Raskolnikow
Z tytułu wytłumaczę się potem.
Niektórzy zauważyli pewnie moją Galerię, gdzie sobie wrzucę czasem to i owo i skąd “biorę” obrazki w dwa miejsca na tym blogu. Jakiś czas temu, gdy była odpowiednia po temu pora (gdzież te mgły jesienne, gdzie…) znalazł się tam i obraz Chełmońskiego Odlot żurawi - i już został, bo taki ich tam los.
Można pod spodem dodawać komentarze - jak kto chce albo musi. I ostatnio pod obrazem Chełmońskiego znalazło się kilka tych “komtów”, co mogłoby cieszyć, aczkolwiek niekoniecznie. Krótko mówiąc, jakaś, jak mniemam, uczennica, szukała na mojej stronie opracowania. Wnosząc z tego, co tam stoi, dziewczę miało chyba na pracę domową napisać coś o Odlocie żurawi właśnie i postanowiło poszukać informacji w Internecie, bo czegóż by nie. Zaś trafiwszy na moją stronę i znalazłszy tam goły i samiuteńki obraz bez jakiegokolwiek, szczątkowego choćby opracowania, dziewczę wpadło w szał, dostało spazmów i białej gorączki. I zwyzywało mnie od ostatnich…
-

