Poranek
Znowu rzucimy okiem na wschód, lecz tym razem nie na krajobrazy, a na wnętrza i ludzi. Widoki odległe i w przestrzeni, i w czasie, z rosyjska tragikomiczne, niby codzienne, lecz codzienność to rodem z Dostojewskiego… no, może z Gogola… -
Znowu rzucimy okiem na wschód, lecz tym razem nie na krajobrazy, a na wnętrza i ludzi. Widoki odległe i w przestrzeni, i w czasie, z rosyjska tragikomiczne, niby codzienne, lecz codzienność to rodem z Dostojewskiego… no, może z Gogola… -
Zima do mnie wróciła, lekka i cienka i nie wiadomo, czy na dłużej. A ja wędruję sobie ostatnimi czasy po rozmaitych rosyjskich galeriach, więc trzy zimowe krajobrazy tak przy okazji. Tytuł zaś taki a nie inny dlatego, ponieważ w tej rosyjskiej zimie (a i w innych tamtejszych widokach) znajduję jakąś nutę wspomnienia - tego, co jakby pamiętam; nutę częstokroć o wiele bardziej realną i namacalną, aniżeli w malarstwie polskim. -
Nie pytaj próżno, bo nikt się nie dowie,
Jaki nam koniec gotują bogowie.
I babilońskich nie pytaj wróżbiarzy,
Lepiej tak przyjąć wszystko, jak się zdarzy.
A czy z rozkazu Jowisza ta zima,
Co teraz wichrem wełny morskie wzdyma,
Będzie ostatnia, czy też nam przysporzy
Lat jeszcze kilka tajny wyrok boży,
Nie troszcz się o to i … klaruj swe wina.
Mknie rok za rokiem jak jedna godzina,
Wiec łap dzień każdy, a nie wierz ni trochę
W złudnej przyszłości obietnice płoche. -
Im bardziej pada śnieg
Bim-bom,
Im bardziej prószy śnieg
Bim-bom,
Tym bardziej sypie śnieg
Bim-bom,
Jak biały śnieg z poduszki.
I nie wie zwierz ni człek
Bim-bom,
Choć żyłby cały wiek
Bim-bom,
Kiedy tak pada śnieg
Bim-bom,
Jak marzną mi paluszki.
K. Puchatek -
czyli zagadki z rozwiązaniem.
Poznajecie poniższy obraz? Nie? Jak to nie? Przecież musicie poznawać! -
Znowu on i ona i znowu naczynia. Nie będziemy się jednak zastanawiać, co w nich, gdyż tytuł dzieła Degasa wszystko wyjaśnia. Absynt. Chociaż obraz ten mógłby równie dobrze być którąś z kolei Melancholią: postacie kobiety i mężczyzny aż nadto dobrze się w ten nastrój wpisują. Melancholia i Absynt. Absynt i Melancholia. I nie wiadomo, co skutkiem, a co - przyczyną. Ktoś tu niedawno narzekał na jesienne przygnębienie… -
Jeszcze jeden obraz do objaśnienia. Jacques-Louis David: Portret małżonków. Tym razem nie o nogach będzie, chociaż noga jak się patrzy i na tym obrazie występuje, a w przeciwieństwie do tamtej w proporcjach i kształcie niemal doskonała - jednak żadnemu z Panów naśladowania nie polecam, bo mogliby za coś takiego zostać posądzeni, a może nawet i obici… -
Hm… Autorem obrazu jest Johann H. W. Tischbein, zaś ten pan w kapeluszu to sam Johann Wolfgang Goethe - w czasie swojego pobytu we Włoszech, dokąd uciekł od żony… Ale mniejsza o to. Obraz jak to obraz, romantyczna scenka z rzymskimi ruinami w tle, upozowana i sfastrygowana, jak to było podówczas w zwyczaju. Jednak gdy się dobrze przyjrzeć, pojawia się pewien dysonans: popatrzcie uważnie na stopy wielkiego poety… -