne WNP
*
Moje uszy są zielone… Śpiewnik marsjański
Wybór i opracowanie Mark Nićwidź.
Moje uszy są zielone… to obszerny wybór tekstów piosenek artystów pochodzących z Czerwonej Planety. Znajdziemy tutaj dzieła tak znanych wykonawców, jak Girls Grils, Wind Mars Fire, Com.Eta, Mars Mars Dąbrowski, Michael Jackson, Modern Mars Jazz Quartet, My Father Is Bird, Mars-Kość i innych.
Oprócz tekstów pozycja zawiera również skrócone życiorysy artystów czy historie zespołów, nieznane i ciekawe szczegóły ich kariery oraz bardzo dobrze oracowaną dyskografię.
Śpiewnik uzupełnia płyta DVD z fragmentami videoklipów prezentowanych wykonawców.
*
Sam buduję statek kosmiczny
W serii Poradnik Majsterkowicza przedstawiamy światowy bestseller autorstwa wybitnego naukowca z NASA, Valerego Zubrina. We wstępie do książki autor pisze m.in.: …podróże kosmiczne były nieziszczalnym marzeniem wielu pokoleń naszych przodków. Dopiero w drugiej połowie zeszłego stulecia marzenie to zaczęło przybierać wymiar realności - jednak tylko w ograniczonym wymiarze i z udziałem tylko nielicznych. Ale czasy te już minęły! Dzięki najnowszym zdobyczom techniki dzisiaj każdy - chłop, robotnik, inteligent pracujący - może, niewielkim tylko nakładem kosztów, stać się posiadaczem swojego wymarzonego pojazdu kosmicznego. Tyle autor. Pozycja zawiera szczegółowy opis budowy statku kosmicznego, poczynając od adresów sklepów, dostarczających potrzebne produkty i akcesoria, a na zawiłościach formalno-prawnych kończąc. Klarowny i zrozumiały język wykładu oraz bezproblemowa dostępność materiałów - najczęściej w postaci gotowych podzespołów i kitów do samodzielnego montażu - gwarantują, że z budową opisanego pojazdu poradzi sobie nawet niezbyt zaawansowany majsterkowicz-konstruktor.
*
Miłej lektury…



A gdzie ceny? Bo Zubrina bym sobie kupił - śpiewam marnie to nie będę się szarpać na Nićwidzia.
Ależ ci Marsjanie są ‘zachodni’, w najgorszym przypadku polscy. A może Mars ma też swoje Chiny, Tajlandię, czy Kenię? Ale rozumiem, że najłatwiej było przedstawić twórczość znajdująca się pod wpływem tramisji MTV, które z opóźnieniem, ale na Marsa docierają.
Co do statków kosmicznych:
1) Prywatna eksploracja kosmosu jest obecnie na topie. No prawie, a przynajmniej do topu się zbliża — za to z siłą kosmicznej rakiety (prywatnej). Agencje rządowe uchodzą za drogie i nieefektywne.
2) Pamiętam (ha, za PRL to było, sama książka była chyba z lat 60-tych, ale że znalazłem ją z oderwaną okładką to nie wiem dokładnie), jak radzono w sprawie robienia różnych zabawek. Proponowano między innymi model samochodu napędzanego silnikiem rakietowym z filmu do aparatu fotograficznego. Ale przyznaję, że nie próbowałem. Próbowałem silnik rakietowy (do rakiety) kupiony w Składnicy Harcerskiej (na stały materiał pędny), ale nie zadziałał. Nie wiem, czy silnik był wadliwy (lata 80-te, i to wczesne, wtedy dużo rzeczy było wadliwych, od ustroju począwszy), czy źle go odpaliłem. Drugi taki silnik mi się gdzieś po domu walał, ale nie miałem pomysłów na wykorzystanie go. Pozostaje mi tylko w myśli wyobrażać sobie, co by było, gdyby ta rakietka wzleciała i opadła na spadochronie.
PS. Mało kto wie, ale w latach 60-tych Polska należała do paru (może pięciu) najbardziej zaawansowanych państ w technice rakietowej. Ale nie chodzi o silniki na filmy fotograficzne, czy wadliwe napędy z SH.
Książka Valerego Zubrina musi być niezwykle obszerna, skoro jest światowym bestselerem wyjaśniającym nawet zawiłości formalno-prawne które, jak wiadomo, w każdym kraju są inne.

Niezły prawnik z tego Zubrina.
Kurczę, że też ja nie miałem silnika rakietowego. No, ale ja ograniczałem się do robienia najprostszych rzeczy z książki Słodowego. Współcześnie to chyba najprostszą metodą uzyskania napędu rakietowego jest zestaw coca-coli i mentosa.
Tak… ‘Książka Valerego Zubrina musi być niezwykle obszerna’ (Ramzel)… ale pytanie, jak obszerna?
)
Uważam ten anons za wysoce niepełny i tym samym budzący w potencjalnym czytelniku mieszane uczucia
(a komentarzową arytmetykę - za wysoce podstawową
E tam, ten śpiewnik marsjański to tak naprawdę sponsorował producent znanych batoników
Mars
A ja sobie myślę, co by napisała o takich lekturach nadobowiązkowych Noblistka??? Ech…
Torlin,
ta kufa wygląda tak
Dora,
z producentem batoników pertraktuję inny wpis sponsorowany
PAK,
jacy znowu zachodni? Mars Mars Dąbrowski to przecie tradycyjna muzyka marsjańska.
I która noblistka? Skłodowska byłaby pewnie jak najbardziej za
Ramzel,
niemal w każdej książce znajdzie się rozdział aktualny tylko lokalnie. Poza tym większość zagadnień prawnych dotyczy prawa międzynarodowego
Komerski napisał:
“Współcześnie to chyba najprostszą metodą uzyskania napędu rakietowego jest zestaw coca-coli i mentosa.”
Ja bym stawiała na nieśmiertelny bigos lub grochówkę.
A nie ma tu próbki załącznika? W przyzwoitych wydawnictwach dają posłuchać kawałków.
Chodź tu kotku, chodź do cioci
Naprostsze pytania są najtrudniejsze
, musiałam użyć palców u nóg 
mt7: Chyba nie do końca się zrozumieliśmy
- Ja miałem na myśli coś takiego: http://tiny.pl/4598
Eeee, oszukują.
Wzburzyli dwutlenek węgla i Amerykę odkryli.
To nie jest prawdziwa inwazja mocy.
Prawda, kotku?
Tylko 5, starczyło jednej ręki.
Tam pewnie jest taki tekst.
Moje uszy są zielone,
tak jak moje serce,
które zostawiłem przy Tobie
w naszej czerwonej krainie.
mt7,
O to to! Dokładnie tak!
A z tym załącznikiem to zapytam…
A ja się zastanawiałem co sąsiad taki duży silos stawia w ogródku, podśpiewując “czy te oko może kłamać”…
A mars, mars Dąbrowski - wyborny
mt7 - Nie oszukują. To można sprawdzić. Polecam też
http://en.wikipedia.org/wiki/Diet_Coke_and_Mentos_eruption
He, he. Dobre.
Wiem.
Nie sądziłam, że tyle tych filmików jest w sieci.
Co do wybuchów mentosa - polecam ten filmik:
http://www.youtube.com/watch?v=249p6xMWPtU
Hmmm… Skoro “niemal w każdej książce znajdzie się rozdział aktualny tylko lokalnie. (Hoko)“, to teoretycznie książka ta nie może być nazywana światowym bestselerem, ponieważ każda lokalna odmiana to de facto inna książka.
Po zapoznaniu się z “Moje uszy są zielone” stwierdzam: muzyka marsjańska w dalszym ciągu jest marsowa.
Czerwieniły mi się uszy przy czytaniu niektórych tekstów i słuchaniu klipów, szczególnie wykonawcy Mars and Painter, czysta komarsja…
A przy pomocy Valerego Zubrina udało mi się zbudować stateczek komiczny, który posłuży mi do odbycia podróży na Marsa, celem dostarczenia tam kilku ciekawych pozycji płytowych z Ziemi.
Nie mają jakiś materiał porównawczy…